Koronawirus w Rybniku. Pacjentka przychodni Pro Vita wyjaśnia „Nie mam koronawirusa. Ale żal czytać komentarze”

Marek Twaróg
Marek Twaróg
W Rybniku i innych miastach trwają działania związane z ochroną przed rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa. Przed szpitalem w Rybniku ustawiono namioty.
W piątek rybnicka przychodnia Pro Vita w dzielnicy Paruszowiec wezwała swoich pacjentów do kontaktu z Sanepidem. Uczyniła to po tym, jak dzień wcześniej - w czwartek - do przychodni zgłosiła się kobieta, u której podejrzewano koronowirusa. Ostatecznie – uwaga, raz jeszcze warto podkreślić – u rybniczanki nie stwierdzono obecności wirusa. Wciąż jednak przebywa w szpitalu w Raciborzu, gdzie leczona jest z dolegliwości okołogrypowych. Na panią Aurelię wylało się w Rybniku sporo krytyki, niekiedy ordynarnego, głupawego hejtu. Zainicjowała z nami kontakt. Jest wciąż w nie najlepszej formie, woli pisać, niż mówić. Korespondencyjnie, na raty, porozmawialiśmy z nią. Przedstawia swój punkt widzenia, który warto zrozumieć. Przy okazji dobrze zobaczyć, jak funkcjonuje polska służba zdrowia.

W piątek rybnicka przychodnia Pro Vita w dzielnicy Paruszowiec wezwała swoich pacjentów do kontaktu z Sanepidem. Uczyniła to po tym, jak dzień wcześniej - w czwartek - do przychodni zgłosiła się kobieta, u której podejrzewano koronowirusa. Ostatecznie – uwaga, raz jeszcze warto podkreślić – u rybniczanki nie stwierdzono obecności wirusa. Jednak miasto zatrzęsło się z oburzenia. Na kobietę wylała się fala krytyki. Warto poznać jej wersję zdarzeń. Rozmowa poniżej.
Tutaj przeczytacie pierwszą informację o tej sprawie: Przychodnia Pro Vita wzywa pacjentów do kontaktu z Sanepidem

***
Ustalmy zatem kolejność zdarzeń. Jest pani chora, a tu czas koronawirusa.

Już 3 marca męczył mnie uporczywy kaszel. Bardzo utrudniał mi oddychanie. Dodatkowo czułam bardzo silny ból w klatce piersiowej oraz bóle wszystkich mięśni. Jednak – zaznaczam - nie miałam gorączki. Uznałam – naturalnie - że muszę pokazać się lekarzowi. Wizyta na izbie przyjęć rybnickiego szpitala nie była miła. Już na wstępie po tym, jak lekarz dowiedział się od pielęgniarki, że „pacjenci czekają” wszyscy usłyszeliśmy: „Niech sobie czekają”. Jeszcze na szpitalnym oddziale ratunkowym zmierzono mi temperaturę i zbadano stetoskopem. Stwierdzono, że „tu nic nie ma” i mam się udać do laryngologa w szpitalu.

Zobacz koniecznie

Ktoś podejrzewał koronowirusa?

Wyraziłam przy lekarzach pewne wątpliwości, tyle się o tym słyszało. Ale nikt nie podejmował tematu.

I poszła pani do szpitalnego laryngologa?

Tak. Wizyta u laryngologa zakończyła się odesłaniem mnie z kwitkiem, bo to „nie jego sprawa”. Wtedy z mocnymi dusznościami i bólem w klatce piersiowej wróciłam do tego pierwszego lekarza. Powiedziałam mu, że nie otrzymałam żadnej pomocy, wspomniałam coś o etyce lekarskiej. Dopiero wtedy mnie zbadał i stwierdził… zapalenie oskrzeli i płuc.

O koronawirusie zatem nie było mowy.

Nie, ignorowali to, choć kolejny raz poruszyłam sprawę wirusa. Lekarz zlecił mi za to podanie zastrzyku, abym mogła oddychać, oraz zaaplikowanie jakichś leków. I tak mnie wysłał do domu - bez L4, bez konkretnych instrukcji postępowania.

No dobrze, wróciła pani do domu i…?

Następnego dnia nadal miałam napady duszności, ból w klatce piersiowej oraz bóle wszystkich mięśni. Poszłam więc do przychodni Pro Vita przy ul Mikołowskiej w Rybniku. Lekarka przepisała mi kolejne leki i znów: do domu. Mimo że mam w kartotece wpisane uczulenie na penicylinę, dostałam antybiotyk, który ma penicylinę. Dopiero w szpitalu w Raciborzu dowiedziałam się, że mogło się to dla mnie skończyć fatalnie. W Pro Vicie - nawiasem mówiąc – też mówiłam o koronawirusie i tym, że miałam kontakt z ludźmi z Włoch. Ale znowu nic, spokojnie, cisza.

Cały czas mówimy o sytuacji z początku marca. A ta przesławna wizyta w przychodni Pro Vita nastąpiła dopiero 12 marca.

Tak, bo po tygodniowym leczeniu się w domu nic się nie zmieniło. I w środę, 11 marca, po kolejnych napadach duszności zaczęliśmy z mężem szukać pomocy. Dzwoniliśmy do Sanepidu i na pogotowie ratunkowe. Usłyszeliśmy, że to nasza decyzja, czy karetka ma przyjeżdżać i tracić czas, czy sami pojedziemy do szpitala. I tak też zrobiliśmy – pojechaliśmy sami. W tym tymczasowym miejscu segregacji, który zbudowano obok szpitala, zapytano mnie, czy mam gorączkę. Nie miałam. Więc polecono mi iść do lekarza pierwszego kontaktu.

I znów znaleźliście się w rybnickim szpitalu?

I znowu był ten sam lekarz, co wtedy. Nie miałam do niego zaufania po ostatniej wizycie.

I wtedy decyzja o wizycie w przychodni Pro Vita?

Co miałam zrobić? Następnego dnia, 12 marca, poszłam do lekarza w przychodni Pro Vita przy Mikołowskiej. Usiadłam daleko od reszty pacjentów, starałam się myśleć o innych. Po przyjściu lekarki dostałam maseczkę i zostałam zaproszona do gabinetu. Lekarka mnie zbadała i kolejny raz usłyszałam, że to zapalenie oskrzeli.

Rozumiem jednak, że wtedy na poważnie zakiełkowała wśród lekarzy myśl o koronawirusie?

Czekałam na decyzję w gabinecie zabiegowym. Nie wiedziałam, co dalej. Do gabinetu lekarskiego wchodzili kolejni pacjenci. Pielęgniarka dezynfekowała czymś klamki.

Ktoś z Raciborza po panią przyjechał?

Lekarka próbowała się gdzieś dodzwonić, ale po kilku próbach stwierdziła, że nie ma czasu i wypisała mi skierowanie do szpitala zakaźnego w Raciborzu. I kazała mi się dostać tam swoim samochodem. Pojechałam z mężem. Po przyjeździe do szpitala w Raciborzu - ogólne zdziwienie. Nie mieli żadnej informacji z Rybnika.

Potem ogłoszono w całym Rybniku wezwanie z przychodni do pacjentów Pro Vity, by dzwonili do Sanepidu. I zrobiła się w mieście burza.

Mam pretensje do lekarzy - głównie w szpitalu, którzy nie podejmowali tematu koronawirusa, uspokajali mnie. Dlatego moja decyzja o przyjściu do przychodni. A teraz słyszę w mieście, że jestem nieodpowiedzialna.

Trafiła pani do Raciborza, do tego głównego w regionie szpitala od koronawirusa, ale na szczęście wyniki były dobre, koronawirusa nie ma.

Tę doskonałą wiadomość usłyszałam w piątek. Uspokoiłam się. Bałam się o rodzinę, ludzi wokół i siebie. Teraz wracam do równowagi. Lekarze w Rybniku się nie mylili i to świetnie. Nie zmienia to faktu, że postawili mnie zdezorientowaną, w trudnej sytuacji, która – gdy widzę komentujących rybniczan – dla wszystkich jest niezrozumiała. Najpierw uspokajają, a potem w przychodni alert.

Cały czas leży pani w szpitalu w Raciborzu?

Czuje się tak samo źle jak przed kilkunastoma dniami. Jednak mam tu doskonałą opiekę, za która już teraz dziękuję.

To proszę nie czytać komentarzy w internecie, Rybnik to trochę przeżył.

Czytanie komentarzy pod moim adresem jest bardzo przykre. „Ludzie dupą myślą, nie głową" i tym podobne. Jestem człowiekiem, który najpierw pomyśli o innych, a na końcu o sobie. Mam żal do ludzi, którzy słowami krzywdzą innego człowieka, a pojęcia nie mają o sprawie. Znalazłam się w trudnej i nowej dla mnie sytuacji. Próbowałam zachowywać się racjonalnie. Musimy wszyscy bez wyjątku uważać na siebie i na ludzi wokół.
Rozmawiał: Marek Twaróg

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Dziennika Zachodniego i bądź na bieżąco!
Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

r
rep

Kobieto ! Przejmujesz się głupawymi komentarzami niedorozwiniętych ? Pomyśl sobie, że gdybyś nagle wygrała konkurs śpiewaków operowych to też znaleźli by się tacy pajace ! To samo po wystąpieniu w TV reklamie, lub w czymkolwiek, czym rózniłabyś się od zakompleksionych niedojrzałych hejterów siedzących przy kompie zamiast iść do pracy, spotkać się ze znajomymi i spędzić normalnie czas ! Takie nieudaczniki mają najwięcej do powiedzenia przez ekran !

G
Gość
15 marca, 7:17, Marian0s:

Tą rozmową kobieta potwierdza swoją skrajną nieodpowiedzialność. Najpierw samowolnie przychodzi do izby przyjęć. Powinni ją od drzwi odesłać, bo nie była w stanie zagrożenia życia. Ma prawidłowe rozpoznanie ale nie, będzie dalej drążyć że na pewno ma koronawirusa. Potem przychodzi do poradni zamiast najpierw skonsultować się telefonicznie, i to 2 dni pod rząd. I w końcu wychodziła przyjęcie do szpitala, gdzie być może leżą naprawdę zakażeni, zamiast w spokoju leczyć się w domu. Tyle się mówi żeby bez potrzeby nie wychodzić, a zwłaszcza unikać zbiorowisk - ale niektórym się jak widać nie da wytłumaczyć, chyba tylko stan wyjątkowy i kary administracyjne tu mogą pomóc. Stan zagrożenia życia - dzwonisz po pogotowie. Inne dolegliwości - porada telefoniczna lekarza rodzinnego, który zdecyduje co dalej.

Fajnie się teraz to komentuje. Nikt chyba nie chciał by byc na jej miejscu.

G
Gość
15 marca, 7:17, Marian0s:

Tą rozmową kobieta potwierdza swoją skrajną nieodpowiedzialność. Najpierw samowolnie przychodzi do izby przyjęć. Powinni ją od drzwi odesłać, bo nie była w stanie zagrożenia życia. Ma prawidłowe rozpoznanie ale nie, będzie dalej drążyć że na pewno ma koronawirusa. Potem przychodzi do poradni zamiast najpierw skonsultować się telefonicznie, i to 2 dni pod rząd. I w końcu wychodziła przyjęcie do szpitala, gdzie być może leżą naprawdę zakażeni, zamiast w spokoju leczyć się w domu. Tyle się mówi żeby bez potrzeby nie wychodzić, a zwłaszcza unikać zbiorowisk - ale niektórym się jak widać nie da wytłumaczyć, chyba tylko stan wyjątkowy i kary administracyjne tu mogą pomóc. Stan zagrożenia życia - dzwonisz po pogotowie. Inne dolegliwości - porada telefoniczna lekarza rodzinnego, który zdecyduje co dalej.

15 marca, 9:26, Gość:

Świetnie napisane, całkowicie się zgadzam. Dzwoniąc do redakcji i bezumiejetnie się tłumaczyć jeszcze bardziej panią pogrąża.

15 marca, 12:33, Gość:

Jestem tego samego zdania. Powinna siedzieć w domu i stosować się do zaleceń.

Każdy z nas żyje teraz w lęku, ale lęk który przeradza się w panikę to najgorsze co może nas teraz spotkać

Przecież wyraźnie mówi, że jej stan się nie poprawiał i czuła się źle. Korona koroną, ale zapalenie płuc to też poważna sprawa, dlatego szukała pomocy.

P
Patriota

Nasza "służba zdrowia" to fikcja....

G
Gość
15 marca, 7:17, Marian0s:

Tą rozmową kobieta potwierdza swoją skrajną nieodpowiedzialność. Najpierw samowolnie przychodzi do izby przyjęć. Powinni ją od drzwi odesłać, bo nie była w stanie zagrożenia życia. Ma prawidłowe rozpoznanie ale nie, będzie dalej drążyć że na pewno ma koronawirusa. Potem przychodzi do poradni zamiast najpierw skonsultować się telefonicznie, i to 2 dni pod rząd. I w końcu wychodziła przyjęcie do szpitala, gdzie być może leżą naprawdę zakażeni, zamiast w spokoju leczyć się w domu. Tyle się mówi żeby bez potrzeby nie wychodzić, a zwłaszcza unikać zbiorowisk - ale niektórym się jak widać nie da wytłumaczyć, chyba tylko stan wyjątkowy i kary administracyjne tu mogą pomóc. Stan zagrożenia życia - dzwonisz po pogotowie. Inne dolegliwości - porada telefoniczna lekarza rodzinnego, który zdecyduje co dalej.

15 marca, 9:26, Gość:

Świetnie napisane, całkowicie się zgadzam. Dzwoniąc do redakcji i bezumiejetnie się tłumaczyć jeszcze bardziej panią pogrąża.

Jestem tego samego zdania. Powinna siedzieć w domu i stosować się do zaleceń.

Każdy z nas żyje teraz w lęku, ale lęk który przeradza się w panikę to najgorsze co może nas teraz spotkać

G
Gość

Też współczuję tej kobiecie. A hejterzy ... no cóż też kiedyś mogą być w podobnej sytuacji ... I niech pamiętają...hejtuje się łatwo, szczególnie anonimowo !!

G
Gość
15 marca, 7:17, Marian0s:

Tą rozmową kobieta potwierdza swoją skrajną nieodpowiedzialność. Najpierw samowolnie przychodzi do izby przyjęć. Powinni ją od drzwi odesłać, bo nie była w stanie zagrożenia życia. Ma prawidłowe rozpoznanie ale nie, będzie dalej drążyć że na pewno ma koronawirusa. Potem przychodzi do poradni zamiast najpierw skonsultować się telefonicznie, i to 2 dni pod rząd. I w końcu wychodziła przyjęcie do szpitala, gdzie być może leżą naprawdę zakażeni, zamiast w spokoju leczyć się w domu. Tyle się mówi żeby bez potrzeby nie wychodzić, a zwłaszcza unikać zbiorowisk - ale niektórym się jak widać nie da wytłumaczyć, chyba tylko stan wyjątkowy i kary administracyjne tu mogą pomóc. Stan zagrożenia życia - dzwonisz po pogotowie. Inne dolegliwości - porada telefoniczna lekarza rodzinnego, który zdecyduje co dalej.

Świetnie napisane, całkowicie się zgadzam. Dzwoniąc do redakcji i bezumiejetnie się tłumaczyć jeszcze bardziej panią pogrąża.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3