Jakub Małecki „Nikt nie idzie” RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: subtelna opowieść o wielkiej samotności. Małecki to mistrz kameralnych historii

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
Jakub Małecki „Nikt nie idzie”
Jakub Małecki „Nikt nie idzie” Mat. pras. wydawnictwa SQN
Udostępnij:
Wielka miłość i wielka tęsknota. Samotność w wielkim mieście. Wielki smutek połączony z goryczą. Rozczarowanie mieszające się z wielką nadzieją. Marzenia i wielki świat, który brutalnie je weryfikuje. Jakub Małecki napisał powieść wyjątkową, która budzi w czytelniku wszystko to, co piękne i dobre, ale też to, co zapomniane, niechciane, zepchnięte w zakamarki podświadomości. „Nikt nie idzie” to książka, która dotyka głęboko swoją subtelnością i niedopowiedzeniem. Po jej przeczytaniu długo o niej myślałam.

Powieści Jakuba Małeckiego nie są grube. Pewnie dlatego, że autor używa minimum słów przekazując maksimum treści. Dzięki temu czytelnik nie ma wrażenia, że historie, które autor opowiada, są przegadane. Minimalizm jest znakiem rozpoznawczym Małeckiego. Ale nie jedynym. Inne to wyjątkowa wrażliwość, subtelne zoomowanie rzeczywistości, nad wyraz rozwinięty zmysł obserwacji świata i umiejętność emocjonalnego opisywania go słowem pisanym.

Bohaterami najnowszej książki Jakuba Małeckiego, którą miałam przyjemność przeczytać przedpremierowo, są Olga, Klemens i Igor. Los styka ich na różnych etapach życia. Kiedy Olga poznaje Igora, są dziećmi. Za kilka lat okaże się, jak bardzo za sobą tęsknili. Z kolei spotkanie z niepełnosprawnym Klemensem jest dla Olgi szczególne. Nie potrafi o nim zapomnieć. Kim są naprawdę dla siebie? Za czym w życiu gonią i czego szukają? Czego im brakuje i czego nie dostrzegają?

Jakub Małecki „Rdza”: kameralne opowieści o ludzkim losie z wielką historią w tle

Małecki nie daje jednoznacznych odpowiedzi. W swoje opowieści o Oldze, Igorze i Klemensie wplata za to Japonię, haiku, muzykę i… kolorowe balony pozwalając, aby czytelnik sam poszukał odpowiedzi.

To nie jest łatwa książka, a mimo to nie sposób jej odłożyć, kiedy zaczęło się czytać. Poza tym Jakub Małecki przyzwyczaił nas, że pisze powieści, które czytelnik musi przemyśleć, próbując w opowiedzianych przez autora historiach odnaleźć cząstkę siebie.

Co ciekawe, w „Nikt nie idzie” Małecki – jak nie on – nie pisze o polskiej prowincji. Nie ma też tak wyraźnego i kluczowego dla zrozumienia tej książki zderzenia pokoleń, jak np. w „Dżozefie” czy w „Rdzy”. To, co jest niezmienne, to kameralność historii, które autor opowiada – przejmujących i poruszających – i świat, który opisuje, pełen napiętych, niespełnionych relacji, niewypowiedzianych słów, bolesnych tajemnic, tęsknoty i samotności.

Bardzo polecam!

Jakub Małecki, „Nikt nie idzie”, wydawnictwo SQN, 2018, 264 strony

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie