Marek Kopel, czyli co zrozumiały Katowice. Bo reszta zapewne...

    Marek Kopel, czyli co zrozumiały Katowice. Bo reszta zapewne już swoje wie

    Marcin Zasada

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Marek Kopel, czyli co zrozumiały Katowice. Bo reszta zapewne już swoje wie
    Marek Kopel to solidny kandydat na szefa metropolii. I najlepszy z realnych wyborów „last minute” prezydentów Katowic i Zabrza. Czy jednak swoim promotorom jest w stanie zapewnić coś więcej ponad honorową porażkę, gdy 12 września samorządowcy wznowią metropolitalne obrady?
    Marek Kopel, czyli co zrozumiały Katowice. Bo reszta zapewne już swoje wie
    Pierwszy wniosek z dzisiejszej, niespodziewanej deklaracji prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik (zapowiedziała, że kandydatem m.in. Zabrza i Katowic na stanowisko przewodniczącego zarządu metropolii będzie nie Adam Ostalecki, a Marek Kopel, były prezydent Chorzowa) jest umiarkowanie optymistyczny.

    To znaczy prezydenci Katowic i Zabrza uświadomili sobie, że holowanie kandydata wojewody, nawet kompetentnego, ale odgórnie narzuconego, ze skromnym doświadczeniem samorządowym, to przyjście z nożem na strzelaninę.
    Kandydatura Kopla, nawet jeśli została uzgodniona czy zaakceptowana w PiS, przynajmniej stwarza pozory autorskiej, a do tego merytorycznej nominacji. Nie ma też obaw, czy samorządowiec z takim stażem będzie musiał wybijać się na niepodległość.

    A swoją drogą, Kopla w tej szerokiej dyskusji przyjęto z taką ulgą, że jeszcze nawet nie wypomniano, że jak dawno wygrał ostatnie wybory w swoim mieście i jak bardzo odpowiada za kondycję KZK GOP i takie projekty jak ŚKUP.

    Nie wiadomo, czy były prezydent Chorzowa będzie w ogóle w stanie odwrócić układ sił przed kluczowymi rozstrzygnięciami we władzach metropolii. Poparcie dla Kazimierza Karolczaka jest silne. W dodatku nawet dobre relacje Kopla z resztą czynnego środowiska samorządowego mogą nie wystarczyć do naprawy popsutych stosunków na linii Katowice – reszta dużych miast centrum aglomeracji.

    Wpływowi prezydenci metropolii pokazali Marcinowi Krupie swoje pretensje, gdy wczoraj uniemożliwili mu objęcie stanowiska przewodniczącego zgromadzenia. Trudno też wyobrażać sobie, że samorządowcy pokroju Zygmunta Frankiewicza czy Andrzeja Dziuby po prostu zostawią stronnictwo, które zbudowali, bo Katowice i Zabrze wreszcie wymyśliły sobie sensownego kandydata.

    Czy zatem Kopel może przeciągnąć na swoją stronę miasta, które dziś zagłosowałyby na Karolczaka? Niewykluczone. Ale co np. z tymi gminami, które dotychczas wahały się lub poparcie dla Ostaleckiego deklarowały z różnie pojętego przymusu? Automatycznie staną przy Koplu? To też nie jest takie pewne.

    Wreszcie, jak na finałowe decyzje wpłynie to, co wczoraj wydarzyło się na sesji zgromadzenia metropolii? Przedłużanie głosowania i przerwanie obrad wbrew woli większości to średnia zachęta do budowania jakichkolwiek kompromisów.

    Najciekawsze w tej rozgrywce będą ostatnie dni przed powrotem zgromadzenia metropolii do sali Sejmu Śląskiego. Przy wyrównanym stanie, komuś może przyjść do głowy, że przechodząc z jednego obozu do drugiego pod sam koniec, zyska najwięcej.
    Co na tym zyska metropolia? Tym, szanowni Państwo, jeszcze się nie przejmujmy.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ:
    Marek Kopel nowym kandydatem na szefa Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Kto popiera?
    Nie ma szefa metropolii. Był za to marny spektakl
    Twaróg o fiasku w metropolii: Zły dzień Krupy

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo