Kim pan jest, panie Marcinkiewicz?

Agata Pustułka
Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz
Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz Fot. ARC
Czwarty mandat dla Platformy Obywatelskiej w województwie śląskim zdobył kandydat, który zaledwie miesiąc temu zapisał się do partii.

Miał jednak nad pozostałymi przewagę w postaci rozpoznawalnego nazwiska. Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz, bo o nim mowa, noszący to samo nazwisko, co cieszący się sympatią Polaków były premier Kazimierz Marcinkiewicz, miał być magnesem dla niezbyt orientujących się w polityce wyborców. Zadziałało.

W przedwyborczych sondażach Marcinkiewicz występował wprawdzie jako ewentualny zdobywca mandatu, lecz do końca nikt o zdrowym zmysłach nie wierzył, że zwycięży magia nazwiska. Ale przedsiębiorca ze Świerklan wszedł do europarlamentu i władze śląskiej PO muszą teraz wypić piwo, którego nawarzyły.
- To koń trojański. Ktoś kto układał listę PO powinien być ukarany. To nie do pomyślenia, żeby nie przewidzieć takiej sytuacji - mówi nam anonimowo jeden z działaczy Platformy.

Sam Marcinkiewicz był wczoraj właściwie przerażony swoim nieoczekiwanym sukcesem i po kilku krótkich porannych komentarzach na długie godziny po prostu zamilkł.

- Po tylu telefonach byłem już skołowany - przyznał nam szczerze. - Wiem, że nazwisko miało znaczenie, bo jak byłem w Warszawie i zamawiałem taksówkę to zawsze była przed czasem i ja wyciągnąłem z tego wnioski.

Marcinkiewicz do tej pory z polityką nie miał nic wspólnego. Do PO rekomendował go starosta rybnicki Damian Mrowiec i wygląda na to, że miał politycznego nosa. Zadaniem Marcinkiewicza na liście było przysporzenie Platformie głosów.
Specjaliści są jednak przekonani, że wiara w marketing polityczny bywa złudna. - Platforma przekombinowała, strzeliła sobie w stopę i teraz musi zjeść tę żabę - mówi dr Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. - Ale dla pocieszania dodam, że historia zna takie przypadki. Do parlamentu krajowego dostał się przecież ostatnio Łukasz Tusk, zaś od lat dzięki nazwisku ojca karierę robi Adam Gierek. Podobnie zresztą jak Jarosław Wałęsa, syn Lecha.

Chociaż kampania wyborcza śląskiego Marcinkiewicza była widoczna tylko rejonie Rybnika, Raciborza i Świerklan, zaś dziewiąte miejsce na liście absolutnie nie premiowało go do europarlamentu, to wygryzł z Brukseli politycznego wyjadacza, urzędującego wicewojewodę Adama Matusiewicza.

Jeszcze w poniedziałek w szeregach PO pojawiały się szalone pomysły, by Marcinkiewicz sam zrezygnował z mandatu. Szybko jednak z tych planów zrezygnowano.

Bogdan Marcinkiewicz jest prezesem firmy świadczącej usługi instalacyjne dla gazownictwa. Ma 43 lata, czworo dzieci, zaś żona ma na imię Gabriela.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polomiok z wyboru
Panie Marcinkiewicz, gratuluję!
R
Realistaa
tylko ostatni debil głosowałby na byłego premiera i jego obecną panią.
c
chris
To w najprostszych słowach podsumowanie dla działań Platformy
Dodaj ogłoszenie