Mamy frankowiczów, czas na WIBORowców – Czy kredytobiorcy złotówkowi pójdą do sądów?

Materiał informacyjny OLC KANCELARIA RADCÓW PRAWNYCH ARTYMIONEK & CITKO
Udostępnij:

Polski rynek kredytowy, a nawet cały sektor bankowy, jest teatrem jednego aktora – banków. W porównaniu z bankami, podmioty korzystające z ich usług i produktów, znajdują się w nieporównywalnie gorszym położeniu. Działając razem, banki są w stanie wytworzyć coś na kształt monopolu, narzucić określone rozwiązania całemu rynkowi, a pośrednio także regulatorowi tego rynku. Wyraźnie pokazała to sprawa kredytów waloryzowanych, gdzie banki narzuciły tysiącom kredytobiorców wadliwe zapisy w umowach kredytowych. Okazuje się jednak, że nie było to jedyne tego rodzaju działanie banków.

WIBOR – wskaźnik do zmiany?

Od wielu lat polski sektor bankowy proponuje zawieranie umów kredytowych w oparciu o oprocentowanie, na które składa się marża banku oraz stawka WIBOR. „Mało kto zastanawiał się kiedykolwiek, czym tak naprawdę jest stawka WIBOR” – mówi mec. Paweł Artymionek z OLC Kancelarii Radców Prawnych Artymionek & Citko - „Pracownicy banków zawsze przedstawiali ją jako oczywistość i nienegocjowalną część umowy. Okazuje się jednak, że banki wywierały wpływ na stawkę WIBOR, że mogły nią w sposób dowolny manewrować, zwiększając ją w zależności od własnych potrzeb”

Stawka WIBOR – co to takiego

WIBOR to skrót od Warsaw Interbank Offered Rate. Wskaźnik ten reguluje pożyczki pomiędzy bankami komercyjnymi. Innymi słowy wyznacza on procent, po którym banki gotowe są pożyczyć pomiędzy sobą pieniądze. Wskaźnik ten pozostaje zmienny – wartość WIBORu wyznaczana jest w każdy dzień roboczy. „W świadomości społecznej wykreowany został obraz WIBORu jako wskaźnika niezależnego od banków, powiązanego ze stopami wyznaczanymi przez Radę Polityki Pieniężnej.” – wyjaśnia mec. Paweł Artymionek„Nic bardziej mylnego! WIBOR ustalany jest na podstawie przekazanych przez banki informacji. Pozostaje więc zależny od tego, jakie informacje zostaną przekazane.” W praktyce, chociaż stopy procentowe określane przez Radę Polityki Pieniężnej mają wpływ na wysokość WIBORu, to jednak nie determinują one jego wysokości. Może on być od nich niższy lub wyższy.

Stawka WIBOR wyznaczana jest dla różnych okresów. Może to być np. okres trzech miesięcy – wtedy mówimy o WIBORze 3M lub sześciu miesięcy – wtedy mówimy o WIBORze 6M. Okresy te określają okres ewentualnej pożyczki udzielonej przez jeden bank drugiemu bankowi, więc odpowiednio pożyczki trzymiesięcznej lub sześciomiesięcznej. Wskaźnik WIBOR ON wyznacza wartość takiej pożyczki na jeden dzień (tzw. WIBOR overnight).

Gdzie leży problem? – sposób wyznaczania WIBORu

Z samej definicji wskaźnika WIBOR nie wynika żadna niepokojąca dla konsumenta okoliczność. Okazuje się jednak, że diabeł tkwi w szczegółach. Jak tłumaczy mec. Paweł Artymionek: „Wskaźnik WIBOR ustalany jest w ramach procesu zwanego „fixingiem”. Proces ten w uproszczeniu polega na zgromadzeniu informacji od banków o dokonanych transakcjach na rynku międzybankowym i określeniu na tej podstawie wysokości oprocentowania, po którym banki udzielały sobie pożyczek. Zależnie od liczby banków biorących udział w fixingu skrajne wartości oprocentowania są odrzucane. Do tego momentu wydaje się, że wskaźnik WIBOR spełnia warunki transparentności. Jak się jednak okazuje, nie do końca. „Problem polega na tym, że banki od dłuższego czasu nie pożyczają sobie wzajemnie żadnych środków. – kontynuuje mec. Paweł ArtymionekPrawdopodobnie banki nie mają takiej potrzeby, wobec ogromnej zyskowności prowadzonej przez nie działalności. W efekcie banki w pewnym momencie nie były w stanie pokazać żadnych dokonanych transakcji. Zamiast jednak wskazać na ten problem i zmienić sposób wyznaczania stawki WIBOR banki postanowiły, że przekazywać będą dane dotyczące hipotetycznych transakcji. Innymi słowy, banki deklarują z jakim oprocentowaniem byłyby w stanie pożyczyć środki innemu bankowi.”

Wskaźnik WIBOR nie jest więc wskaźnikiem realnym. Jest on jedynie hipotetyczny i opiera się na dowolności wszystkich banków biorących udział w procesie jego wyznaczania. Transakcje na rynku międzybankowym nie są bowiem praktycznie w ogóle przeprowadzane. Banki deklarują więc jedynie określone stawki procentowe, co pozostaje oderwane od praktyki rynkowej.„Fakt, że jakiś bank deklaruje, że zawrze umowę pożyczki z określonym oprocentowaniem nie oznacza, że znalazłby się podmiot, który taką pożyczkę chciałby uzyskać.” – wyjaśnia mec. Paweł Artymionek – „Banki mogą deklarować dowolne wartości oprocentowania, ponieważ wiedzą, że nikt takiej umowy z nimi zawrzeć nie będzie próbował. WIBOR wpływa bowiem w chwili obecnej praktycznie jedynie na wysokość oprocentowania kredytów i pożyczek udzielonych przez banki.”

Afera za aferą – likwidacja LIBORu

Należy podkreślić, że podobna sytuacja stała się przyczynkiem do likwidacji wskaźnika LIBOR. Okazało się, że banki nie prowadzą wymiany pieniężnej, która umożliwiłaby wyznaczanie tego wskaźnika. Wyszły zaś na jaw informacje wskazujące, że poszczególne banki londyńskie ustalały pomiędzy sobą wysokość oprocentowania w taki sposób, aby manipulować wysokością wskaźnika LIBOR.
W podobny sposób działa to w odniesieniu do wskaźnika WIBOR. Banki mają możliwość ustalenia jakiej wysokości oprocentowanie zostanie przez nie zadeklarowane, a co za tym idzie mogą ustalić jaki zysk osiągną w związku ze spłatą udzielonych przez nie kredytów i pożyczek.

Prosta droga do sądu

Wszystkie wyżej wskazane wątpliwości zdaje się zauważać coraz więcej podmiotów. Rząd Polski deklaruje zmiany w sposobie wyznaczania oprocentowania kredytów i pożyczek, pracując nad sposobem ulżenia kredytobiorcom. „Wszystko to przypomina sprawę kredytów waloryzowanych.” – zauważa mec. Paweł Artymionek – „W tamtej sytuacji również najpierw nastąpiła próba ratowania sytuacji przez Rząd poprzez wprowadzenie tzw. ustawy antyspreadowej. Jest to jednak próba mydlenia oczu kredytobiorcom. Prawda jest taka, że wprowadzeni zostali oni w błąd w trakcie udzielania kredytu.”

Jak wskazują prawnicy zajmujący się prawem bankowym, zapisy umów kredytowych odnoszące się do wskaźnika WIBOR należy analizować pod kątem ich niedozwolonego charakteru. Wskazuje się, że zapisy te są niejednoznaczne i nie pokazują tego w jaki sposób WIBOR w ogóle jest wyznaczany. Każdy bank dodatkowo samodzielnie ustalał sposób wyznaczania swojego wskaźnika WIBOR, wybierając określony dzień lub średnią z kilku dni wyznaczonego wskaźnika. Pracownicy banków nie tłumaczyli na czym polega WIBOR i że może wzrosnąć. Wręcz przeciwnie, często można było usłyszeć w banku, że kredyt należy brać teraz, dopóki oprocentowanie jego jest niskie. Jednocześnie symulacje zdolności kredytowej nie uwzględniały tego, że wskaźnik WIBOR może wzrosnąć. Szczególną uwagę zwraca na to mec. Paweł Artymionek: „Osoba uzyskująca kredyt na granicy swojej zdolności finansowej była więc z góry skazana na to, że w momencie wzrostu WIBORu nie będzie jej stać na spłatę raty kredytu.”

Co mogą zrobić kredytobiorcy, którzy w obecnej sytuacji nie mają środków na spłatę rosnących rat kredytów i pożyczek? Na szczęście szlak został przetarty przez sprawy kredytów waloryzowanych – wskazuje mec. Paweł Artymionek – „Coraz więcej kancelarii oferuje pomoc w zakresie walki z bankami o uznanie zapisów dotyczących wskaźnika WIBOR za abuzywne. Należy podkreślić, że banki nienależnie wzbogaciły się kosztem swoich klientów. Skutkiem uznania zapisów dotyczących wskaźnika WIBOR za abuzywne powinno być usunięcie ich z treści umowy. Efektem tego może być albo kontynuowanie umowy w oparciu o oprocentowanie równe jedynie marży wskazanej w umowie albo nieważność całej umowy. Do tego ostatniego skutku może dojść w sytuacji, w której sąd doszedłby do przekonania, że umowa nie może być kontynuowana po usunięciu z jej treści zapisów odnoszących się do wskaźnika WIBOR.”

Przed sądami rozpościera się więc wizja kolejnej próby – czy polskie sądownictwo stanie na wysokości zadania i w duchu prawa europejskiego udzieli ochrony konsumentom? Wydaje się, że jak najbardziej – zmiana zachodząca w sądownictwie pod wpływem spraw kredytów waloryzowanych przebiega powoli, jednak wskazuje na coraz większą świadomość sędziów w zakresie praw konsumenta. „Kredytobiorcy złotowi nie powinni się bać i nie powinni zwlekać.” – podkreśla mec. Paweł Artymionek – Nasza Kancelaria przyjmuje coraz więcej tego rodzaju spraw, a należy pamiętać, że im dłużej będzie się zwlekało z rozpoczęciem postępowania, tym później w sprawie zostanie wydany wyrok. Banki zaś dłużej będą korzystały z pieniędzy kredytobiorców, które powinny pozostać w ich portfelach.”

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Mamy frankowiczów, czas na WIBORowców – Czy kredytobiorcy złotówkowi pójdą do sądów? - Dziennik Zachodni

Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie