Krzysztof Sobieszczański „Kolumb” nie był bohaterem bez...

    Krzysztof Sobieszczański „Kolumb” nie był bohaterem bez skazy. Emil Marat o książce „Sen Kolumba” [WYWIAD]

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Wbrew pozorom, Krzysztof Sobieszczański „Kolumb” wcale nie jest Kolumbem w tym sensie, w jakim go najczęściej rozumiemy - jako symbol pokolenia. Tak naprawdę on nie jest dla tego pokolenia nadzwyczaj emblematyczny - mówi Emil Marat, autor książki „Sen Kolumba”.
    Krzysztof Sobieszczański z żoną Stanisława Likiernika, Antibes, 1949 rok

    Krzysztof Sobieszczański z żoną Stanisława Likiernika, Antibes, 1949 rok ©fot. materiały prasowe wydawnictwo WAB

    Niebywała, nietypowa, nieprawdopodobna historia!
    Ale prawdziwa.

    Nie da się zaprzeczyć: dbałość o szczegóły, precyzja, dokładność. Twoja książka „Sen Kolumba” o Krzysztofie Sobieszczańskim to koronkowa robota. Ale… Nie miałeś problemu z tym, że…
    … że dekonspiruję „Kolumba” i odkrywam to, co on przez całe życie starał się ukryć?

    Właśnie.
    Pewnie tak. Ale z drugiej strony ten człowiek był tak bardzo interesujący. No i założyłem, że nie żyje od wielu, wielu lat. Zresztą, kiedy pisałem tę książkę, nie chodziło mi tylko o niego, ale też o szerszą ilustrację, pokazanie, co się w czasie wojny i po wojnie działo z młodymi ludźmi.

    Zanim do tego dojdziemy, to jak myślisz, co „Kolumb” starał się najbardziej ukryć?
    Nie wydaje mi się, żeby on postanowił, że będzie ukrywał jakąś wielką tajemnicę. Przypuszczam, że nie czuł się dobrze z tym, że za wszelką cenę, często też kosztem innych ludzi, dąży do realizacji własnych marzeń. To nie był niewrażliwy typ. Wiedział, że ma kłopot: jedna żona w Polsce, druga żona we Francji, że posuwa się do działań niemal kryminalnych. To go uwierało. Może było z nim tak, jak sam napisał w swoim młodzieńczym dzienniku, kiedy miał 18 lat: „Przychodzę do przekonania, że jestem zaczętym łotrem skończonym.[…]. Chcę czasem popełniać zbrodnie, rozbić bank, dosiąść skrzydlaty mój statek i płynąć het”.
    Może niedobrze, kiedy autor pisząc książkę, zakochuje się w swoim bohaterze. Ale „Kolumba” trudno nie lubić
    Wtedy dopiero był „zaczętym łotrem skończonym”. Jeszcze to całe łotrostwo się w nim nie dokonało. Pokazujesz człowieka utkanego z wielu wewnętrznych sprzeczności. Z jednej strony to zachwyca, z drugiej szokuje. Co Ciebie w nim zachwyciło, a co zaszokowało?
    Zachwyciło - to chyba nie jest najlepsze słowo. Na pewno go polubiłem.

    To widać.
    Może niedobrze, kiedy autor pisząc książkę, zakochuje się w swoim bohaterze. Ale „Kolumba” trudno nie lubić. Za fantazję, za młodzieńczą świeżość, za marzenia. Za wszystko to, co tworzy jego osobowość. Łącznie z tym, że już w czasach gimnazjalnych miał pedagogiczne zapędy, traktując kolegów jak swoich podopiecznych.

    Może przede wszystkim sprawdzał, czy nadają się do realizacji tego, co sobie zamierzył. Traktował przyjaciół instrumentalnie.
    Być może. I jest to jedna z rzeczy, które są w tej postaci wieloznaczne i które oddaję czytelnikowi do oceny. Być może traktował ludzi jako narzędzia do swoich, przybierających coraz bardziej obsesyjny charakter, planów. Niewykluczone, że to jego ciemniejsza strona. Ale też w czasie okupacji gotów był ryzykować życie dla swoich przyjaciół. Można powiedzieć, że w tym przypadku stosował kantowski imperatyw: w ekstremalnych sytuacjach starał się zachowywać wobec innych tak, jak oczekiwałby, żeby oni zachowywali się wobec niego. Potwierdzali to jego przyjaciele z podziemia, zarówno „Stasinek” Sosabowski, jak i Stanisław Likiernik, drugi z pierwowzorów powieściowego „Kolumba” u Romana Bratnego w „Kolumbach. Rocznik 20”; opowiadali, że jak walczył, to naprawdę był zabijaką, co za kolegów dałby się pokroić.
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Pomyliłeś pisanie książek

    wildes (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    z robieniem ulotek reklamowych.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Nie ma książek moralnych lub niemoralnych.Są książki napisane dobrze lub źle.

    nieufny wobec goroli ⚒ (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    W dzi­siej­szych cza­sach, zda­je się, że po­między um­rzeć ja­ko bo­hater a um­rzeć wśród bo­haterów nie ma większej różnicy a ,książki powinni pisać znający potrzeby tych, dla których piszą.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Romek Bratny akowiec co został komuchem

    i nawet wydano jego książki o jego pokoleniu i można było je czytać bo były wszędzie dostępne (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    a Kolumbów wydano w pięknej edycji ilustrowanej zdjęciami z filmu, który także powstał za komuchów.i aktorów, filmowców nie postawiono pod ścianą za zdradę, nie zabrano emerytur za propagowanie...rozwiń całość

    a Kolumbów wydano w pięknej edycji ilustrowanej zdjęciami z filmu, który także powstał za komuchów.i aktorów, filmowców nie postawiono pod ścianą za zdradę, nie zabrano emerytur za propagowanie innego niż komunistyczne myślenie.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo