Komandosi jadą na trudną misję do Afganistanu

Łukasz Klimaniec
Adam Zawada z 2,5-roczną córka Martyną
Adam Zawada z 2,5-roczną córka Martyną Fot. Arkadiusz Ławrywianiec
Pożegnanie żołnierzy bielskiego batalionu desantowo-szturmowego przed odlotem na misję

Czterystu komandosów z 18. bielskiego batalionu desantowo-szturmowego im. kpt. Ignacego Gazurka odleci do afgańskiej prowincji Ghazni. W piątek w jednostce żołnierzy żegnały ich rodziny oraz dowództwo.

- Lecicie do kraju odmiennego klimatycznie, cywilizacyjnie i kulturowo. Wasze działania wymagać będą nie tylko rozwiązań siłowych, ale też wykazania umiejętności dyplomatycznych - mówił komandosom generał Ryszard Sorokosz, szef szkolenia wojsk lądowych.

Wielu żołnierzy z bielskiej jednostki bierze udział w misji nie pierwszy raz. Ale, na co zwracają uwagę ich najbliżsi, strach i obawa o bezpieczeństwo są zawsze te same.

- Mąż leci już po raz trzeci, ale jest tak samo ciężko, jak za pierwszym razem - przyznaje Monika Zawada, mama 3,5-letniej Amelki i 2,5-letniej Martynki. - Ostatnio dziewczynki były malutkie i nie miały tej świadomości, teraz będą bardziej tęsknić za tatą - przyznaje.

Żony komandosów, z którymi wczoraj rozmawialiśmy, są zgodne - wydarzeń w Afganistanie nie śledzą w wiadomościach telewizyjnych ani w relacjach innych mediów. Same codziennie kontaktują się z mężami za pomocą internetu lub telefonicznie. Bo najważniejsza dla nich informacja dotyczy losu ich ukochanych

Największe emocje związane z oficjalnym pożegnaniem żołnierzy towarzyszyły rodzinom komandosów, którzy pierwszy raz wezmą udział w misji.
- Teraz jeszcze to do nas nie dociera. Dotrze dopiero na lotnisku, gdy będą wylatywać - mówi Maria Młyńska, teściowa Mateusza Wiewióry.

- Takie są realia, żeby pracować i zarabiać musi jechać. Trzeba to jakoś przeżyć. Nie ma innej opcji. Wszystko musi być dobrze - podkreślają Urszula i Mieczysław, rodzice żołnierza.
To kolejna misja bielskiego batalionu w Afganistanie. W 2007 roku poleciało tam około 350 bielskich komandosów. Siedmiu z nich prokuratura zarzuciła m.in. łamanie konwencji haskiej i zabójstwo cywilów w afgańskiej wiosce Nangar Khel.

Jadący po raz drugi na misję Grzegorz Kozieł, młodszy chorąży, który w Afganistanie będzie dowódcą plutonu, podkreśla, że wydarzenie związane z Nangar Khel nie będzie miało wpływu ani na kontakty z ludnością miejscową, ani na służbę żołnierzy.

- Działałem w tamtym rejonie po tych wydarzeniach i nie odczułem żadnego ich negatywnego wpływu na ludność cywilną. Dużo rozmawiamy na różne tematy, ale takie sprawy, jak polityka pozostają w tle. Na pierwszym miejscu jest nasza służba. Trzymamy się razem - zaznacza.

Bielscy komandosi w Afganistanie będą służyli przez pół roku. W prowincji Ghazni, za którą odpowiadają, spodziewany jest wzrost zagrożenia. Ma to związek m.in. z planowanymi na sierpień wyborami prezydenckimi w Afganistanie.

Z kapelanem

Do Afganistanu leci też ks. Mariusz Tołwiński, kapelan komandosów.
Kilka miesięcy temu został proboszczem pierwszej w Bielsku-Białej parafii wojskowej. Teraz jego obowiązki przejmą księża z parafii
pw. Trójcy Przenajświętszej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie