Katowicki bank czasu zawalczy z urzędniczym absurdem

    Katowicki bank czasu zawalczy z urzędniczym absurdem

    Dorota Niećko

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Zamieszanie wokół banków czasu, jakie wywołała interpretacja katowickiej Izby Skarbowej, dotycząca ryzyka opodatkowania tego typu usług, trwa.
    Katowicki bank czasu, jako jedyny w kraju, chce walczyć z fiskusem i szykuje pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie. W jaki sposób można wycenić godzinę spotkania albo rozmowę?

    O co chodzi? Bank czasu to grupa osób, które pomagają sobie nawzajem, ofiarując swój czas. Np. jedna osoba oferuje, że pomoże dziecku w nauce, a w zamian chętnie przyjmie pomoc w sprzątaniu, gotowaniu czy wypełnianiu formularzy podatkowych. Walutą są godziny, nikt nikomu nie płaci gotówką. Idea narodziła się w 1980 roku w Stanach Zjednoczonych. Trzy lata temu pierwszy i jedyny bank czasu w naszym regionie powstał w Katowicach przy stowarzyszeniu Meritum. Działa w nim kilkadziesiąt osób.

    Rok temu podobny bank miał powstać w Bielsku-Białej. Jego organizatorzy zapytali więc urzędników skarbowych, czy na pewno za tego typu usługi nie trzeba odprowadzać podatków. Z interpretacji wywnioskowali, że... jest takie ryzyko w sytuacji, gdy usługa, z której korzysta jednak osoba jest na wolnym rynku tańsza niż ta, którą w zamian oferuje (np. godzina masażu kosztuje więcej niż wyprowadzanie psa). Bielski bank ostatecznie nie powstał. We wrześniu sprawę przypomniała "Rzeczpospolita". I chociaż Grażyna Piechota, rzeczniczka Izby Skarbowej w Katowicach, zapewnia, że fiskus nigdy nie zajmował się takimi usługami sąsiedzkimi, banki się przestraszyły. Z powodu tej interpretacji po wakacjach nie reaktywował się np. bank w Poznaniu.

    W Katowicach postanowili walczyć z przepisami. - Konsultowaliśmy się już z prawnikami - przyznaje Katarzyna Kopczak-Zagórna, koordynatorka katowickiego Banku czasu. Po tych konsultacjach ustalono, że w sądach administracyjnych nic się nie da wskórać i trzeba przygotować pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich. W ciągu kilku dni pismo ma zostać wysłane do Warszawy. Katowiczanie chcą, aby dołączyły do nich inne banki w kraju.

    - Jeśli banki działają tak, jak powinny, nie mają się czego obawiać - zapewnia Piechota.
    Czy aby na pewno? W interpretacji izby napisano m.in., że w przypadku, gdy członkowie banku czasu świadczą sobie wzajemnie pomoc (są równocześnie świadczeniobiorcami i świad-czeniodawcami), wówczas przychód osiąga ten członek banku, którego wartość jednogodzinnej usługi ustalonej na podstawie cen rynkowych jest wyższa od wartości usługi wobec innych odbiorców. - Wówczas przychodem jest różnica między ww. wartościami i stanowi przychód z tzw. świadczeń częściowo odpłatnych - czytamy w piśmie.

    - Na dodatek dowiedzieliśmy się, że jeśli tego typu usługi zostaną opodatkowane, to trzeba od nich będzie także... odprowadzać składki na ZUS - mówi Kopczak-Zagórna.
    Członkowie katowickiego banku czasu o sytuacji mówią krótko: to pachnie Orwellem. Jak wycenić np. godzinę spotkania albo rozmowę? - Trzeba by chyba sprawdzić w... agencji towarzyskiej - mówią "bankowcy".

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo