MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Jerzy Markowski, ekspert górniczy: Bądźmy szczery - w erze koronawirusa w górnictwie liczymy tylko na łut szczęścia

Marcin Zasada
Marcin Zasada
Jerzy Markowski
Jerzy Markowski Arkadiusz Gola
Warunki bezpieczeństwa w kopalniach w erze koronawirusa? Ekstremalne, jak zawsze. Kwarantanna w kopalni? Może być, ale 300-400 osób i tak musi pracować. A jeśli w kopalniach stanie wydobycie, górnictwo czeka zapaść - mówi Jerzy Markowski, ekspert górniczy, były wiceminister gospodarki.

Stan epidemii. Cała Polska siedzi w domach. Na kopalniach jest bezpiecznie?
Gdyby porównać kopalniane standardy bezpieczeństwa do dowolnego obiektu na powierzchni, to porównania nie ma żadnego.

To znaczy: nie jest bezpiecznie.
Ograniczona wentylacja. Wysoka temperatura. Po trzecie: koncentracja ludzi. Normalnie do windy wchodzą 22 osoby na piętro. Winda ma piętra cztery, więc w sumie za jednym razem na dół zjeżdża 88 osób. Wymiary klatki? Dwa metry na cztery. Ludzie jadą ściśnięci jak śledzie w puszce. A poczekalnia do wyjazdu załogi? Tam zbiera się 200-300 osób w jednym momencie. Albo pociąg, który przewozi górników siedzących w odległości kilkunastu centymetrów od siebie. Pod ziemią, ze względu na hałas, nie da się rozmawiać ze sobą z odległości 2 metrów. To są warunki ekstremalne. A Polska to kraj górniczy: każdego dnia pod ziemią pracuje 50-60 tys. ludzi.

W warunkach ekstremalnych można jakkolwiek zadbać o bezpieczeństwo?
Technicznie to praktycznie nieosiągalne. Zamiast 88 osób klatką będzie zjeżdżać 16? W kopalni średniej wielkości podczas porannej zmiany pracuje 700 osób. Popołudniu i nocą: 500. Trzeba tych wszystkich ludzi zwieźć na dół i wywieźć na powierzchnię. Można tak wymieniać bez końca. Powiedzmy sobie szczerze: w górnictwie w erze koronawirusa liczymy tylko na łut szczęścia. Dopóki nie ma nikogo z objawami, nie ma pierwszego zakażonego, wszyscy jakoś tolerują ten stan. Gdy, nie daj Boże, pojawią się pierwsze zakażenia, ludzie zaczną sami się wycofywać na chorobowe. Nie wspomnę o warunkach kwarantanny.

Jak wyglądałby taki scenariusz?
Może stanąć wydobycie, nie może stanąć kopalnia. Bo to ciągła walka z naturą. W kwarantannie czy bez, z 3 tys. średniego zatrudnienia, w zakładzie musi na stałe przebywać z 300-400 osób. Żeby obsługiwać pompy, wentylatory, odmetanowanie… Żeby nie dopuścić do koncentracji zagrożeń. O wydobyciu oczywiście nie ma mowy. Jeśli ono zostanie zatrzymane, wtedy okaże się, że zwały, które jeszcze miesiąc temu były utrapieniem, na jakiś czas nas uratują.

Na jak długo?
Kopalnię bezczynnie, bez wydobycia, można utrzymać do 3 tygodni. Potem zacznie się zaciskanie wyrobisk eksploatacyjnych. Większość kopalń pracuje dziś na jednej ścianie. Zatrzymanie jej biegu ścian skutkuje koncentracją ciśnienia górotworu. To oznacza obwały, zawały czy wypiętrzenia w chodnikach.

Dalsza perspektywa, zakładając najgorszy bieg wydarzeń?
Jeśli polskie górnictwo przestanie dostarczać węgiel do energetyki, trzeba będzie pobratać się z braćmi Moskalami i ich prosić o węgiel. Prawo europejskie mówi: państwo musi mieć zapas wydobytego surowca na 90 dni. Nie wiem, jakie są zapasy w energetyce.

Zobacz koniecznie

Już dziś słychać głosy, że może będzie to dobry moment, by szybciej pożegnać górnictwo na Śląsku.
Jeśli je pożegnamy, będzie u nas nie tylko zaraza, ale i zaraza po ciemku. Co potem? Wydobywam węgiel nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że potrzebuje go energetyka.

Ekonomiczne skutki kryzysu dla przemysłu wydobywczego?
Jeśli nie będzie wydobycia, nie będzie przychodów, nie będzie sprzedaży. To oznacza jedno: zapaść, dramat. Na dziś górnictwo ma 14 mld zł zobowiązań. To jakieś 70 procent rocznych przychodów tego sektora, a więc skala zbliżona do realiów upadłości. Mam oczywiście nadzieję, że w sytuacji deficytu energetycznego nikt tu nie będzie egzekwował upadłości. To byłby idiotyzm. Ale w spółkach mamy też nie rozwiązane do końca kwestie płacowe…

Nie przegap

Należy spodziewać się renegocjacji płac w górnictwie?
Tak. Grozi nam utrata 2 milionów miejsc pracy w całej Polsce. W PGG wynegocjowano kontrowersyjne podwyżki. W JSW już teraz związkowcy powinni dać sobie na wstrzymanie.

Renegocjacje płac?
Oczywiście. To aż kuriozalne by w sytuacji takiego kryzysu upominać się o podwyżki płąc. Nam grozi utrata 2 mln miejsc pracy w Polsce. Związki powinni w PGG, ci w JSW powinni sobie dać na wstrzymanie z podwyżkami, męczyć w tej sprawie.

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Dziennika Zachodniego i bądź na bieżąco!

Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Bądź na bieżąco i obserwuj

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni