Koronawirus na Śląsku. Chaos organizacyjny i brak informacji uwięził mieszkańców Katowic w domu. Opowieść o wynikach, które przepadły

Dominik Kania
Jeden z górników, mieszkaniec Katowic został poddany kwarantannie z powodu kontaktu w miejscu pracy z osobą zakażoną koronawirusem. Wraz z nim jego żona pielęgniarka. Oboje zostali poddani testom dwukrotnie. 14-dniowa izolacja minęła, lecz o rezultatach przeprowadzonych badań nikt nic nie wie. Małżeństwo stało się ofiarami chaosu i dezorganizacji jednostek odpowiadających za walkę z pandemią w kraju i na Śląsku. Nie może wyjść z domu, nie może wrócić do pracy, nie może się nawet dowiedzieć, czy stwierdzono w ich przypadku COVID-19.

Katowice, 30 kwietnia
Pan Jan (nazwisko do wiadomości redakcji) zaczął przygotowania do nocnej zmiany. Od 22 lat pracuje w tym trybie. Obecnie jest pracownikiem Kopalni Węgla Kamiennego Murcki-Staszic. Odlicza miesiące do emerytury. W późnych godzinach zadzwonił nieznany numer. Kobieta po drugiej stronie okazała się pracowniczką sanepidu. Skontaktowała się, by poinformować, że z dzisiejszej "nocnej szychty" nici. Górnik został natychmiastowo poddany kwarantannie. 21 kwietnia pracował na jednej zmianie ze sztygarem, u którego potwierdzono zakażenie koronawirusem.

- Do czasu wykluczenia u pana koronawirusa jest pan zwolniony z obowiązku podejmowania pracy - został poinstruowany.

Pan Jan udzielił informacji o osobach z nim mieszkających, a właściwie jednej osobie - żonie Iwonie, pielęgniarce. Kiedy zadzwonił telefon z sanepidu, pani Iwona dopiero zaczynała nocną zmianę w jednym z katowickich szpitali. Przedstawicielka służb sanitarnych stwierdziła, że nie ma potrzeby skracać jej dnia pracy. Pani Iwona miała rozpocząć kwarantannę po powrocie ze szpitala.

Cisza po zakończeniu połączenia szybko zamieniła się w analizę wydarzeń z minionych dziewięciu dni. Po kontakcie z osobą zarażoną, pan Jan odwiedził córkę w pobliskim mieście, chorą na cukrzycę matkę, w kilku sklepach robił zakupy, rozmawiał z kilkudziesięcioma znajomymi. Nieświadomie mógł narazić wiele osób, w tym najbliższych.

Co miała powiedzieć pani Iwona, która każdego dnia spotykała dziesiątki pacjentów? Osoby znajdujące się w grupie ryzyka. Minęło dziewięć dni od feralnej daty zanim poddano ją kwarantannie. Kiedy się o niej dowiedziała, zostało jej jeszcze kilka godzin pracy. Dopiero po ich upływie mogła wrócić do domu i pozostać w nim aż do wyjaśnienia ich stanu zdrowia.

W dokumentach zaznaczono, że kwarantanna zaczęła się 28 kwietnia, mimo, iż kontakt miał miejsce tydzień wcześniej, a telefon został wykonany późnego wieczoru 30 kwietnia. W rzeczywistości małżeństwo z Katowic 1 maja oddało pod opiekę znajomych swojego psa i poddało się restrykcjom kwarantanny. Mieli nadzieję, że do czasu otrzymania wyników testu na obecność koronawirusa.

Na zakończenie majowego weekendu pan Jan otrzymał wiadomość od kolegi z oddziału, Maćka. Wynik jego wymazu okazał się pozytywny. Żona, tak jak on z resztą, straciła węch i smak. Teraz na testy czekała pozostała część rodziny. Czekają do dziś. Kwarantannę pana Macieja przedłużono do końca maja, jego rodzina od dobrych dwóch tygodni czeka, by dowiedzieć się, kto jest zarażony, a kto nie.

Iwona i Jan otrzymali zapewnienie, że do pracy wrócą zaraz po tym, jak otrzymają negatywny wynik badania obecności SARS-CoV-2.

- Wymazobus przyjedzie najszybciej, jak będzie to możliwe, ale czas oczekiwania wynosi średnio tydzień - usłyszeli.

Badanie wykonano w sobotę, 8 maja. W sposób niezwykle widowiskowy. Na dziedziniec bloku zbudowanego na planie kwadratu wjechał pojazd. Wysiedli z niego ubrani w specjalne kombinezony ratownicy i po dopełnieniu formalności z portierem budynku, ruszyli do mieszkania górnika i pielęgniarki. Zaprzyjaźniony pracownik recepcji wspominał później, że sąsiedzi dopytywali o adres, pod którym przeprowadzano testy. Portier informacji nie udzielił. Być może uchronił panią Iwonę i pana Jana przed sąsiedzkim ostracyzmem.

Pracownicy sanepidu poinformowali, że wyniku można się spodziewać we wtorek, 12 maja. Dwa dni wcześniej pan Jan sprawdził skrzynkę mailową. 7 maja pojawiła się wiadomość o zakończeniu kwarantanny z dniem 11 maja. Przed wykonaniem wymazu, zanim poznano wynik testu. W poniedziałek, kiedy zakończyć się miała kwarantanna, pani Iwona otrzymała sprzeczne komunikaty z aplikacji.

Koronawirus na Śląsku. Chaos organizacyjny i brak informacji uwięził mieszkańców Katowic w domu. Opowieść o wynikach, które przepadły
zrzut ekranu z telefonu Iwony

We wtorek, mimo iż kwarantanna według dokumentów sanepidu została zakończona dzień wcześniej, przyjechała na rutynową kontrolę policja. Zapytani o aktualny status kwarantanny funkcjonariusze, sprawdzili w swoim systemie podany adres kontroli i przyznali rację. Kwarantanna została zakończona dzień wcześniej.

- Przepraszamy za pomyłkę! Dobrego dnia.

Zakończona kwarantanna w dokumentach nijak się miała do rzeczywistości. Zakłady pracy pani Iwony i pana Jana odmówiły, zgodnie z przepisami, powrotnego przyjęcia ich do pracy, czekając na wynik testu na obecność koronawirusa. Ten jednak przepadł jak kamień w wodę.

- W środę miałam mieć poranny dyżur - opowiada pani Iwona. - Dzwoniła już nawet oddziałowa, by zapytać, co ze mną. Brakuje jej ludzi do obsadzenia zmian w szpitalu.

Od poniedziałku rozpoczęła się walka o najcenniejsze dobro dzisiejszych czasów - o informację. Dziesiątki numerów, telefonów, połączeń i prześladujący sygnał oczekiwania na odzew z drugiej strony. Don Kichot na słuchawce. Nigdzie nie można było otrzymać informacji o wynikach badań. Ani w poniedziałek, ani we wtorek, ani w środę. Nikt nie wiedział, kto takiej odpowiedzi mógłby udzielić. Pani Iwona odsyłana była od Annasza do Kajfasza.

Koronawirus na Śląsku. Chaos organizacyjny i brak informacji uwięził mieszkańców Katowic w domu. Opowieść o wynikach, które przepadły
zrzut ekranu z telefonu Iwony

Katowice dysponują tylko jedną całodobową linią informacji. Wszystko, co pani Iwona otrzymała od pracownika tej infolinii to cztery kolejne numery, pod które miała dzwonić. Dzwoniła. Dziesiątki razy. Tylko trzykrotnie ktoś odebrał.

- Nie mamy wyników. Nie wiemy, gdzie mogłaby się pani dowiedzieć.

Pani Iwona za każdym razem podkreślała, że jest pielęgniarką. Że chciała wiedzieć, czy może wrócić do pracy, pomagać ludziom, walczyć z koronawirusem na pierwszej linii frontu. Pomijała rozgoryczenie, że dopiero dziesiątego dnia kwarantanny zainteresował się nią sztab kryzysowy powołany przez prezydenta miasta Katowice. Macha ręką, kiedy pytana jest o policyjne nieprawidłowości, przez które funkcjonariusze dobrych kilka dni nie wiedzieli, że i jej wywiązywanie się z kwarantanny powinni sprawdzać. Chciała tylko wynik.

- Gdyby nie mój zawód i moje telefony, kwarantanna skończyłaby się nam 11 maja - przyznaje pielęgniarka. - Mogłam wydrukować maila i wyjść w końcu na spacer, nie bacząc na nic. Ktoś inny mógłby zaniedbać sprawę i stwierdzić, że koniec to koniec. My czekaliśmy na wynik, by nie narażać innych.

W zamian dostali odpowiedź na wiadomość mailową od Wojewódzkiego Inspektoratu Pracy. Odesłał on do jednostki powiatowej. Ta już nie odpowiedziała na maila.

12 maja zadzwoniono do górnika z Katowic z informacją, że jest na liście oczekujących na wymaz. Odbędzie się jutro. Pan Jan przekonywał, że test był już robiony, teraz oczekuje wraz z żoną na wynik. Okazało się, że pierwszy wymaz zlecił sanepid, ten nowy to decyzja Urzędu Marszałkowskiego. Rankiem, 13 maja, drugi wymaz odwołano. Stwierdzono, że skoro już jeden miał miejsce, kolejny nie jest potrzebny. W międzyczasie odezwali się przedstawiciele kopalni. 15 maja będą przeprowadzone badania całej załogi pana Jana. Wyniku z soboty wciąż nie ma.

Około 12:00, w środę, zadzwonił domofon:

- Dzień dobry, my na wymaz - usłyszała Iwona.

Przedstawienie zostało powtórzone. W drzwiach mieszkania pojawili się ratownicy, którzy na pytania zdziwionych badanych, odpowiadali tłumaczeniami, że oni tylko realizują zlecenia wojewody. Nie mogą pomóc w sprawie wyników pierwszego wymazu, nie wiedzą, kiedy i gdzie dostępne będą rezultaty drugiego. Odwołane badanie zostało wykonane.

- Dziękujemy, do widzenia.

Bezsilność. Frustracja. Niemoc. Jan i Iwona na własnej skórze doświadczyli braku koordynacji i współpracy wielu jednostek: samorządu terytorialnego, służb sanitarnych, policji i wielu innych. Bałagan w dokumentacji, nieścisłość w datach, nieporozumienia. I ten powtarzający się sygnał na oczekiwanie odbioru połączenia.

Kwarantanna zakończyła się przed podaniem wyniku wymazów. Gdyby nie własna inicjatywa małżeństwa, nikt by nie poinformował, że kwarantanna przedłuża się automatycznie i potrwa aż do otrzymania rezultatów badań. Kiedy one nadejdą? Będą to wyniki pierwszych wymazów, tych drugich (z 13 maja – przyp. red.) czy tych zorganizowanych przez zakład pracy pana Jana?

- Czuję się jak w bańce, z której nikt nie chce mnie wypuścić - mówi ze łzami w oczach pani Iwona. - Chciałabym wiedzieć, co się dzieje? Jaki mam wynik? Kiedy mogę wrócić do pracy?

Tylko lub aż tyle

Sami przekonaliśmy się o trudności dostępu do informacji. Telefonów nie odbierają od nas rzecznik Polskiej Grupy Górniczej i rzeczniczka wojewody śląskiego. Osoby pracujące na infoliniach NFZ-u, także tych obsługujących aplikację, nie potrafią odpowiedzieć na pytania o koordynację list osób zakażonych i przebywających na kwarantannie.

Koronawirus na Śląsku. Chaos organizacyjny i brak informacji uwięził mieszkańców Katowic w domu. Opowieść o wynikach, które przepadły
Odpowiedź na nasze próby skontaktowania się z rzeczniczką wojewody śląskiego

W czwartek, 14 maja, na domofon mieszkania pana Jana i pani Iwony zadzwonił listonosz. Miał dla nich korespondencję z sanepidu. Nie może zostawić awizo, nie chce podejść pod drzwi mieszkania z powodu kwarantanny małżeństwa, zostawi list na poczcie. Trzeba odebrać osobiście...

Imiona bohaterów historii zostały zmienione. Jeśli wiesz, jak można pomóc lub znasz podobną historię, napisz na adres dominik.kania@polskapress.pl.

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie