Komputer na koszt samorządu

Katarzyna Piotrowiak
Kilku uczniów przy jednym komputerze to w naszym regionie prawie norma
Kilku uczniów przy jednym komputerze to w naszym regionie prawie norma fot. Mikołaj Suchan
Ministerstwo edukacji chce, żeby na lekcjach informatyki przy jednym komputerze siedział jeden uczeń.

Tymczasem dzisiejszy standard w polskich szkołach, to dwóch uczniów przy jednym komputerze o zazwyczaj nie najwyższych parametrach technicznych.

W mniej zamożnych gminach zdarza się, że w klasie przy jednym stanowisku siedzą więcej niż trzy osoby. Najgorsza sytuacja pod tym względem jest w Bytomiu, niewiele lepsza w Katowicach i Tarnowskich Górach.

Nie dziwi więc, że projekt najnowszego rozporządzenia MEN zmroził urzędników gminnych i powiatowych. Bo to, co dla uczniów oznacza nie lada gratkę, dla samorządowców, obarczonych już innymi kosztami reformowania oświaty, będzie katastrofą. Gdy rozporządzenie wejdzie w życie, będą mieli trzy lata na kupienie dodatkowego nowego sprzętu, a to zbiegnie się z obowiązkiem przygotowania szkół na przyjęcie sześciolatków.

- Bez pieniędzy niewiele zdziałamy. Za reformami i nowymi wymaganiami powinny iść budżetowe złotówki. A zapowiada się, że dostaniemy kolejne zadania i żadnych pieniędzy na ich realizację - mówi Mieczysław Orgacki, naczelnik wydziału edukacji w Tarnowskich Górach.

Ministerstwo edukacji nie podaje żadnych informacji skąd gminy miałyby wziąć pieniądze na doposażenie sal informatycznych. Jedno jest pewne - pieniędzy budżetowych na to nie ma, zwłaszcza, że z 347 mln złotych obiecywanych na sześciolatki pozostało 40 mln zł. "Oszacowanie skutków finansowych związanych z tą zmianą nie jest możliwe. Może zdarzyć się, że spowoduje dodatkowe skutki finansowe dla organów prowadzących" - czytamy w ministerialnym uzasadnieniu do projektowanego rozporządzenia.

Wszystko wskazuje więc na to, że by zrealizować zawieszony rządowy program "Komputer dla ucznia", postanowiono sięgnąć do kas samorządowych.

- Komputerów z dnia na dzień nie przybędzie. Takie rozporządzenie może jedynie doprowadzić do podziału uczniów na większą liczbę grup - dodaje Aleksandra Cieślik, rzecznik urzędu miasta w Tychach. - A na to też są potrzebne pieniądze.

Nie stać nas na nowe komputery, jeśli więc Ministerstwo Edukacji Narodowej nałoży na nas kolejne zadania, będę musiała zacząć szukać sponsorów, bo rodzice z naszej dzielnicy nie są w stanie nam pomóc finansowo - martwi się Teresa Szczęsna, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 19 w Świętochłowicach.

Świętochłowickiej podstawówce trudno będzie sprostać ministerialnym wymaganiom, nakładającym na szkoły unowocześnienie sal komputerowych i dostosowanie liczby stanowisk do wielkości grupy, tak aby przy jednym komputerze był tylko jeden uczeń.

Dotychczas zdarzało się, że z urządzenia korzystało w tym samym czasie dwóch, a nawet trzech uczniów, "co miało negatywny wpływ na wyniki nauczania z tych zajęć" - jak napisano w ministerialnym uzasadnieniu do rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania.

W SP nr 19 są 22 komputery. To nie jest mało jak na standardy polskich szkół, ale niestety, połowa stanowisk nadaje się do wymiany. Największą bolączką są przestarzałe monitory, braki w pamięci operacyjnej, która uniemożliwia nie tylko przeprowadzenie wszystkich ćwiczeń, ale i zainstalowanie ciekawych programów edukacyjnych. Podobne kłopoty mają też inne szkoły.

- Przy jednym stanowisku najczęściej siedzi dwóch uczniów. Mogłoby być lepiej, ale wycofaliśmy stare komputery i uczniowie korzystają z nich teraz na lekcjach matematyki - mówi Andrzej Bąbka ze Szkoły Podstawowej w Lelowie.

