Książka „Gdynia obiecana”. Jak powstawało miasto nad Bałtykiem, okno Polski na świat? Fascynująca opowieść o portowym mieście

Monika Krężel
Monika Krężel
Grzegorz Piątek, „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2022, stron 432
Grzegorz Piątek, „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2022, stron 432 Fot. Monika Krężel
Od czasu do czasu na rynku księgarskim pojawiają się książki, których bohaterami są miasta. I oto mamy jedną z nich. „Gdynia obiecana” opowiada o początkach miasta, które pisze swoją historię zaledwie od 100 lat. Nie byłoby jej, gdyby nie polityka, gospodarka, relacje polsko-niemieckie i wiele innych powodów. Nie byłoby też miasta, gdyby nie rzesze robotników przyjeżdżających nad morze, by budować polski port. Ale niewiele osób wie, że przedwojenna Gdynia była miastem kontrastów – nędzy i bogactwa, pięknej architektury i faweli. O tym świetnie opowiada Grzegorz Piątek, autor książki.

Może dla mieszkańców Gdyni czy Trójmiasta niektóre historie pokazane w książce wcale nie są odkrywcze, ale dla tych, którzy odwiedzają Gdynię latem raz na kilka lat, a może i rzadziej – będą zaskakujące, ciekawe, a nawet fascynujące. Gdynia dla wielu była miejscem nowych początków, gdzie chcieli ukryć swoją tożsamość i łatwo zostawić za sobą dotychczasowe życie. Dla polityków miała być przeciwwagą dla Wolnego Miasta Gdańska, stąd historię Gdyni liczono od założenia portu i miasta, choć przecież jako wieś istniała dużo wcześniej.

W lutym 1920 roku wojska generała Hallera przejęły fragment wybrzeża przyznany Polsce po pierwszej wojnie światowej. W ślad za wojskiem, jak pisze autor, do Gdyni przybyli urzędnicy, osadnicy, inżynierowie czy inwestorzy. Szukali najlepszej lokalizacji dla nowego portu. Co ciekawe, oknem Polski na świat miał być Tczew, a nie Gdynia. I choć Tczew nie leżał nad Bałtykiem, ale blisko ujścia Wisły, to o nim generał Haller powiedział, że jest to „okno Polski na świat”. Szybko jednak zapadła decyzja, jesienią 1920 roku, że to w Gdyni powinien powstać port. Rok później zbudowano w tym miejscu 23 kilometry torów linii kolejowych, by połączyć Gdynię z reszta kraju, omijających Wolne Miasto Gdańsk.

Miejsca na polskim wybrzeżu szukał nawet Stefan Żeromski. Choć był u szczytu popularności, to czuł zmęczenie Warszawą, niestabilnym życiem uczuciowym. Też chciał uciec, jak wielu osadników z głębi Polski. Dużo później oni wszyscy odkryli, że życie w Gdyni wcale nie jest łatwe, choćby ze względu na ceny – wszystko tutaj, z powodu wysokich kosztów transportu, było o wiele droższe niż w innych polskich miastach.

Rzadko w Gdyni pojawiał się marszałek Józef Piłsudski. Przyjechał w 1928 roku, gdy jego małe córki zostały matkami chrzestnymi statków „Jadwiga” i „Wanda”. O wiele mocniej z Gdynią związany był minister Eugeniusz Kwiatkowski, który z okazji 10-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości zainicjował budowę pomnika Zjednoczenia Ziem Polskich. Co ciekawe, sporo część środków wyłożyło na pomnik najzamożniejsze województwo śląskie. O pomnikach przeciętni mieszkańcy wcale jednak nie marzyli, gdy w mieście brakowało szkół, w klasach tłoczyło się po 70 uczniów, a sporo z nich była niedożywionych.

Miasto pomału się buduje – powstają pierwsze kamienice, szkoły dworzec kolejowy. Ktoś rzuca hasło o budowie miasta po amerykańsku, ktoś zwraca uwagę, że Gdynia jest miastem jednolitym narodowo, bez Żydów, Ukraińców czy Niemców, że odcina się architektonicznie od gdańskich budynków z czerwonej cegły, bo w Gdyni widać tylko jasne tynki. Nie da się ukryć, że powstawały tutaj awangardowe gmachy publiczne. Z drugiej strony, przybywa w mieście bezrobotnych, ludzi, którzy łapią dorywcze zajęcia, nie mają gdzie mieszkać, stąd Gdynia obrasta w budy, baraki, nędzne domki.

Książka ma bogatą bibliografię, autor przytacza mnóstwo ciekawostek, dzięki którym „Gdynię obiecaną” miejscami czyta się jak powieść sensacyjną. Pasjonaci architektury także nie będą zawiedzeni, lwia część książki poświęcona jest historii tego, jak powstawały poszczególne budynki. I choć początkom miejskiej Gdyni towarzyszył często - nie tylko architektoniczny - chaos, to równo 100 lat później jej mieszkańcy uważają się za najszczęśliwszych mieszkańców w kraju. Jak więc to się stało?

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wystawa "Biczowani" w galerii ORAC

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie