Kierowcom autobusów zdarza się nagle ryzykować. Nie wiadomo jak człowiek postąpi, gdy czuje strach i zagrożenie

Grażyna Kuźnik-Majka
Grażyna Kuźnik-Majka

Wideo

Udostępnij:
Rozmowa z psychologiem dr Martą Stasiłą-Sieradzką, adiunktem w Zakładzie Psychologii Pracy i Organizacji Uniwersytetu Śląskiego, ekspertką w dziedzinie pracy w zawodach trudnych i niebezpiecznych. O tym, jakie cechy powinni mieć kierowcy autobusów i czy da się wykryć ich skłonności do ryzyka. Czy kierowcy potrafią sprostać tym wymaganiom? Co sprawiło, że w Katowicach jeden z nich zabił młodą kobietę?

Kierowca autobusu musi być bohaterem? W chwili zagrożenia powinien być tym, którzy myśli za wszystkich?
Coś w tym jest. Nie bez powodu przecież ten zawód wymaga specjalnych predyspozycji, nie może go wykonywać każdy, kto chce. Kierowcy zawodowi co pięć lat przechodzą badania psychologiczne, które starannie sprawdzają również ich skłonności do zachowań prospołecznych. Chodzi o chęć pomagania innym, ochronę pasażerów, życzliwość dla użytkowników dróg. To są postawy potrzebne, niezbędne w ich profesji. Ale badania mogą ujawnić również ukrywane inklinacje do agresji i ryzyka, wykluczające z zawodu.

Ryzykant za kierownicą autobusu to koszmar jak z filmu.
Taki ktoś w ogóle nie powinien być dopuszczony do pracy, ale większość kierowców zawodowych to osoby zrównoważone, godne zaufania. Czasem jednak kierowcy podejmują nagle zaskakujące, niebezpieczne decyzje. Co bywa ich motywem? Psycholodzy starają się wtedy wyjaśnić, czy brawura na drodze sprawiła tym osobom przyjemność, czy poszukują w życiu silnych emocji i mają problemy z samokontrolą? Jeśli tak, pojawia się problem, bo chodzi o ryzyko stymulacyjne czyli wywołujące u człowieka pozytywne wrażenia, więc będzie do niego dążyć. Jest także inne ryzyko, tak zwane instrumentalne; kierowcy twierdzą, że decydują się na niego z konieczności. Inaczej w trudnej sytuacji nie mogliby osiągnąć ważnego celu.

Takim celem może być obrona pasażerów przed grupą napastników, którzy, jak się kierowcy wydaje, atakują autobus na środku jezdni? Pytam w związku z głośnym wypadkiem w Katowicach, w którym zginęła młoda kobieta.
Trzeba przyznać, że sytuacja była bardzo nietypowe. Rzadko się zdarza, żeby grupa pobudzonych osób biła się na jezdni, na trasie przejazdu autobusu. A może jeszcze uderzała w pojazd, szarpała klamką? Nie znamy wszystkich szczegółów. W każdym razie trwała bijatyka i kierowca, jak każdy człowiek w niebezpieczeństwie, musiał podjąć jedną z dwóch decyzji, uciekać albo walczyć.

Chciałoby się, żeby kierowca wezwał pomoc i zachował spokój. A jednak manewrował masą żelastwa w otoczeniu pijanych ludzi. Na ich rozsądek przecież nie mógł liczyć.
Nigdy nie wiadomo, jak człowiek postąpi w sytuacji, gdy czuje strach i realne zagrożenie. Świadkom może się wydawać, że lęk był przesadzony, ale jak to ocenić? Czy nie bać się ludzi, którzy są na tyle zdesperowani i zamroczeni, że biją się na jezdni w centrum miasta? Zastanawia, do czego jeszcze byliby zdolni. Kierowca wiózł pasażerów, znalazł się w głębokim stresie, który dyktuje czasem fatalne decyzje. Trzeba chyba być w jego skórze, żeby zrozumieć całą tę sytuację.

Policja bada okoliczności tragicznego wypadku na ul. Mickiewicza w Katowicach. Pod kołami autobusu zginęła nastolatka. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuń w prawo - wciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE

Tragiczny wypadek w Katowicach. Młoda dziewczyna zginęła pot...

Czy środki antydepresyjne, które kierowca przyjmował, mogły wpłynąć na jego postępowanie?
Lekarstwa tego rodzaju przepisuje lekarz, który musi wiedzieć, jaki zawód wykonuje pacjent. Gdyby był przekonany, że środki mogą zaszkodzić komuś w pracy kierowcy autobusu, wymagającej przecież dobrego refleksu, to by ich nie zaordynował. Mógłby przecież ucierpieć nie tylko pacjent.

Zastanawiamy się nad kierowcą, a co można powiedzieć o grupie, która biła się na jezdni, co stało się początkiem tragedii?
Uczestnicy bójki raczej w ogóle nie zdawali sobie sprawy z tego, gdzie się znajdują, na co narażają siebie i i innych, co ich nie usprawiedliwia. Gdyby nie agresja tej grupy, brak hamulców, nie zginęłaby kobieta, która prawdopodobnie chciała ich uspokoić.

Czy kierowca zawodowy może zapomnieć o kimś, kogo zabił w wypadku, nawet niezawinionym?
Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że nie zapomni tego ani kierowca zawodowy, ani żaden inny. Niektórzy sprawcy rezygnują z pracy kierowcy, nie zbliżają się nawet do samochodu, wielu z nich wymaga długotrwałej terapii. Nigdy nie daje im spokoju pytanie, co by było, gdyby w tamtej chwili podjęli jakąkolwiek inną decyzję. Ale odpowiedzi na to nie ma.

Musisz to wiedzieć

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wiem
Proponuję przyjrzeć się agresywnym kierowcom linii 860.
Dodaj ogłoszenie