W Bytomiu przy komputerze siada dużo więcej dzieci. - Jeżeli zajęcia odbywają się z podziałem na grupy, to każde stanowisko przeznaczone jest dla trzech, a sporadycznie nawet dla więcej uczniów - tłumaczy Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta w Bytomiu.

Z danych nadesłanych przez gminy wynika, że największe problemy z dostępem do komputerów mają w szkołach podstawowych. Na przykład w Tychach na jeden komputer w szkole podstawowej przypada prawie 19 uczniów, w gimnazjum 14, zaś w szkole ponadgimnazjalnej 16. Chorzów wypada nieco lepiej. Na jedno stanowisko w podstawówce przypada 16, w gimnazjum 13, w liceum 10, w szkołach zawodowych 11.

Jak jednak doposażyć szkolne sale informatyczne bez pieniędzy?

- Jeżeli rozporządzenie wejdzie w życie, trzeba zatrudnić dodatkowych nauczycieli, bo dyrektor będzie zmuszony stworzyć więcej, ale za to mniej licznych grup - mówi Bogdan Szaflarski, zastępca naczelnika Wydziału Edukacji w Urzędzie Miasta w Katowicach.

- Pytanie, ile komputerów przypada na jednego nauczyciela? Bo jeśli pedagodzy mają nadążyć za budowaniem społeczeństwa informatycznego ze wszystkimi projektami typu e-wywiadówka, e-dziennik czy e-podręcznik, to potrzebny im stały dostęp do sieci. Choćby po to, żeby mieć szansę na wpisywanie do internetu ocen z lekcji. Jestem przekonany, że państwo powinno wyposażyć nauczyciela w laptop z oprogramowaniem. To przecież jedno z głównych narzędzi w pracy, tak jak program nauczania. Dopiero potem można narzucać nowe standardy dla sal informatycznych - twierdzi Mieczysław Orgacki, naczelnik Wydziału Edukacji w Tarnowskich Górach.

Szkoły, które liczą na nowy projekt kuratorium oświaty i wojewody śląskiego związany z wyposażeniem uczniów i nauczycieli w laptopy (zamiast podręczników), na razie nie mają żadnych gwarancji, że się powiedzie. Do pilotażu wybrano siedem szkół. W warunkach województwa śląskiego nie zmieni to obecnej sytuacji. Nie pomoże też rządowy program "Komputer dla ucznia", który w tym roku został zawieszony. MEN nie pociesza. Pieniędzy na komputery będzie za mało. Może w tej sytuacji pomoże Unia Europejska? W Gimnazjum nr 7 w Bytomiu już to przerabiali. Standard podwyższył się we wrześniu ubiegłego roku. Szkoła po czterech latach walk o fundusze unijne i składaniu kolejnych wniosków w końcu dostała pieniądze na 15 komputerów, laptop dla nauczyciela i projektor multimedialny.

- Trwało to latami, ale w końcu możemy odetchnąć. W tej chwili uczniowie raczej siedzą pojedynczo przed monitorem, ale sporadycznie zdarza się, że jeszcze we dwójkę - przyznaje Teresa Kamieńska, wicedyrektorka gimnazjum.

Gorzej niż w UE

Polska ma zupełnie przyzwoite wyniki, jeśli chodzi o informatyzację szkół, ale zdecydowanie gorzej jest u nas z dostępem do szybszego internetu.

W ostatnich badaniach przeprowadzonych przez PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) przyglądano się rozwojowi społeczeństwa informatycznego. Okazało się, że w naszym kraju dostęp do internetu miało 92 proc. szkół, ale tylko 23 proc. mogło korzystać z internetu szerokopasmowego. To dość mizerne efekty w porównaniu z innymi krajami unijnymi.

Na przykład w Wielkiej Brytanii i Francji dostęp do szybkich łączy deklarowało 75 proc. szkół, natomiast w Danii aż 95 proc. Podobne dysproporcje dotyczą liczby komputerów przypadających na młodzież w szkołach. W Polsce 100 uczniów miało średnio do dyspozycji 6 komputerów, natomiast w krajach zachodniej Unii Europejskiej ten wskaźnik był ponad dwa razy większy. Podczas ogłaszania programu "Komputer dla ucznia" rząd informował, że do 2010 roku wszystkie gimnazja będą podłączone do sieci, a do 2011 roku wszędzie będzie dostęp do szybkiego internetu (chodzi o 10 Mb/s). Wygląda jednak na to, że kryzys pokrzyżował te plany.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie