MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Łosie uratowane z kry na Bugu trafiły do Mikołowa

Karol Świerkot
Przywiezione do Mikołowa łosie były wycieńczone
Przywiezione do Mikołowa łosie były wycieńczone fot. Leśne Pogotowie/Mirosław Wąsiński.
Pracownicy Leśnego Pogotowia w Mikołowie mają pełne ręce roboty przy łosiach. To te zwierzęta zostały niedawno uratowane w spektakularnej akcji na Bugu.

Zwierzęta, o których głośno już w całej Polsce, zostały przywiezione znad Bugu, niedaleko miejscowości Łęgi w województwie lubelskim. Łosie utknęły w lodzie usiłując sforsować rzekę.

Trzy łosie zauważył jeden z mieszkańców wsi i sprowadził pomoc. Do akcji ratunkowej wyruszyli strażacy, pogranicznicy oraz pracownicy nadleśnictwa w Neplach. Całą operację utrudniał cienki lód, na który nie można było wjechać ciężkim sprzętem. Kiedy zwierzęta przetransportowano na ląd okazało się, że dwa mają obrażenia i są wycieńczone. Trzeci, który był w najlepszej kondycji, sam wyruszył w las.

Dwa postanowiono przewieźć do Leśnego Pogotowia Jacka Wąsińskiego w Mikołowie.

Trasę z Łęg do Mikołowa liczącą około 500 km, zwierzęta przebyły w specjalnie przygotowanych kontenerach. Około 6.30 konwój dotarł na miejsce. Tutaj już czekali weterynarze, którzy od razu przystąpili do oględzin. Stan zwierząt był zły. Klempa, czyli samica miała złamaną nogę w kolanie i zerwane więzadła. Badanie krwi wykazało, że ma również infekcję bakteryjną. W tym stanie nie nadawała się już do leczenia i trzeba było ją uśpić. Stan drugiego łosia był niewiele lepszy. Weterynarze diagnozowali zerwanie więzadeł miednicy. Poza tym zwierzę było w ogromnym stresie.

- To dzikie zwierzęta i każde ograniczenie im wolności powoduje potężny szok. Taki stres może doprowadzić nawet zwierzę do śmierci - tłumaczy Wąsiński. - Dlatego najbardziej teraz potrzebuje spokoju i odpoczynku.

Nie wiadomo na razie, czy łoś przeżyje. - Jest jeszcze stanowczo za wcześnie, aby cokolwiek wyrokować. To jednak nie jest zwierzę w sile wieku, dlatego nie nastawiałbym się zbyt optymistycznie - zaznacza Wąsiński.

Nawet jeśli łoś przeżyje, to nigdy już nie odzyska pełnej sprawności fizycznej. Jak mówi Wąsiński, zwierzę będzie trwale okaleczone. Nie ma też mowy, żeby łoś kiedykolwiek wrócił na wolność.
Dobrym sygnałem może być to, że co prawda z trudem, ale przyjmuje pokarm i wodę. Jak podkreśla Jacek Wąsiński, w swojej długoletniej pracy ze zwierzętami jeszcze nigdy się nie spotkał z podobnym przypadkiem.

Azyl dla zwierząt
Pogotowie Leśne w Mikołowie działa od osiemnastu lat.

Jego założycielem jest leśnik, Jacek Wąsiński. Pierwszym chorym zwierzęciem, jakie przyjął była chora sarna. Teraz przez jego azyl w Kamionce przewija się nawet kilkaset zwierząt rocznie. Najwięcej poturbowanych i okaleczonych lokatorów ma leśne pogotowie w okresie godowym. Trafiają tu wtedy głównie młode ptaki. W innych porach roku pracy opiekunom zwierząt też nie brakuje. KS

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni