Koniec kariery Grzegorza J.? Kim jest były rybnicki poseł zatrzymany za korupcję przez CBA?

BKK, JACK
Kim jest Grzegorz J., były poseł z Rybnika, zatrzymany przez CBA?
Kim jest Grzegorz J., były poseł z Rybnika, zatrzymany przez CBA? ARC
Udostępnij:
Były rybnicki poseł PiS Grzegorz J. z Rybnika został w piątek rano zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zatrzymanie odbyło się na zlecenie Lubelskiego II Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie.

- Czynności mają związek z postępowaniem dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznej w latach 2016-2018. Prowadzone śledztwo dotyczy ponadto powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za łapówki. Po zakończeniu czynności procesowych mężczyzna został przewieziony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty – poinformowało Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Grzegorz J. w latach 2005-2019, z małą przerwą w roku 2011 i 2012, był posłem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Zanim jednak wybrał się na Wiejską, jako nauczyciel wychowania fizycznego rządził jedną z rybnickich szkół średnich. Prezesował też lokalnemu klubowi piłkarskiemu, przez co często mówiło się o nim „rybnicki Berlusconi”. Z prezesowania nie zrezygnował nawet, gdy pojechał posłować do Warszawy.

- Nie ma się co obrażać za takie porównania. Ale powiem szczerze, że prywatnie chciałbym mieć chociaż jeden procent majątku byłego włoskiego premiera i chociaż jeden procent tych pieniędzy, które on ma na klub, dla naszego Energetyka – żartował wówczas w rozmowie z DZ J.

Karierę w partii robił dość szybko. Nie ma jednak co ukrywać, że dobry wynik Grzegorza J. to w znacznej mierze zasługa Bolesława Piechy, który w Rybniku osiągał dla listy PiS takie wyniki, że dzięki temu zapewniał partii co najmniej trzy, cztery mandaty. W 2011 roku nie dostał się jednak do Sejmu, bo w całym okręgu wyborczym Prawo i Sprawiedliwość zdobyło tylko 3 mandaty – mandat poselski otrzymali wówczas Bolesław Piecha, Izabela Kloc i Grzegorz Matusiak.

Kiedy więc dwa lata później, po śmierci senatora Antoniego Motyczki z PO, w regionie odbywały się wyboru uzupełniające do Senatu, w których kandydatem PiS był Bolesław Piecha, J. mocno trzymał kciuki za partyjnego kolegę. Zgodnie z ordynacją wyborczą do Sejmu, po przejściu Piechy do Senatu, jego miejsce w poselskich ławach zajął właśnie J.

- Chciałbym zostać na stanowisku dyrektora szkoły. Nie chciałbym rezygnować z tej pracy, tym bardziej że jesteśmy już w połowie kadencji. Posłem się bywa, więc trzeba myśleć, co będzie po tych dwóch latach – mówił nam wówczas Grzegorz J.

W Sejmie, na mównicy raczej nie brylował. Działał m.in. w sejmowej komisji sportu. Na tym się znał. Często bywał też w regionie – czy to na meczach swojego Energetyka, czy na oficjalnych imprezach. Po jednej z nich w lokalnych i regionalnych mediach zrobiło się o nim bardzo głośno. W samym środku kampanii wyborczej, w 2015 roku, J. miał w czasie imprezy inaugurującej XVII Światowe Letnie Igrzyska Polonijne, zaatakować ówczesnego dyrektora Centrum Rekreacji i Rehabilitacji "Bushido" Arkadiusz Skowrona.

Mowa była o wyzwiskach, atakach słownych i wreszcie uderzeniu Skowrona. J. miał być wtedy „mocno nietrzeźwy”. Skowron złożył doniesienie do prokuratury, która po kilku miesiącach nie stwierdziła, że J. zaatakował urzędnika państwowego (tego dotyczyło doniesienie), a po prostu Arkadiusza Skowrona, osobę prywatną i poleciła mu skierowanie pozwu prywatnego do sądu.

- Jest to brudna zagrywka polityczna i pokazuje, że PO, która przejęła władzę w Rybniku, zastosuje wszystkie chwyty, aby utrzymać się przy władzy. W przedstawieniem nieprawdziwych informacji, zmuszony jestem wystąpić na drogę sądową przeciwko Panu A. Skowronowi - napisał w swoim oświadczeniu zaraz po zdarzeniu poseł PiS.

Kiedy prokuratura umorzyła sprawę z doniesienia Skowrona, słał jeszcze do oponenta pisma przedprocesowe, domagając się wypłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych zadośćuczynienia na jeden z lokalnych klubów sportowych. Mimo że pieniędzy nie dostał, do sądu nie poszedł.

Nie przeocz

Choć w mieście nie był lubiany, a lata kiedy doceniano go za to, że uratował przed upadkiem piłkarski, rybnicki klub dawno minęły, w 2018 roku PiS rekomendował go jako jednego z dwóch potencjalnych kandydatów na stanowisko prezydenta miasta Rybnika. Ostatecznie widząc, że J. cieszy się niewielkim poparciem społecznym, zdecydowano, że o fotel włodarza miasta powalczy Łukasz Dwornik. Rok później J. zabrakło też na liście kandydatów PiS do Sejmu w kolejnych wyborach. I to była ogromna niespodzianka, ale w mieście od dawna mówiło się o tym, że J. interesują się służby. W 2019 roku zaprzeczał temu jednak Bolesław Piecha, lider partii w regionie.

- Każda partia ma prawo oceniać swoich posłów poprzez aktywność, jak ich działalność. Żeby była jasność – wobec pana Grzegorza J. nie jest prowadzone żadne śledztwo - tłumaczył nieobecność kolegi na listach Piecha.

Twierdził, że ten został negatywnie zweryfikowany przez komitet polityczny PiS w Warszawie.

Po tych wydarzeniach o J. zrobiło się cicho. Najpierw pojawiły się pogłoski, że ma szansę na angaż w rybnickiej elektrowni, potem okazało się, że wciąż figuruje jako pracownik rybnickiej szkoły średniej, której przed laty był dyrektorem, ale przebywa na urlopie bezpłatnym. Na początku 2020 roku, choć początkowo Jastrzębska Spółka Węglowa zaprzeczała, okazało się, że jest zatrudniony w spółce-córce JSW - JSW Innowacje na podstawie umowy zlecenia. Ostatnio pracował w innej górniczej spółce JSW – JSW Szkolenie i Górnictwo jako dyrektor ds. Obsługi Technicznej Powierzchni.

Prawdą okazało się także, że J. od dłuższego czasu był w kręgu zainteresowań służb. Około roku temu agenci pojawili się nawet w biurach zajmowanych przez piłkarski klub, którego prezesem przez kilka lat był właśnie Grzegorz J.

Nazwisko byłego posła pojawiło się w mediach także w ubiegłym roku, kiedy poseł Lewicy Maciej Kopiec poświęcił mu jeden ze swoich wpisów w mediach społecznościowych. Kopiec sugerował, że młoda spółka znalazła się w konsorcjum, które wygrało przetarg na remont 14 wagonów dla PKP Intercity wartości 70,6 mln zł, ponieważ udziałowcem tej właśnie spółki jest J. PKP poinformowało, że przetarg ostatecznie nie został jeszcze rozstrzygnięty, a J. zapowiedział skierowanie sprawy do sądu przeciwko posłowi Kopcowi. Potem swoje udziały w kolejowej spółce miał sprzedać.

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie