Milicjant strzelał w kopalni "Wujek" w plutonie specjalnym ZOMO. Złapali go w Chorwacji. Roman S. jest już w rękach polskiej prokuratury

TES, KS
Kopalnia Wujek
Kopalnia Wujek Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
Roman S. jest byłym funkcjonariuszem plutonu specjalnego ZOMO, zarzuca mu się, że w grudniu 1981 r. strzelał do górników w Kopalni "Wujek". Jak ustaliła Rzeczpospolita, poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania Roman S., został zatrzymany w Chorwacji i w czwartek wieczorem przekazany polskiej prokuraturze.

Jak ustaliła Rzeczpospolita, samolot z Romanem S. na pokładzie wylądował w czwartek wieczorem na lotnisku Okęcie w Warszawie. Były funkcjonariusz plutonu specjalnego ZOMO został zatrzymany w Chorwacji i przekazany polskiej prokuraturze. Wystawiono za nim Europejski Nakaz Aresztowania za udział w pacyfikacji w kopalni „Wujek" w grudniu 1981 r.

Według ustaleń gazety Roman S. został zatrzymany już 17 maja na granicy chorwackiej, podczas podróży na wakacje. Na wniosek polskiej prokuratury i IPN, 6 czerwca został wydany w ręce polskich śledczych. Jest podejrzewany o udział w pacyfikacji w kopalni „Wujek". Prokuratura dysponuje m.in. raportem o użyciu broni przez byłego ZOMO-wca.

Nie przegapcie

Wcześniej Roman S. ukrywał się na terenie Niemiec, zrzekł się też polskiego obywatelstwa. Europejskim Listem Gończym był poszukiwany od 2012 roku.

Czytaj również:
Wszyscy się bali, gdy strajkowała kopalnia Wujek ARCHIWALNE ZDJĘCIA, WIDEO, MAKIETA 3D

Pacyfikacja kopalni Wujek: Po 30 latach ujawnił się i mówi: Widziałem dramat na Wujku

Kopalnia Wujek 1981: Zomowcy zbyt szybko sięgnęli po broń. I poszli do więzienia

Zomowcy Roman S. (wcześniej Ratajczyk), a także Jan Prosowski z plutonu specjalnego ZOMO nigdy nie odpowiedzieli za pacyfikację kopalni Wujek w pierwszych dniach stanu wojennego. Wyjechali do Niemiec i otrzymali niemieckie obywatelstwo. Gdy katowicka prokuratura prowadziła śledztwo dotyczące śmierci dziewięciu górników, byli już nieuchwytni. Mimo starań strony polskiej nie objęły ich przepisy o ekstradycji. W Niemczech przestępstwa, które im zarzuciła polska prokuratura – udział w pobiciu górników z udziałem broni palnej – już się przedawniły.

Zobaczcie koniecznie

W Polsce obowiązuje wydane przez katowicki sąd postanowienie o ich tymczasowym aresztowaniu. Na tej podstawie list gończy wydał za nimi w 2004 roku prokurator katowickiego oddziału IPN. W Polsce bowiem czyny, które mieli popełnić, uznawane są za zbrodnię komunistyczną, dlatego nie są przedawnione. Obydwaj zomowcy są ścigani od 2012 rokuEuropejskim Nakazem Aresztowania.

Roman S., który w Niemczech przyjął nazwisko żony, bez wątpienia brał udział w tłumieniu strajków w kopalniach w stanie wojennym.

Pocisk, który ugodził górnika kopalni Manifest Lipcowy dzień przed pacyfikacją kopalni Wujek, mógł pochodzić z broni przypisanej m.in. do Romana S. Tak wykazały badania balistyczne.

Czy to właśnie Roman S. strzelał w Jastrzębiu? Nie jest pewne, bo według dokumentów katowickiego ZOMO tego dnia, kiedy milicja pacyfikowała kopalnię Manifest Lipcowy, Roman S. tłumił strajk w kopalni Staszic w Katowicach. Byli milicjanci robili wszystko, by zacierać za sobą ślady i wprowadzać organy ścigania w błąd.

W raporcie o zużyciu amunicji Roman S. przyznał się do oddania strzałów w kopalni Wujek. Czy to te strzały były śmiertelne - nie wiadomo. Sprawa śmierci górników była rozpoznawana trzy razy przez katowickie sądy, w latach 1993-2008, ale nigdy nie poznaliśmy, kto zabił.

Roman S. był starszym bratem Edwarda Ratajczyka, który służył w tym samym plutonie specjalnym ZOMO i odpowiadał przed sądem za śmierć górników z Wujka. Zmarł dzień przed tym, jak miał się stawić w więzieniu, by odbyć karę 3,5 roku pozbawienia wolności.

Bohdan Dzieciuchowicz o sosnowieckiej prowokacji Filipa Chajzera

TYDZIEŃ Informacyjny program Dziennika Zachodniego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Ginter
Bez sensu są takie wyroki - 3,5 roku za śmierć. To już chyba lepiej "szukać" ich do ich śmierci... Taki wyrok, to po prostu żenada! Nawet nie jest symboliczny, tylko żenujący właśnie. A tu? Potrzymają go w areszcie, bo wszystkie dowody opierają się na stwierdzeniach "być może" oraz "prawdopodobnie". Wystarczy, że koleś będzie milczał i co mu udowodnią? Bez sensu! Szkoda pieniędzy publicznych na takie "osądzanie".
Dodaj ogłoszenie