18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Łukasz Kadziewicz: Ja i reprezentacja? Swoje już odskakałem

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zaktualizowano 
Łukasz Kadziewicz
Łukasz Kadziewicz Mikołaj Suchan/Polskapresse
Z Łukaszem Kadziewiczem, siatkarskim wicemistrzem świata z 2006 roku, rozmawia Tomasz Biliński.

Rozmawiam z jeszcze siatkarzem czy już dziennikarzem?
Z celebrytą (śmiech). Oczywiście żartuję! Ciągle jestem sportowcem i będę nim całe życie, bez względu na to, czy będę grał w siatkówkę czy nie. Mam 33 lata, za sobą przyzwoity sezon, który spędziłem w najlepszej lidze świata, grając w mistrzostwach Rosji. Dawałem sobie tam radę, więc chciałbym pograć jeszcze cztery, pięć lat. A później? Zobaczymy. Chcę zostać przy sporcie, bo to megazabawa, do tego robić to, co lubię, a tym najczęściej kierowałem się w życiu.

Skąd pomysł, by podczas Ligi Światowej był Pan reporterem przepytującym siatkarzy?
Przez wiele lat grając w siatkówkę miałem styczność z dziennikarzami. Jedni byli profesjonalistami, drudzy ludźmi z łapanki. Stwierdziłem, że skoro w waszym środowisku można być laikiem i nie mieć skończonego dziennikarstwa, to dlaczego nie znaleźć tam miejsca dla siebie? Nadarzyła się taka okazja. Dla mnie bardzo fajna, bo zdobywam nowe doświadczenie i cieszę się, że mogę się w to bawić, bo tak to na razie traktuje. Mam świadomość, że popełniam bardzo wiele błędów, bo nie mam żadnego warsztatu ani wykształcenia w tym kierunku.

Często krytykował Pan dziennikarzy. Teraz pokaże Pan jak to się powinno robić?
Nie, nigdy w życiu. Nie szastajmy też słowem „dziennikarz”. Dziennikarzem sportowym jest dla mnie pan Kamil Drąg, pan Janusz Pindera, czy Mateusz Borek, czyli ludzie, którzy zajmują się tym wiele, wiele lat i wręcz są chodzącą encyklopedią. Mają pojęcie co się wydarzyło w danej dyscyplinie 20 lat temu. Do takich ludzi mam szacunek. A jest wiele osób, które postanowiły pisać do portali internetowych i nie mają świadomości tego, że zaczęli należeć do środowiska opiniotwórczego. Właśnie z takimi ludźmi miałem kilka razy do czynienia i później wynikały z tego problemy. Ale jeśli chodzi o nauczanie kogoś, to nie. O ile znam się na siatkówce, o tyle w dziedzinie dziennikarstwa jestem laikiem. Po prostu dobrze się bawię. Zwłaszcza, że po kilku latach znów mam okazję z bliska oglądać mecze Ligi Światowej. Serce się raduje, bo przypomniałem sobie fajne momenty, które przeżyłem z kadrą. A że stoję teraz po drugiej stronie, tak jakby, barykady? (śmiech) Tylko przez chwilę.

To jakie było najgłupsze pytanie, które Pan usłyszał?
Oj wiele. Na przykład po wygranym meczu pytania: „jak się czujesz?”, albo gość podchodzi do piłkarza i: „strzelił pan dzisiaj bramkę” i podstawia mu pod usta mikrofon. No to co ten chłopak ma powiedzieć? To takie sztampowe. Jeśli ktoś wybiera swoją drogę życiową, wiąże ją z dziennikarstwem i zaczyna w ten sposób, to jasne, ma prawo, trzeba szanować, ale nie podoba mi się to. Choć szanuję tych ludzi, bo nie popełnia błędów tylko ten, który nic nie robi. Pojawiły się media społecznościowe, portale, na których można się fajnie powygłupiać i ja to właśnie robię.

Trudno oceniać grę kolegów?
Ale ja nie zamierzam ich oceniać i nawet nie chcę tego robić. Od tego są trenerzy i poważni ludzie. Poza tym nikomu nie zamierzam robić krzywdy.
Rok temu, gdy Polska wygrała Ligę Światową i nie zdobyła medalu na igrzyskach olimpijskich powstały różne teorie, jak choćby taka, że rywale biało-czerwonych odpuścili „światówkę”. Zwłaszcza, że w tegorocznej edycji jest zupełnie inaczej. Pan się z nią zgadza?
Absolutnie nie. Takie opinie wydaje chyba tylko ktoś, kto nigdy się nie spocił, nie wszedł na tempo beztlenowe, nie trenował 365 dni w roku. Jasne, wszyscy latali po całym świecie, żeby przegrać. Nie wierzę w to. Czy mówimy o siatkówce, piłce nożnej, czy zawodach w pluciu na odległość, to jeśli masz w sobie sportowego ducha, to zawsze chcesz wygrać. Polacy wygrali, bo byli najlepsi. W tym roku czasami idzie nam jak krew z nosa, ale to jest sport. Jeżeli byłoby to takie proste, to każdy mógłby zostać siatkarzem, a jeszcze lepiej, trenerem. Ściągnąłby sobie z Internetu przepis prowadzenia reprezentacji do sukcesu. Andrea Anastasi ma ogromne doświadczenie, niejednokrotnie pokazał, że jest świetnym fachowcem i drużyna mu ufa. A że czasami nie idzie? Co mają powiedzieć w Realu Madryt, gdzie wydawane są miliardy euro, a to Barcelona wciąż jest na wyższej półce?

A nie niepokoi Pana, że nie dość, że nie ma wyników w Lidze Światowej, to też brakuje pomysłu na grę?
To nietrafione spostrzeżenie i za szybko wyciągane wnioski. Proponuję poczekać na koniec sezonu reprezentacyjnego i wtedy zrobić analizę. Anastasi to fachowiec, który wie, co robi. Dajmy mu popracować. Nie codziennie ktoś trafia „szóstkę” w totolotka. Jeśli w mistrzostwach Europy staniemy na podium, a nie awansujemy do finału Ligi Światowej, to trzeba być niepoważnym, żeby zarzucić coś selekcjonerowi. A jak ktoś uważa, że kadra siatkarzy nie ma wyników, to niech pójdzie na stadion piłkarski...

Daniel Castellani, gdy był selekcjonerem reprezentacji Polski, mówił, że Liga Światowa to miejsce do testowania i szykowania formy na mistrzostwa świata czy Europy. Może Anastasi też powinien tak powiedzieć?
Ale po co? Anastasi nie eksperymentuje. Cały czas gra 12-14 chłopaków, którzy się ogrywają. Trener chce, by zawodnicy przeszli razem, jak na wojnie, dobre i złe chwile, zjedli razem beczkę soli. W kluczowym momencie elementy atmosfery odgrywają najważniejsza rolę.

Kto jest dla Pana pierwszym atakującym, Zbigniew Bartman czy Jakub Jarosz?
Jeszcze nie jestem selekcjonerem reprezentacji Polski – choć papiery trenerskie zrobiłem – więc fajnie, że nie muszę podejmować takich decyzji. Ale cieszmy się, że mamy taki wybór. Zwłaszcza, że jest jeszcze Mariusz Wlazły, Dawid Konarski. Mamy więc kilka strzelb. Model z dwoma atakującymi przeszedł w Rzeszowie, gdzie oprócz Bartmana był też Jochen Schoeps. Obaj świetnie się uzupełniali, a Resovia została mistrzem Polski. Może to nowy sposób na prowadzenie drużyny.
W nowym sezonie nadal będzie Pan grał w Szachciorze Soligorsk?
Ja i klub chcielibyśmy, żebym został. Dużo jednak zależy od polityki na Białorusi. Na dzisiaj nie wiadomo, ilu obcokrajowców będzie mogło grać w tamtejszej lidze oraz mistrzostwach Rosji.

Do kiedy Pan będzie czekał?
Do końca lipca chciałbym podpisać umowę. Niewykluczone, że zostanę w Polsce. Były wstępne zapytania z klubów PlusLigi, ale uprzedzam, że nie była to Skra Bełchatów, Zaksa Kędrzyn-Koźle, czy Resovia.

Z Polskiej ligi łatwiej byłoby wrócić do reprezentacji i za rok zagrać w mistrzostwach świata, które odbędą się w Polsce.
Ja i reprezentacja to już zamknięta bajka. Jestem na innym etapie w życiu. W jednym z wywiadów, które przeprowadzałem, fajnie powiedział Piotrek Gacek. Że serce bije i człowiek ma ambicje, ale trzeba być realistą. Ja też nim jestem. Twardo stoję na nogach i trzymam się ziemi, bo wiele lat swojego życia spędziłem w obłokach, co z perspektywy czasu okazało się głupie i prostackie. Etap reprezentacji w moim życiu jest już skończony. Żeby w niej grać trzeba zmienić całe swoje życie. 12 miesięcy w roku być skoncentrowanym na siatkówce, a ja jestem na to po prostu za stary. Chcę grać na niezłym poziomie, ale w klubie.

Ale powiedział Pan kiedyś: „Liczy się siatkarz, a nie jego wiek. Dla mnie nie ma sensu rozróżnianie czy ma się 20 czy 35 lat. Piłka nie pyta gracza o wiek, kiedy spada na rękę”.
Tak i nie zmieniam swojej opinii, bo grałem z zawodnikami, którzy mieli 40 lat i prezentowali świetną formę. Ale reprezentacja to styl życia. Po sezonie klubowym ma się czas tylko na to, żeby przeprać swoje rzeczy, spakować się i jechać na zgrupowanie kadry. Ja natomiast potrzebuje już czasu na regenerację. Proszę mi uwierzyć, swoje odskakałem.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Materiał oryginalny: Łukasz Kadziewicz: Ja i reprezentacja? Swoje już odskakałem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3