Janusz Gołąb: Wykorzystuję doświadczenia, aby sprostać postawionym celom

Iwona Świetlik
Iwona Świetlik
Wspinaczka na Shivling w Himalajach, szczyt wznoszący się na 6543 m n.p.m., 2016 r.
Wspinaczka na Shivling w Himalajach, szczyt wznoszący się na 6543 m n.p.m., 2016 r. Archiwum Janusza Gołębia
Udostępnij:
Janusz Gołąb to jeden z najbardziej znanych wspinaczy pochodzący z woj. śląskiego. Jako pierwszy zimą zdobył ośmiotysięcznik Gaszerbrum I w Karakorum. Dokonał jednych z najwybitniejszych przejść w historii polskiego alpinizmu. Wspinał się m.in. w Alpach, Patagonii i na Grenlandii. Wiele razy był nagradzany za swoje osiągnięcia sportowe. W marcu tego roku podjął próbę przejścia piekielnie trudnej ściany Trango Nameless Tower.

Zacznijmy od wspomnień z wyprawy na niezdobytą jeszcze zimą Trango Nameless Tower (6286 m n.p.m.) w Karakorum, która miała miejsce w marcu tego roku. Byłeś na niej wraz z Maciejem Kimelem i Michałem Królem. Dlaczego wybraliście Drogę Angielską?

Koncepcja wspinania się w górach wysokich od dawna chodziła mi po głowie. Kilka lat temu spotkaliśmy się z Markiem Raganowiczem, a później z Marcinem Tomaszewskim, znakomitymi wspinaczami, rozmawiając o tym, żeby działać w wielkich ścianach. To naturalna droga. W latach 70. Polacy, w tym Wojciech Kurtyka, pojechali zimą jako pierwsi i wspięli się na Ścianę Trolli w Norwegii. Tej zimy podjęliśmy podobną próbę, jako pierwsi wchodząc zimą w ścianę Trango. Droga Angielska była potencjalnie do przejścia klasycznie, jedynie z małymi fragmentami hakówki i dlatego ją wybraliśmy. Innymi słowy rokowało, że na tzw. „dziabkach” uda się przejść tę drogę, bez używania techniki hakowej.

Co podczas tej wspinaczki było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Samo podejście było wyzwaniem - 1000 m przewyższenia żlebem. W ekstremalnych warunkach potrafi być bardzo niebezpieczny. Uciekaliśmy przed lawinami i toczącymi się na nas głazami. Takich elementów było wiele.

...i przekonaliście się, że decyzja o odwrocie na 500 metrów przed szczytem była słuszna.

Karty rozdawała pogoda. Mieliśmy informację od znajomych, którzy przysyłali nam prognozy, że ma być pięć dni słonecznej aury. Weszliśmy w ścianę i był opad 0,2 trwający pół dnia. Przy ścianie o 500 metrach szerokości i 1200 metrach wysokości spowodowało to zamieć pyłową. Przeczekaliśmy w portaledgu z obawą, że rozerwie nam namiot. Przez te pięć dni tylko chwilami przestawało padać i wtedy wychodziliśmy się wspinać. Kiedy otrzymaliśmy informację, że ma być jeszcze tylko dwa dni pogody, a potem załamanie na ponad tydzień, było jasne, że kończymy akcję. W sumie byliśmy dziewięć dni w ścianie i dotarliśmy do jej połowy. Szkoda, bo prawdopodobnie najtrudniejszą jej część mieliśmy za sobą.

Chciałbyś wrócić wspinać się zimą na Trango Nameless Tower?

Michał i Maciek chcą wrócić. A ja jeszcze nie wiem. Być może należałoby zmienić taktykę. Zastanawialiśmy się nad tym, czy nie iść bardziej na lekko i tym samym szybciej się przemieszczać.

Jak należy przygotować się do takiej wyprawy?

Na wielu płaszczyznach. Trzeba portale trzyosobowe zbudować, zadbać o wory transportowe, sprzęt, jedzenie. Bez sponsorów nie ogarnęlibyśmy tego.

Kilka miesięcy wcześniej, we wrześniu 2021 r., udało Ci się poprowadzić drogę na dziewiczej, północnej ścianie Gunj-e Sar (ok. 6270 m n.p.m.) w Pakistanie, w trakcie wyjazdu z młodymi wspinaczami, którzy mieli szansę wykazać się w ramach programu Polski Himalaizm Sportowy. Ta ściana także była Twoim ogromnym osiągnięciem w ostatnim czasie.

Świetny wyjazd, korzystny dla wszystkich uczestników, zwłaszcza dla młodych wspinaczy, którzy po raz pierwszy wspinali się w górach wysokich. Z tego co pamiętam, weszliśmy na sześć niezdobytych sześciotysięczników, z czego tylko na jeden drogą po śniegu, bez wspinania się i trudności. Rzeczywiście, jestem bardzo zadowolony z poprowadzenia drogi na Gunj-e Sar. Chociaż podczas zejścia miałem pecha.

Co się wydarzyło?

Kamień przygniótł mi nogę w taki sposób, że razem z Adamem Bieleckim we dwóch nie potrafiliśmy jej uwolnić. Było trochę szarpania, w końcu jakoś tak ją wykręciłem, że wyskoczyła spod tego kamienia. Ogromny ból. Mam stwierdzone przez lekarza zmiany tkankowe w tej nodze.

Lista Twoich sukcesów jest długa. Jeśli chodzi o Himalaje, w historii zimowego wspinania zapisałeś się jako ten, który wraz z Adamem Bieleckim zimą pierwszy zdobył Gaszerbrum I (8080 m n.p.m.) w 2012 r. - bez użycia tlenu, drogą japońską.

Było to zimowe doświadczenie surwiwalowe. Typowa wyrypa, kontakt z zimnem i wszędobylski śnieg, znój. Trudności technicznych tam nie było, jedynie potrzebowaliśmy dobrej pogody i motywacji. Od około 7200 tys. m n.p.m. jest już tzw. „strefa śmierci” i walka z samym sobą o każdy krok. Zazwyczaj na dwa oddechy przypada jeden krok, a momentami nawet na 20 oddechów.

Wspinałeś się także w Tatrach, Alpach, w Patagonii. Wśród przebytych przez Ciebie dróg wspinaczkowych można wymienić np. pierwsze polskie przejście Directissime Ghilini - Piola na Eigerze (1300 m n.p.m.) w 31 godzin - jednej z najtrudniejszych dróg alpejskich. Czy ta wspinaczka była szczególna jeśli chodzi o te rejony wspinaczkowe?

To była bardzo trudna droga. Teraz jest już przechodzona klasycznie w całości, ale trudności nadal są. Mieliśmy z Grzesiem Skorkiem satysfakcję, że przed nami pokonywano tę drogę w cztery czy pięć dni, natomiast my stwierdziliśmy, że przejdziemy ją w stylu non-stop. W Alpach wspiąłem się wieloma pięknymi drogami, m.in. słynną drogą przez Rybę na Marmoladzie w Dolomitach - było to jedno z pierwszych powtórzeń tej drogi. Przeszedłem drugim klasycznym przejściem Filar Freneya na Mont Blanc. Byłem także w Ścianie Trolli w Norwegii na jednej z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych - ta wyprawa wymagała dużego hartu ducha. Arch Wall to naprawdę trudna wspinaczka.

Pierwsze przejście lewego filara na Bear Tooth przy lodowcu Buckskin na Alasce było dość ekstremalne. A takich masz na swoim koncie więcej. Towarzyszy Ci czasem strach?

Należy wykorzystywać własne doświadczenia, aby neutralizować zagrożenia i sprostać postawionym celom. Jeśli wiem, jaka jest wycena danego wyciągu, robię wszystko, żeby go pokonać. Na wspinaniu nie myśli się o strachu - to bardziej nirwana, a nie adrenalina. Trzeba umieć poradzić sobie ze strachem. Mam np. lęk i przyspieszony oddech jak słyszę lawinę. Natomiast byłbym chyba kaskaderem, gdybym strzał adrenaliny miał chociażby na „żywcowym” wspinaniu. Ale strach jest potrzebny, bo to taki instynkt samozachowawczy.

Dream Team - taki przydomek zyskał zespół wspinaczkowy, w skład którego oprócz Ciebie weszli Jacek Fluder, Stanisław Piecuch i nieżyjący już Grzegorz Skorek. Skąd się to wzięło?

KW Gliwice i KW Katowice działały właściwie razem. Stasia poznałem na ściance - pierwszej sztucznej wybudowanej w Polsce, w KW Gliwice, w tzw. „szybie”. Umówiliśmy się w Tatry i zaczęliśmy się razem wspinać. Jak kilka dróg zrobiliśmy, to Jacek Fluder, który się już świetnie wspinał, zaoponował nam, czy nie chcielibyśmy także z nim. Pojechaliśmy na jedną z pierwszych dużych, wspólnych wspinaczek. Na ścianie Grandes Jorasses dokonaliśmy pierwszego przejścia zimowego - wspinaczka stała się przejściem sezonu w Alpach. Z kolei Grzesiowi Skorkowi podobał się nasz styl wspinania i dołączył do nas jako czwarty.

Wielokrotnie byłeś nagradzany za swoje dokonania wspinaczkowe, m.in. „Kolosami” za wytyczenie wraz z kolegami nowej drogi na legendarnej ścianie Dru w Alpach w 2003 r. (3754 m n.p.m.) czy 900-metrowej drogi na ścianie NaIummassortoq w południowej Grenlandii. Cieszą takie wyróżnienia?

Oczywiście, że tak. Opowiem zabawną historię. Jak dostałem zloty medal za wybitne osiągnięcia sportowe, żyjący jeszcze wówczas Artur Hazjer mówi mi tak mniej więcej: „Ale masz pecha, że ten złoty dostałeś. Gdybyś najpierw dostał brązowy, później srebrny i dopiero złoty to miałbyś trzy koperty do tego, a tak masz tylko jedną i pozamiatane”. Często wspominam tę sytuację.

Wierzysz w młodych wspinaczy, działających teraz m.in. w małych zespołach i stylu alpejskim w ramach Polskiego Himalaizmu Sportowego?

My jesteśmy z tego pokolenia straconego - lata 80. Sukcesy osiągali Kukuczka, Czok, Skorek, a my młodsi nigdzie nie jeździliśmy, bo na wyjazdy potrzebne były ogromne sumy. Dopiero Komisja Wspinaczki Wysokogórskiej przy PZA coś zmieniła. Dzięki Januszowi Skorkowi i Januszowi Majerowi pojechałem pierwszy raz w Alpy, ale w dalszym ciągu nie było szans wyjeżdżać tak jak Anglicy, Niemcy czy Francuzi w Himalaje. Chłopaki mieli szansę jesienią zeszłego roku pojechać za dofinansowanie z PZA zdobywać szczyty sześciotysięczne w Pakistanie i tak to powinno wyglądać. PZA musi też zwrócić uwagę na ludzi ze zdolnościami do Ski Runningu, czy narciarzy wysokogórskich i zabierać ich na wyprawy na ośmiotysięczne szczyty - uczestniczyłem w wyprawie, na której Andrzej Bargiel zjechał na nartach jako pierwszy człowiek na świecie z K2. W Polskim Związku Alpinizmu mamy wielu młodych świetnie zapowiadających się wspinaczy i narciarzy - oni muszą mieć szansę na rozwój. Nowy program PZA Polski Himalaizm Sportowy to bardzo dobry kierunek.

Rozmawiała Iwona Świetlik

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie