Katarzyna Bonda „Klatka dla niewinnych". Recenzja przedpremierowa: zbrodnia, rodzinny dramat i sekrety. Świetny kryminał z Hubertem Meyerem

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
Mat. pras. wydawnictwa MUZA
Brutalne zabójstwo, rodzinny dramat i Warszawa, która da się lubić. „Klatka dla niewinnych”, nowa powieść Katarzyny Bondy, to tylko pozornie jeden z kilku kryminałów serii o Hubercie Meyerze. Tak naprawdę to najważniejsza część, w której Bonda kreśli studium narodzin zła, stawia czytelnikom wiele trudnych pytań między wierszami, a swoich bohaterów poddaje próbie. Na czwartą część o Hubercie Meyerze („Nikt nie musi wiedzieć”) czytelnicy musieli czekać aż dziewięć lat. Piąty tom Bonda zaserwowała zaskakująco szybko – niespełna trzy miesiące po czwartym. I znów dowiodła, że tytułu królowej polskiego kryminału nie otrzymała przypadkowo.

„Klatka dla niewinnych”, piąta część serii kryminalnej o psychologu śledczym Hubercie Meyerze, rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Jest rok 2013. W jednym z mieszkań w bardzo ładnej kamienicy, w śródmieściu Warszawy, dochodzi do brutalnego morderstwa. Róża Englot ginie od ciosów nożem. Zabójca zadał jej aż czterdzieści trzy ciosy. Sprawca, obok otwartych ran na ciele Róży, pozostawił coś jeszcze - klucz. Jakby tego było mało, świadkiem makabrycznej zbrodni jest dziecko, kilkuletni Jonasz.

I tylko pozornie wydaje się, że wszystko jest tutaj jasne, że w tej sprawie nie ma znaków zapytania. Są, a Bonda stawia czytelnikowi pytania w miarę rozwoju akcji. I wystawia jego cierpliwość na próbę, gmatwając zagadkę i wciągając Huberta Meyera w wir wydarzeń.

Kilka lat później Englot kończy odsiadywać wyrok za zamordowanie żony. Wychodzi na przepustkę, a w tej samej warszawskiej kamienicy rozgrywa się kolejna tragedia. Z balkonu na siódmym piętrze wypada teściowa Englota. Kobieta ponosi śmierć na miejscu. Englot staje się podejrzanym z marszu. Śledczym brakuje jednak twardych dowodów, aby postawić mu zarzuty.

Prokuratorka Weronika Rudy wzywa więc na pomoc profilera Huberta Meyera, który tradycyjnie nie potrafi odmówić ulubionej pani prokurator. Przyjeżdża do Warszawy, by pomóc jej w rozwiązaniu tej trudnej sprawy. Prokuratorka uważa, że to zabójstwo na tle finansowym. Ale Meyer ma swoje podejrzenia, nowe ślady, a tropy wiodą go do przeszłości. Szybko okazuje się, że obie sprawy są dużo bardziej skomplikowane i wiążą się z zaginionymi kilkanaście lat temu kobietami.

Profiler przekonuje się, że w tym śledztwie nic nie jest takie, jak się wydaje, tajemnice się mnożą. Musi więc działać niekonwencjonalnie. Meyer kolejny raz w swojej karierze podejmie ogromne ryzyko, ale po raz pierwszy ze śledczego przeistoczy się w głównego podejrzanego...

Serię o Hubercie Meyerze warto czytać po kolei, aby nie psuć sobie przyjemności z poznawania losów bohaterów. Katarzyna Bonda przemyślała nie tylko postać Meyera, ale także kilku innych, które przewijają się w całej serii, np. prokurator Weroniki Rudy. To tyleż zagadkowa, co prostolinijna kobieta. Mam wrażenie, że jej metamorfozę Bonda zaplanowała szczególnie dokładnie. Werka z czwartej i piątej części serii to zupełnie inna prokuratorka niż w „Tylko martwi nie kłamią”: pewna siebie, ambitna, pracowita, zaangażowana, odważna, momentami bezkompromisowa.

Nie przegapcie

A może jedynie taką udaje? Może ta pewność siebie to fasada, maska, którą Rudy zbudowała, aby ukryć, ile kosztowała ją kariera prawniczki? Prawniczki, która z Rudy Śląskiej wyjechała w wielki świat, ale Śląsk ma cały czas we krwi, a serce szybciej bije jej na myśl o pewnym psychologu śledczym z Katowic.

Sam Meyer to protagonista z krwi i kości, któremu czytelnik kibicuje nawet wtedy, kiedy staje się głównym podejrzanym w śledztwie. A nie jest to takie łatwe, autorka się o to postarała. Meyer popełnia błędy, jak każdy człowiek, ale wie, czym jest niegodziwość i gdzie leży granica, której przekroczenie to droga tylko w jedną stronę – ku przepaści. Działa szybko, niekonwencjonalnie. Jest profesjonalistą w każdym calu. Ale w „Klatce dla niewinnych” Bonda nie ma dla niego litości. Dla czytelników, a zwłaszcza czytelniczek uwielbiających Meyera – również.

Oczywiście nie byłoby rasowego kryminału, gdyby pisarka nie poprowadziła tak fabuły, że czytelnik w napięciu czeka na finał i rozwiązanie zagadki. A fabuła jest wielowątkowa, ale to dla czytelników powieści Katarzyny Bondy nic nowego. Panowanie nad bohaterami i wątkami pisarka opanowała do perfekcji, sprawnie je łączy, okraszając wszystko humorem. Tak, humor w kryminałach Katarzyny Bondy jest zawsze – czy to w tych o Meyerze, w serii o Saszy Załuskiej czy serii „Wiara, Nadzieja, Miłość”.

„Klatka dla niewinnych” to najważniejsza część serii o Meyerze, bo Bonda zmusza czytelnika do zmierzenia się z mrokami ludzkiej duszy. Ta powieść to studium narodzin zła widzianego z różnych perspektyw: dziecka, dorosłego, ofiary, sprawcy, śledczego i osób pozornie ze sprawą niezwiązanych. Katarzyna Bonda świetnie pokazuje, jak relatywizowanie, usprawiedliwianie, wybielanie jednym ludziom przychodzi łatwiej, a inni mają pewien wewnętrzny alarm, który wyje, gdy tylko zbliża się zło wcielone.

Pisarka nie boi się stawiać trudnych pytań o granicę między dobrem a złem, między przyjemnością a perwersją, partnerstwem a dominacją, motywacją a dyscypliną, współpracą a uległością. I jak zawsze kluczem do odpowiedzi na owe pytania jest uważna lektura nowej powieści królowej polskiego kryminału. Premiera książki już 28 lipca.

Polecam!

Katarzyna Bonda, „Klatka dla niewinnych", MUZA, 2021, 448 stron

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie