Lekarka z Zabrza o powodach pracy w Niemczech: Wyjechałam z braku nadziei na poprawę sytuacji środowiska medycznego w Polsce

Agata Pustułka
Agata Pustułka
pixabay
- Emigrację sugerowała mi rodzina z Niemiec, ale ostateczną decyzję podjęłam dość spontanicznie, po kilkunastu miesiącach pracy. Częściowo z powodu braku nadziei na poprawę sytuacji środowiska medycznego w Polsce, trochę z powodu zupełnego braku szacunku dla nas - mówi pochodząca z Zabrza dr Anną Golemiec, lekarka pracującą w jednym ze szpitali w Brandenburgii. W Niemczech pracuje ok. 5 tys. lekarzy z Polski. Część z nich ma niemieckie obywatelstwo. Chęć emigracji deklaruje kolejne 2 tys.

Posłanka PiS Joanna Lichocka zaproponowała, aby niemieckie landy oddelegowały polskich lekarzy pracujących w Niemczech do ich ojczyzny na czas pandemii. Jak pani odebrała ten apel?
Panią posłankę kojarzę z pewnego zdjęcia, które obiegło Internet, jak również z przytoczonej przez panią wypowiedzi. Przyznam, że w kontekście komentarza jej partyjnej koleżanki sprzed dwóch lat ("Niech jadą" - jako odpowiedź na protesty środowiska lekarskiego) jest to co najmniej niekonsekwentne. Pani poseł zasugerowała dodatkowo, że powinniśmy dostać płatny urlop w naszych aktualnych miejscach pracy, więc niejako zażyczyła sobie darmowej siły roboczej. Zupełnie pominęła kwestię opieki nad pacjentami, z którymi pracujemy obecnie, a także zdaje się nie pamiętać o rodzinach, które mamy.

Proszę porównać warunki edukacji i pracy lekarza w Polsce i w Niemczech?
W obu krajach obowiązuje roczny staż oraz egzamin po zakończeniu studiów, a także wykonanie określonej liczby procedur (konkretnych badań albo zabiegów) i tutaj podobieństwa się kończą. Emigrację sugerowała mi rodzina z Niemiec, ale ostateczną decyzję podjęłam dość spontanicznie, po kilkunastu miesiącach pracy. Częściowo z powodu braku nadziei na poprawę sytuacji środowiska medycznego w Polsce, trochę z powodu zupełnego braku szacunku dla nas. Proszę sobie wyobrazić, że na jednych z pierwszych zajęć klinicznych, w czasie których mieliśmy zebrać wywiad z pacjentem oraz go zbadać, usłyszałam od rzeczonego pacjenta, że "on z konowałami nie będzie rozmawiał". Nadmienię, że wtedy zdążyłam się przedstawić i poprosić o rozmowę. W Niemczech skusiły mnie dostępność szkolenia specjalizacyjnego, nieporównywalnie większa niż w Polsce, możliwości diagnostyczne w szpitalach oraz zupełnie inne podejście do wszystkich pracowników opieki zdrowotnej. W Polsce na specjalizację można się dostać na podstawie wyniku Lekarskiego Egzaminu Końcowego, o ile w ogóle jakieś miejsca zostaną otwarte. Bywało, że w niektórych dziedzinach były przyznane dwa miejsca specjalizacyjne na cały kraj albo w ogóle nie było możliwości rozpoczęcia takiego szkolenia, ponieważ miejsc nie przyznano w ogóle. W Niemczech trzeba samemu znaleźć szpital z oddziałem, który nas interesuje i tyle. Udział w kursach i konferencjach opłaca pracodawca, któremu zależy na dobrze wykształconej kadrze oraz na tym, żeby lekarz w danym szpital pozostał. Inaczej niż w Polsce, w czasie rezydentury nie jestem związana z konkretnym szpitalem. Jeżeli z jakichś względów ktoś chciałby zmienić kierunek kształcenia, albo po prostu praca w danym szpitalu mu nie odpowiada, nie ma z tym żadnych problemów. W ramach szkolenia z założenia należy rotować w ramach różnych oddziałów. Jeżeli w danej jednostce brakuje oddziału, na którym należy odbyć obowiązkowy staż, szpital wysyła lekarza do jednostki, z którą ma podpisaną umowę. To często wymiana pracowników na czas określony. Praca w Niemczech jest intensywna, ale na ogół pracuje się w jednym miejscu. Oczywiście można dodatkowo pracować jako tzw. Notarzt (lekarz medycyny ratunkowej). Osobną grupę stanowią Honorarärzte. To specjaliści, którzy pracują albo wyłącznie dyżurują tam, gdzie akurat są potrzebni. Dodatkowo jesteśmy szanowani, a nie traktowani jako zło konieczne. Oczywiście wyjątki się zdarzają, ale to jednostkowe sytuacje, a nie reguła. Warunków finansowych pozwolę sobie nie porównywać.

Cały świat zmaga się z pandemią koronawirusa. Proszę - z pani punktu widzenia - opisać, jak wygląda walka z pandemią w Niemczech?
W szpitalu, w którym pracuję, na poziomie izby przyjęć testujemy wszystkich pacjentów, bez względu na to, z jakiego powodu pojawiają się w szpitalu, niezależnie od tego, czy pacjenci mieli wykonany test przez lekarza rodzinnego. Od decyzji lekarza zależy, czy wykonuje się szybki test (wynik w 15 minut), test PCR (wynik w ok. 60 minut) czy oba. Każdy pacjent podejrzany o jakąkolwiek infekcję jest izolowany do czasu jednoznacznego wyniku testu PCR i/lub tomografii komputerowej płuc. W zależności od stanu klinicznego podejmujemy decyzję, co dalej. W szpitalu, w którym pracuję, dysponujemy oddziałem Intensywnej Terapii, dokąd trafiają pacjenci w najcięższym stanie, oddziałem półintensywnym, dokąd wysyłamy pacjentów, którzy nie wymagają intubacji, ale z różnych względów konieczne jest ciągłe monitorowanie funkcji życiowych oraz zwykłym oddziałem, dla pacjentów dodatnich, którzy muszą być hospitalizowani, ale nie wymagają nadzoru, czyli np. pacjenci starsi i odwodnieni. W Niemczech nie ma szpitali jednoimiennych, więc wszystkie wymienione jednostki działają obok odpowiadających im oddziałów dla pacjentów "ujemnych". Wymagało to od nas przeorganizowania się, ale dajemy radę. Warto wspomnieć, że Gesundheitsamt (odpowiednik SANEPIDU) regularnie kontroluje chorych pozostających w izolacji domowej, ale dodatkowo zapewnia np. wyżywienie, jeśli nikt inny nie ma możliwości zrobienia takim ludziom zakupów. W Niemczech dużą wagę przywiązuje się do noszenia maseczek w przestrzeniach zamkniętych i nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałam kogoś bez niej.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Już wiadomo. Jest regionalizacja obostrzeń

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
JAWOHL

Byłem na komisji wojskowej, pytają, czy chcę do wojska, a ja na to: oczywiście, ale nie do tego syfu złodziejskiego, ja chcę do bundeswehry, jutro wyjeżdżam do Niemiec, bo nas z Oberschlesien biorą chętnie! Polecam!

Dodaj ogłoszenie