Korespondencja z Auschwitz. Książka Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz i Lucyny Sadzikowskiej z UŚ nominowana do Nagrody Historycznej „Polityki”

Teresa Semik
„Głosy z Ostatniego kręgu. Korespondencja z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Kreta i Zofii Hoszowskiej-Kretowej” w opracowaniu prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz i dr hab. Lucyny Sadzikowskiej ubiega się o nagrodę tygodnika „Polityka” w kategorii: Źródła. Laureatów poznamy jeszcze w maju.

W uzasadnieniu do nominacji napisano m.in.: „Rozpiętość nie do opisania w notce. Sięga od paczek żywnościowych po miłość i nadzieję, która przynosi ze sobą nawet ocenzurowana korespondencja od kochanej osoby. Poczucie, że istnieje świat poza drutem kolczastym i ktoś czeka na twój powrót, mogło być najważniejszym powodem, by mimo wszystko przeżyć”.
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Studio Noa w 2020 roku.

Listy z Auschwitz. Wiele spraw jaśniej widzi się przez łzy

„To jeden z tych, co polonizowali nasz niemiecki Śląsk” – powie oprawca o Józefie Krecie. Gestapo aresztowało go 2 maja 1941 roku. Przed wojną związał się z harcerstwem, więc i pod niemiecką okupacją działał w Szarych Szeregach. Po ostatnim przesłuchaniu przeniesiono go w kocu do kostnicy. Przeżył.

Józef Kret, pedagog i działacz harcerski, twórca Uniwersytetów Ludowych, był też jednym z nielicznych, którzy przeżyli karną kompanię w Auschwitz. Jego piękne życie, związane także ze Śląskiem Cieszyńskim, przypominają Krystyna Heska-Kwaśniewicz i Lucyna Sadzikowska w książce „Głosy z Ostatniego kręgu. Korespondencja z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Kreta i Zofii Hoszowskiej-Kretowej”.

To wbrew pozorom krzepiąca lektura, wszak jest także opowieścią o pięknej miłości małżeńskiej. Uboga jest w słowa wobec ich ogromu uczuć, bo listy są pisane pod okiem niemieckiej cenzury. W ich czułych słówkach, podszytych też strachem, dominuje jednak niegasnąca nadzieja: „Boże, Boże, jakże ja gorąco pragnę Twojego szczęśliwego powrotu, często w rozpaczy proszę Boga, by zesłał na mnie kalectwo, czy wielką chorobę, byleś Ty już powrócił” – pisała Zofia do męża w lipcu 1943 roku.
Józef Kret, numer obozowy 20020, odpowiadał: „Kochanie, moja tęsknota za domem, do Ciebie staje się coraz większa”.

Poznał ekipę śląską

W przedwojennej Polsce nazywano Józefa Kreta „Korczakiem wsi polskiej”, bo w ruch harcerski wciągnął młodzież wiejską. Urodził się w 1895 roku w Staromieściu, dziś dzielnicy Rzeszowa, ale los sprawił, że zaciekawił go Śląsk. Gdy wrócił z rosyjskiej niewoli w 1918 roku, już dobrowolnie zaciągnął się do Wojska Polskiego. Po napaści Czechosłowacji na Polskę, w styczniu 1919 roku, został skierowany na Śląsk Cieszyński. To wtedy zamarzył, by zamieszkać gdzieś w okolicy. Najpierw jednak ukończył Uniwersytet Jagielloński na kierunku historyczno-geograficznym i zdobył wykształcenie pedagogiczne. Wychowawca z powołania – to określenie przylgnie do niego na zawsze. Uczył w krakowskim gimnazjum, „urzeczony pedagogiką Janusza Korczaka”.

Na międzynarodowym zlocie skautów na Węgrzech w 1933 roku poznał ekipę śląską, w której była m.in. Zofia Kossak (autorka „Pożogi”), Aleksander Kamiński (później autor „Kamieni na szaniec”). Definitywnie zdecydował wtedy, że przeprowadzi się do Katowic. Podjął pracę w Wydziale Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Urzędu Wojewódzkiego. A tu wojewoda śląski Michał Grażyński, też harcerz, hojnie wspierał inicjatywy chłopców i dziewcząt w szarych mundurkach.

W Katowicach poznał Zofię Hoszowską, nauczycielkę, późniejszą komendantkę Żeńskiej Chorągwi Śląskiej ZHP. Po ślubie zamieszkali w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim, po sąsiedzku z Zofią Kossak i Gustawem Morcinkiem. Tutaj, w Nierodzimiu (dziś w granicach Ustronia) Aleksander Kamiński prowadził ośrodek szkoleniowy ZHP, przeniesiony potem do Górek Wielkich. Bohaterowie „Kamieni na szaniec” wakacje 1939 roku spędzają właśnie na harcerskim obozie w Beskidach. Tutaj też Józef Kret prowadził powołany przez siebie Uniwersytet Ludowy. Słuchacze nazywali go swoim Gazdoszkiem.

Znowu wojna

W sierpniu 1939 roku Józef Kret otrzymał powołanie do wojska i dowodził dywizjonem taborów „Armii Kraków”. Znów dostał się do niewoli, sowieckiej, z której uciekł. Na Śląsk nie mógł wrócić. Z żoną Zofią i córką Basią zamieszkał w rodzinnym Staromieściu i od razu zaczął działać w Związku Walki Zbrojnej. Tworzył konspiracyjną siatkę harcerską w zachodniej Małopolsce i został jej komendantem.

Z żoną prowadził tajne nauczanie, razem powielali miejscowy tajny „Biuletyn Informacyjny”. Harcerze nie rzucali na wiatr słów swojego hymnu: „Wszystko co nasz Polsce oddamy”. Ale w ręce gestapo wpadł łącznik z prasą konspiracyjną, więc w maju 1941 roku Józef Kret siedział zamknięty na zamku w Rzeszowie. Stamtąd, po bestialskim śledztwie, trafił do celi numer 87 więzienia Montelupich w Krakowie. Do tej samej celi, z której brawurowo uciekł Stanisław Marusarz, olimpijczyk, skoczek narciarski.

W pierwszym liście do żony napisał: „Jestem od 12 sierpnia 1941 roku w Auschwitz. (…) Jestem zdrowy i dobrze się czuję”. Podał, że jest ogrodnikiem, więc trafił najpierw do komanda ogrodników, ale w książce Krystyny Heski-Kwaśniewicz i Lucyny Sadzikowskiej poznajemy także inne jego obozowe zajęcia – ciężkie, wyniszczające.

Listy do żony nie oddają dramatu tego miejsca, bo nie było wolno pisać o życiu za kolczastymi drutami, o sytuacji więźnia. Nie ma więc nic o bestialstwie Niemców. Józef Kret niemal jak mantrę powtarza: „Jestem zdrowy i dobrze się czuję”. Pisał tak nawet wtedy, gdy wycieńczony tyfusem ważył niespełna 40 kg.

Na swój sposób są to dokumenty obozowego życia. Listy należało pisać po niemiecku, wyraźnie i atramentem, na oficjalnym obozowym druku. Forma wymuszała zagęszczenie myśli i uczuć. Więcej w nich pytań niż odpowiedzi, więcej troski o rodzinę na wolności niż o własny los. Dużo codzienności, zwyczajności i zapewnień: „Żyję od jednego Twojego litu do drugiego”. Kret skrupulatnie odnotowuje, z jaką datą otrzymał ostatni list od żony, co było w nadesłanych do niego paczkach, w jakim dotarły stanie.

W Auschwitz poznał wielu harcerzy. Odszukali także innych uwięzionych druhów i wkrótce spotykali się przy obozowym murze, skąd patrzyli na Sołę. Wśród nich był Stanisław Wolny z Rybnika, współpracownik Józefa Pukowca, komendanta tajnej chorągwi śląskiej ZHP i Karol Bock z Tarnowskich Gór, który do Auschwitz trafił w pierwszym transporcie 14 czerwca 1940 roku (numer obozowy 486). Był w tym gronie Otto Szubert – harcerz z Czechowic i Chorzowa, Jan Trembaczowski – harcerz z Radzionkowa.
Śląscy harcerze, na ile mogli, nieśli pomoc więźniom Auschwitz.

Zorganizowali nawet spotkanie Józefa Kreta z żoną, gdy po chorobie załamał się psychicznie. Małżonkowie spotkali się w czasie jego pracy poza obozem. Dzięki harcerskiej konspiracji przyobozowej do Zofii dotarł także długi gryps Józefa.

Nie przeocz

Gdybyś był z nami...

Zofia Hoszowska-Kretowa, w stopniu podporucznika, była łączniczką bojową dowódcy Kedywu w okręgu rzeszowskim ZWZ. Przewoziła broń i amunicje do oddziałów partyzanckich w okolicach Jasła. Została aresztowania w czerwcu 1943 roku, ale szczęśliwie wróciła do domu.

„Gdybyś był z nami, wybralibyśmy się po nabożeństwie w pole, patrzeć jak żytko wschodzi i pszenica, i owies, czy już czas sadzić ziemniaki. Maszerowalibyśmy razem z Basinką, która by bardzo głośno śpiewała” – pisała do męża. Jest w jej listach nieustanny niepokój, ale też dużo optymizmu i zapewnień, że z córką na niego czekają. Musi przetrwać. Zofia dużo pisała o Basi, która pytała, czy tak tata wygląda, jak na fotografii, bo prawdziwego już nie pamięta. Miała 3 lata, gdy zniknął z domu. Teraz piecze dla niego ciasteczka. Zofia dodaje: „Okazuje się, że wiele rzeczy i spraw jaśniej, wyraźniej widzi się dopiero przez łzy”. Pisze z pomocą tłumacza. Mąż tylko zwraca jej uwagę: „Cenzura żąda większych liter w Twoich listach”.

W sumie poznajemy 49 listów Józefa Kreta, w tym kilka do dalszej rodziny i 17 listów Zofii. Tyle przetrwało. Oryginały są schowane w rodzinnym archiwum w Szwajcarii, gdzie mieszka córka Kretów – Barbara, doktor nauk medycznych.

Do KL Auschwitz Józef Kret powrócił dwukrotnie. Po raz pierwszy w 1956 roku, gdy otrzymał pracę w dziale naukowo-badawczym muzeum Auschwitz-Birkenau. Traumatyczne wspomnienia nie pozwoliły za długo na to zaangażowanie. Po raz drugi obozowa gehenna mocniej odżyła w 1964 roku, gdy we Frankfurcie nad Menem zeznawał jako świadek w procesie załogi KL Auschwitz.
Kretowie wrócili po wojnie w Beskidy i wznowili Uniwersytet Ludowy w Nierodzimiu, wierząc w sens tej pracy.

Władza ludowa była tej działalności niechętna i szkołę zamknęła. Kretowie rozpoczęli pracę w Liceum Pedagogicznym w Cieszynie. Józef nadal organizował obozy wędrowne dla harcerzy, ale życie znów zaprowadziło ich do Krakowa, w końcu do własnego domu na stoku Lubonia Małego w Beskidzie Wyspowym. Józef Kret zmarł w nim w 1982 roku.

Obozowe wspomnienia, „Dzień w karnej kompanii”, opublikował w latach 50. ubiegłego wieku w „Zeszytach Oświęcimskich”. Gustaw Morcinek w katowickich „Przemianach” napisał o nich: „(…) jest to ogromny krzyk i protest przeciwko wojnie, która wyzwala swoją utajoną bestię w człowieku, a jednocześnie budzi wiarę w człowieka”.

W „Ostatnim kręgu” z 1973 roku znów wrócił do koszmarnych doświadczeń: „Więzień wyobrażał sobie nieustannie śmierć i zaczynał jej pragnąć”. Książkę „Harcerze wierni do ostatka” z 1969 roku poświęcił ruchowi oporu na Śląsku. Wspomina w niej m.in. harcmistrza Józefa Pukowca, komendanta tajnej chorągwi śląskiej ZHP, hm Józefa Skrzeka, dowódcę Inspektoratu Katowice Okręgu Śląskiego ZWZ, którego znał osobiście. Wśród tych szkiców biograficznych Józef Kret pozostawił nam swoje przesłanie: „Nikt nie może przejść przez życie bez pozostawienia śladów”.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Harcerzówna

„Książka śląskich naukowczyń nominowana ……

To i Semikowej szczelou genderyzm do gowy. Jeszcze jedna przipaduosc wjyncy!

Dodaj ogłoszenie