Karwat o spektaklu "Skazani na bluesa": Skazani na piękne wspomnienia

Krzysztof Karwat
Krzysztof Karwat
Krzysztof Karwat arc.
Tej premiery nie mogłem opuścić. Nie tylko dlatego, że zawsze lubiłem Dżem. Ciekawiło mnie, czy "Skazany na bluesa", najnowszy spektakl Teatru Śląskiego, zdoła uderzyć w struny, które poruszą zarówno młodszą część widowni, jak i tę pamiętającą początki tyskiego zespołu. Bo fenomen tej muzyki polega na tym, że naprawdę połączyła pokolenia.

Ryszard Riedel, charyzmatyczny wokalista Dżemu, już dawno urósł do rangi legendy. Jego biografia została lekko zmitologizowana, co bynajmniej nie jest zarzutem. Chętnie karmimy się własną pamięcią, która na ogół koloryzuje przeszłość, wybielając plamy i eliminując mielizny.

Życie Ryśka - znamienne, że nawet ci, którzy nie mogli słuchać go na koncertach, myślą o nim jak o rówieśniku i koledze - bezwiednie powiązało międzygeneracyjne nici. Jego tragiczny los, zakończony przedwczesną śmiercią, zapłodnił wyobraźnię nas wszystkich.

Jest jednak pewna różnica w odczuwaniu tamtych wydarzeń i w ocenie stopniowego staczania się tego artysty w przepaść.

W epoce schyłkowego Gierka ówczesna młodzież, zapatrzona (i zasłuchana) w Zachód, przyjmowała kontrkulturowe wzorce zachowań, nie bacząc na koszty. Przykłady Morrisonów czy Hendriksów traktowała jak wyzwanie, manifest bliżej niesprecyzowanego dążenia do wolności; nikt z nas nie liczył się z tym, że może zapłacić podobny rachunek.

Niejednemu brakowało dystansu do rzeczywistości i samego siebie. Dziś - wydaje się - jest trochę inaczej. Młodych ta historia nadal podnieca, ale jako rodzaj odległej alegorii, smutnej w wymowie.

W spektaklu pojawia się na scenie ważna postać. To przyjaciel Ryśka, z pióropuszem indiańskim na głowie - symbolem dziecięcych marzeń o wolności (kolejna udana rola Dariusza Chojnackiego). Z tego, co wiem - to postać fikcyjna, choć mogło się na nią złożyć kilka rzeczywistych osób. Czy był w tym gronie Kaziu Gayer? Nie znacie? Nic dziwnego, bo od dawna go nie ma.

CZYTAJ TAKŻE:
Premiera spektaklu "Skazany na bluesa". Ewa Kutynia: Nie chciałam naśladować Goli
Skazany na bluesa: Premiera spektaklu w Teatrze Śląskim w Katowicach [ZDJĘCIA Z PREMIERY]
Skazany na bluesa PREMIERA przedstawienia o Ryśku Riedlu [ZOBACZ WIDEO]
Skazany na bluesa: Rysiek powrócił w spektaklu [SKAZANY NA BLUESA RECENZJA]

On - jak Riedel - też zapłacił cenę najwyższą. Pamiętam, jak mi opowiadał, że blisko współpracuje z pewną kapelą blues-rockową, o której liderze mówiło się, że może być w przyszłości "drugim Niemenem". Z grzeczności nie protestowałem, bo bardzo się z Kaziem lubiliśmy.

Nie przekonał mnie tym bardziej wtedy, gdy przy piwie wystukiwał o blat stołu rytm piosenki, która miała zaczynać się tak: "Whisky, moja żono...". Dopominał się mojej opinii.

Tekst wydał mi się pretensjonalny, nie tylko dlatego, że żaden z nas nie znał smaku napoju, który można było oglądać tylko w westernach. Ale - rzecz jasna - mu tego nie powiedziałem, bo w kącie siedział lekko zblazowany hippis, który niby miał to potem wszystko wyśpiewać.
Winnych sytuacjach bywaliśmy jednak wobec swoich pierwszych prób literackich otwarci i szczerzy. Przez wiele tygodni mieszkaliśmy drzwi w drzwi na obozach studenckich. Kaziu lubił wieczorne eskapady, więc nieraz musiałem wyprowadzać na spacery jego rozwydrzoną cocker spanielkę. Wśród swoich tyskich kumpli uchodził za kogoś, kto ma największe literackie kompetencje, wyrażające się w bezkrytycznej miłości do poezji Rafała Wojaczka (niestety, także do jego autodestrukcyjnego sposobu życia).

I tak rzeczywiście było, wszak właśnie dostał się na studia filologiczne, a trafił na nie mając już 25 lat (nigdy ich nie skończył, a i chyba porządnie nie zaczął). Wtedy też powstał słynny "Paw". Po latach trochę się dziwię, że na płytach oba te wielkie hity podpisane są dwoma nazwiskami. Dałbym głowę, że słowa napisał Kaziu. Ale widocznie było inaczej, bo on chyba wielkiego pojęcia o muzyce nie miał, więc te jego strofy zapewne wyciekały poza akordy i trzeba je było poprawiać.

I chyba nie miał też wielkiego pojęcia o tym, co powinien robić menedżer zespołu. Zbyt wielki był z niego lekkoduch. To mogło wystarczyć, gdy o amatorskim Dżemie nikt nie słyszał. Ale potem? Czy dlatego niebawem drogi Kazia i Ryśka musiały się rozejść? Tego nie wiem, bo w pewnym momencie Kaziu jakby pod ziemię się zapadł...

Fajnie, że ten spektakl powstał, choć niestety, jest tylko repliką scenariusza znanego filmu. Fajnie, że otworzył drogę Tomaszowi Kowalskiemu, który - wraz zespołem - prezentuje się na scenie świetnie. Fajnie, że dzięki niemu mogłem sobie przypomnieć gorycz tamtego piwa cieszyńskiego. Choć - jak to w PRL-u - było paskudne, zupełnie bez piany.

Krzysztof Karwat
publicysta


*Próbny sprawdzian szóstoklasistów 2014 ARKUSZE + KLUCZ ODPOWIEDZI
*Horoskop 2014: Karty tarota ostrzegają [PRZEPOWIEDNIE NA 2014]
*Tabliczka mnożenia do wydrukowania [WZORY TABLICZEK MNOŻENIA]
*Urlop macierzyński 2014 [ZASADY I TERMINY: URLOP RODZICIELSKI]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zak1953
przydarzyło mi się kilka razy jeździć jako kierowca Nyski towos na koncerty, które dawali dla OHP, m.in. w Bieruniu Starym. Tyle, że wtedy jeszcze nie mieli swojego własnego repertuaru. I byli bardzo głośni, jak większość podobnych zespołów.
Dodaj ogłoszenie