Lech zatrzymał niebieskich

Jacek Sroka
Udostępnij:
Jagiellonia - Ruch Chorzów 1:0

Piotr Lech z Jagiellonii ma chyba sposób na chorzowskich graczy. Zawodnik, który w Ruchu uczył się bramkarskiego rzemiosła, nie dał sobie strzelić gola w jesiennym meczu tych drużyn na Cichej, a wczoraj również zachował czyste konto.

Lech wiosną stracił miejsce w bramce Jagi na rzecz Rafała Gikiewicza, ale ten na ostatnim przedmeczowym treningu doznał złamania jednej z kości nadgarstka i między słupkami musiał stanąć 41-letni weteran. Mimo zaawansowanego, jak na golkipera, wieku Lech spisywał się bez zarzutu. Sporo szczęścia miał zwłaszcza tuż po przerwie, kiedy po składnej akcji sam na sam z bramkarzem znalazł się Wojciech Grzyb. Kapitan Ruchu był najaktywniejszym graczem swojego zespołu, ale akurat w tej sytuacji się nie popisał strzelając wprost w wybiegającego bramkarza Jagiellonii.

- Nie powinno się patrzeć w metrykę. Dla trenera najważniejsza powinna być dyspozycja danego zawodnika. Dzisiaj wróciłem do bramki Jagiellonii i na pewno mnie to cieszy. Cieszę się również z tego, że zdołałem zachować czyste konto. Szkoda tylko, że na razie wygrywamy tylko u siebie - powiedział Piotr Lech.

Wczorajsze zwycięstwo było już czwartym triumfem białostocczan na swoim stadionie w tym roku. Jaga dość szczęśliwie zdobyła trzy punkty, bo Ruch był dla niej równorzędnym rywalem. Po przerwie to nawet akcje niebieskich były groźniejsze, ale tradycyjnie już drużynie Bogusława Pietrzaka brakowało skuteczności. Bliski szczęścia był chociażby Remigiusz Jezierski, którego lob z 16 m przeleciał tuż nad poprzeczką.
Jagiellonia długo nie potrafiła się pozbierać po stracie Tomasza Frankowskiego. Najlepszy zawodnik gospodarzy już w 12. minucie doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Zastąpił go debiutujący w ekstraklasie Michał Twardowski. 20-letni napastnik jesienią zdobył 11 goli dla Ruchu Wysokie Mazowieckie i był najlepszym strzelcem grupy wschodniej II ligi. Wczoraj boleśnie przekonał się jednak, że ekstraklasa to znacznie wyższe progi. W 63. minucie po akcji Dariusza Ja-reckiego znalazł się w wymarzonej sytuacji. Mając przed sobą całą bramkę strzelił pod brzuchem Matko Perdijicia, ale nadał piłce zbyt mocną rotację i ta, ocierając się o słupek, przeleciała obok.

Kolejna akcja Jagi zakończyła się już jednak zdobyciem gola, a młodszemu koledze pokazał jak należy strzelać Kamil Grosicki. Starszy co prawda od niego tylko o rok, ale znacznie bardziej doświadczony napastnik najpierw bez trudu ograł Ariela Jakubowskiego, a następnie spokojnie trafił do siatki.
- Przyjechaliśmy do Białegostoku z myślą zdobycia 3 punktów. Mieliśmy swoje sytuacje, ale trudno wygrać, skoro nie strzelamy bramek. Jeżeli jednak w kolejnych meczach zagramy tak, jak dzisiaj, to się utrzymamy. Walczymy, staramy się, ale do tego musimy dołożyć jeszcze strzelanie goli - stwierdził w telewizyjnym wywiadzie dla stacji "Orange Sport" Ariel Jakubowski.

Ruch na wyrównanie miał jeszcze 20 minut, ale tak naprawdę nie był już w stanie zagrozić bramce gospodarzy i przegrał w lidze drugi mecz z rzędu. Dodajmy, że w drużynie chorzowian po raz pierwszy od ośmiu miesięcy zagrał Gabor Straka. Słowak daleki jest jednak od wysokiej formy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie