Marek Twaróg: Dukający Mike Tyson i inne nieszczęścia fajnej...

    Marek Twaróg: Dukający Mike Tyson i inne nieszczęścia fajnej przecież Polski

    Marek Twaróg

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Marek Twaróg: Dukający Mike Tyson i inne nieszczęścia fajnej przecież Polski
    Za sprawą Mike’a Tysona, upadłej gwiazdy zawodowego boksu i światowej popkultury w ogóle, odżyła dyskusja nad promowaniem polskiej marki. I znów więcej mówimy o budowaniu wizerunku za pomocą spotów, reklam, kampanii promocyjnych, odniesień do historii, dumnych powrotów do husarii i wypominaniu sąsiadom wszelkich zbrodni.
    Marek Twaróg: Dukający Mike Tyson i inne nieszczęścia fajnej przecież Polski
    A skoro więcej mówimy o tym, to jednocześnie mniej koncentrujemy się na tym, co naprawdę ważne: na codziennym, porządnym działaniu, przestrzeganiu prawa, szanowaniu innych nacji, rozumieniu solidarności europejskiej, budowaniu sojuszy międzynarodowych.

    Tyson wystąpił w spocie, który w założeniu ma pokazać męstwo powstańców warszawskich i wojenne bohaterstwo Polaków w ogóle. Jest Tyson - owszem - figurą powszechnie na świecie rozpoznawalną, w tym sensie rzeczywiście mógł ponieść wiadomość o powstaniu warszawskim po dalekich krajach, morzach i dolinach.
    Problem w tym, że nikt Tysona nie traktuje poważnie, gdy próbuje on eksplorować dziedziny inne niż boks, a i sam spot wyszedł - niestety - słabo. Tyson duka z promptera, co chwilę się zacina, wrażenie jest więc jedno - mistrz nie wie, o czym mówi, kazano mu przeczytać, to czyta. Przypomina lekko nieprzytomnego boksera, który tępo kiwa głową przy linach, gdy trener każe mu ostatni raz ruszyć do ataku.

    No i ten Tyson odgrzebał na powrót temat wizerunku Polski. Temat stary jak współczesny świat. Każdy wie, jak dobrze promuje się Austria czy Szwecja, a może nawet mała Słowenia, a stare przykłady Hiszpanii, która po Franco wyszła z cienia, każdy marketingowiec zna na pamięć. Tyle że dziś promocja Polski to już nie tylko oparte na mechanizmach marketingowych budowanie dobrego image’u. Tyson to reklama co prawda zapłacona przez prywatny polski koncern spożywczy, ale stworzona dokładnie w myśl idei, która przyświeca obecnej władzy. A ta idea wygląda tak, że budujemy wizerunek na roszczeniowości wobec innych, na wypominaniu innym krzywd, na wielkim powrocie do historii. Ot, „wstawanie z kolan” w pigułce.

    Budowanie wizerunku Polski edycja AD 2017-2018 wygląda więc tak, że Niemcom wypominamy wojenną pożogę, a aliantom bezczynność i porzucenie nas w potrzebie. Gdy dodamy do tego Izrael, któremu odmawiamy prawa do własnej wrażliwości historycznej, czy Holandię, której zawsze możemy się odgryźć, że zalegalizowała eutanazję, a poza tym wydała na świat polakożercę Timmermansa, a także antyeuropejskość polskich elit u władzy - widzimy, że tu nic nie może zadziałać.

    Wally Olins, guru w świecie budowania marek krajów, brał się też kiedyś za wizerunek Polski - doradzał nam, byśmy opracowali pozytywny przekaz, że tylko na pozytywie, życzliwości, pokazaniu się z najlepszej strony, Polska może coś wygrać. Bo ma potencjał, lecz nie ma twarzy. Nauka, jak widać, poszła w las i dziś pokazujemy Polskę dokładnie w odwrotny sposób.

    I można tylko zadać kilka pytań. Po cholerę uświadamiać świat, jacy byliśmy bohaterscy w wojnach i pożogach, skoro lepiej pokazać odwagę, którą mamy dzisiaj (polscy strażacy pomagający Szwedom)? Po cholerę odwoływać się do naszego kręgosłupa moralnego na przestrzeni dziejów, skoro lepiej pokazać, że wartości przestrzegamy dzisiaj (hołdując solidarności europejskiej, którą to zasadę dobrowolnie uznaliśmy w 2004 roku za swoją)? Po cholerę udowadniać całemu światu, że już w XVI wieku budowaliśmy zręby wspólnej Europy, skoro lepiej pokazać, że dzisiaj jesteśmy w stanie tę wspólnotę ratować (a nie podważać jej sens)? Po cholerę udowadniać naszą historyczną otwartość na inne wartości, nacje, religie, skoro lepiej dzisiaj pokazać, że ksenofobia, rasizm i wszelka nietolerancja są przez władze tępiona? Po cholerę podnosić, że to właśnie myśmy napisali konstytucję - pierwszą w Europie i drugą na świecie, co wie każde dziecko - skoro lepiej pokazać, że szanujemy dzisiejszą ustawę zasadniczą?

    Efekt takiej promocji Polski byłby lepszy niż po spocie z Tysonem i innych kampaniach z historią w tle.

    Nasza historia jest ważna. Ale wypadałoby, byśmy najpierw sami nauczyli się ją szanować i żyli według nauk, które nam podszeptuje, a dopiero potem pysznili się nią przed światem.

    PS Polecam rozważania Agatona Kozińskiego na temat poronionego pomysłu na promowanie marki Polski - czyli Polskiej Fundacji Narodowej -> Zmiany w Polskiej Fundacji Narodowej, czyli o sensie pudrowania trupa

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo