Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Lgota Górna: Chciał użyźnić nieużytki, a zasmrodził całą okolicę

Krzysztof Suliga
W sobotę Jarosław Flak rozrzucał osady po świeżo zaoranym polu
W sobotę Jarosław Flak rozrzucał osady po świeżo zaoranym polu FOT. KRZYSZTOF SULIGA
Jeden z mieszkańców wsi Lgota Górna w gminie Koziegłowy zaalarmował naszą redakcję, że na pole sołtysa Jarosława Flaka wywożone są śmierdzące nieczystości.

Doliczył się prawie stu tirów, które przez miesiąc woziły osady z oczyszczalni ścieków z Pszczyny.
Inni sąsiedzi sołtysa, którzy też chcą pozostać anonimowi, potwierdzają, że smród był "zabójczy", ale wojny z sołtysem się obawiają. Tymczasem Jarosław Flak ma dość tej afery i sołtysowania.

- Te osady przywoziłem z oczyszczalni na pole zgodnie z prawem - mówi Flak. - Chciałem użyźnić grunt. Za sołtysowanie już dziękuję, składam urząd.

Osady ściekowe użyźniają glebę lepiej niż najlepsze nawozy naturalne

Mieszkańcy zaalarmowali urzędników gminy Koziegłowy. Na miejsce ściągnięto policjantów, pracowników sanepidu i urzędników z Wydziału Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Myszkowie.

W gminie twierdzą, że Jarosław Flak ma wszelkie zezwolenia potrzebne na przyjmowanie osadu ściekowego, ale jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, powinien go zaraz po wywiezieniu na pole zaorać. Wtedy nie byłoby smrodu. Dosłownie i w przenośni.

- Gmina przedstawiła nam dzienniki badań osadów. Nie są one groźne dla środowiska. Pod tym kątem było wszystko w porządku - mówi Agnieszka Smuga, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Starostwa Powiatowego w Myszkowie. - Poprosiłam o dostarczenie nam pełnej dokumentacji związanej z pozwoleniami dotyczącymi wydania zgody na przyjmowanie tych osadów, ale do dzisiaj (poniedziałku 1 czerwca - przypis red.) ich nie otrzymałam - dodaje.
Redakcji gmina też nie odpowiedziała na to pytanie. Przepisy o przyjmowaniu osadu z oczyszczalni ścieków na pole są bardzo rygorystyczne. Jak mówi Agnieszka Smuga, osad powinien być bezpośrednio po przywiezieniu wymieszany z ziemią. A tego obpowiązku Jarosław Flak nie wypełnił.
Sołtys tylko zaorał teren leżący w sąsiedztwie drogi wojewódzkiej z Koziegłów do Żarek i porozrzucał po nim osad rozrzutnikiem do nawozów. Jeszcze wczoraj przygotowywał się do kolejnych prac polowych, żeby osad wymieszać z ziemią.

- Wydzierżawiłem teren firmie, która zajmuje się dystrybucją osadów ściekowych. Chciałem użyźnić te nieużytki nowoczesną metodą - tłumaczy Flak. - Firma pobrała próbki gleby, opracowała mapkę geodezyjną i załatwiła wszystkie niezbędne zezwolenia - mówi. - Ludzie zrobili aferę, zamiast do mnie przyjść. Zawiodłem się, bo wiele dla wsi zrobiłem - dodaje.

Nawożenie pól osadami z oczyszczalni ścieków to bardzo wydajna, ekologiczna metoda, stosowana w rolnictwie krajów zachodnich. Tam osady przed wywiezieniem na pola są suszone. W Polsce takich suszarni jest niewiele, bo to droga inwestycja, kosztuje co najmniej 5 mln zł. W Myszkowie taki obiekt jest budowany. Jednak osady z Pszczyny nie były na tyle suche, żeby nie śmierdzieć na polu w Lgocie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!