Mańka rozbroił Raków

Andrzej Zaguła
Porażka piłkarzy  Rakowa (niebieskie stroje)  z GKS Tychy oddaliła ich od ligowej czołówki
Porażka piłkarzy Rakowa (niebieskie stroje) z GKS Tychy oddaliła ich od ligowej czołówki Fot. Waldemar Deska
Raków - GKS Tychy 1:2

Raków dotkliwie przekonał się o tym, że gdy z jego składu wypadają kluczowi zawodnicy sportowa forma częstochowian idzie w dół. Wykorzystali to perfekcyjnie piłkarze GKS-u Tychy, którzy bez skrupułów ograli osłabionego rywala. Zwycięstwo gości znacznie podreperowało ich sytuację w tabeli. Z kolei Raków oddaliło od marzeń o awansie do I ligi.

Bohaterem potyczki był defensor przyjezdnych Maciej Mańka.

- W mojej piłkarskiej karierze, a właściwie karierce nie przypominam sobie kiedy lewy obrońca strzeliłby dwa gole. Wyczyn Maćka ocenić trzeba więc jako znaczący. W roli egzekutora wyręczył naszych piłkarzy z napadu. Nie ma co ukrywać, że mamy problem ze zdobywaniem goli przez napastników - cieszył się i zarazem nieco trapił szkoleniowiec GKS-u Mirosław Smyła, który przed meczem przewidywał, że ze stadionu przy ul. Limanowskiego może wywieźć komplet punktów.

Te przewidywania oparte były na racjonalnych przesłankach - wspomnianej absencji sztandarowych postaci Rakowa oraz - jak to określił Smyła - zalążku dobrej gry dostrzeganej przez niego w zmaganiach z Jarotą Jarocin.

W pierwszej odsłonie przyjezdni stworzyli przynajmniej trzy dogodne sytuacje pod bramką Rakowa. Tej najlepszej nie wykorzystał w 28 min Mateusz Wróbel, którego uderzenie głową wylądowało na poprzeczce.
Raków przypominał w tym okresie sennego rycerza, który nie bardzo ma pomysł na zwycięstwo w ważnej bitwie. Ale o dziwo to częstochowianie zdobyli pierwszego gola. Indywidualna akcję ładnym strzałem wykończył chwalony przez trenera częstochowian Leszka Ojrzyń-skiego za zaangażowanie w poprzednich pojedynkach Bartosz Gliński. W drugiej połowie Gliński zasygnalizował szkoleniowcowi kłopoty zdrowotne i musiał opuścić boisko.

Było to już po nieudanej pułapce ofsajdowej, gdy nieoczekiwanie oko w oko z Krzysztofem Pyskatym znalazł się Maciej Mańka i ze stoickim spokojem ulokował piłkę w jego siatce. Defensor Tychów w roli głównej wystąpił jeszcze raz. Dokładnie w 81 min, gdy po rzucie rożnym w ogromny zamieszaniu ponownie wepchnął piłkę do siatki gospodarzy.

- Tłok był straszny. Nawet nie wiem jak ta futbolówka wtoczyła się do bramki. Zawodnik GKS-u chyba uderzył ją kolanem - opowiadał o brzemiennej w skutkach sytuacji golkiper Rakowa Krzysztof Pyskaty.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie