Młodzi wyjeżdżają, nie stać ich na życie na Śląsku. Stajemy się peryferiami Europy [DEBATA DZ]

Aldona Minorczyk-Cichy
Udostępnij:
Proces starzenia się społeczeństw, którego doświadczamy, jest w historii ludzkości zjawiskiem bez precedensu. Już teraz zaczynamy odczuwać pierwsze konsekwencje tych zmian, a w pełni doświadczymy ich w najbliższych dekadach. Mleko się rozlało, także w Śląskiem. Nie można zapobiegać czemuś, co się dokonało. Można jednak szukać sposobów na łagodzenie zjawisk i po prostu iść do przodu. Temu mają służyć badania prowadzone przez grupę naukowców z Uniwersytetu Śląskiego, a współfinansowane ze środków unijnych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Kilka dni temu opowiedzieli nam o nich podczas debaty w "Dzienniku Zachodnim". Naszymi gośćmi byli: prof. dr hab. Jerzy Runge, dr Sławomir Sitek, dr hab. Franciszek Kłosowski z Zakładu Geografii Społecznej oraz dr Anna Runge i dr Elżbieta Zuzańska-Żyśko z Zakładu Geografii Osadnictwa i Studiów Regionalnych. Oto zapis tej debaty.

Prof. Jerzy Runge:
Punktem wyjścia dla wielu badaczy jest to, co dzieje się na rynku pracy. Praca zawsze była tym elementem, który warunkował rozwój cywilizacyjny. W okresie kapitalizmu ta jej rola jeszcze bardziej się wzmogła. Widać to wyraźnie w naszym regionie, który miał surowce, i które to surowce były tu wydobywane i przetwarzane. To nasze pogranicze stało się jednym ze znaczących regionów gospodarczych Europy. Praca decydowała o zachodzących tutaj przemianach, chociaż wyjściowe zasoby ludzkie były tu niewielkie. Trzeba było je pozyskiwać z zewnątrz. W drugiej połowie XVIII wieku zaczął się napływ ludzi. Trwał do lat 80. XX wieku. Potem wyż powojenny z lat 50., który wszedł do gospodarki w latach 70., zaczął stopniowo przechodzić w wiek emerytalny. Część tej populacji spakowała walizki i wyjechała za granicę. Zajmowanie się rynkiem pracy, monitorowanie go jest bardzo ważne. W naszym dziewięcioosobowym zespole robimy to od lat. A tą najnowszą produkcją jest podsumowanie dużego projektu badawczego realizowanego w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego przy współpracy z Wojewódzkim Urzędem Pracy. To nie tylko próba diagnozowania rynku pracy, to także próba wskazania, co dalej należy zrobić i próba skonstruowania pewnego narzędzia.

Prof. Runge podkreśla, że w badaniach wykorzystano nie tylko dostępne dane statystyczne, ale też przeprowadzono badania ankietowe wśród samorządowców i przedsiębiorców.

- Dla nas istotne było także to, jak oni widzą problemy rynku pracy na poziomie gminy, mieszkańców, firmy. Jak oni funkcjonują, z jakimi problemami się borykają - podkreślił prof. Runge.

Materiały z badań w formie publikacji książkowej i programu komputerowego (narzędzia monitoringu zmian gospodarczych i rynku pracy) trafiły do samorządów. Czy będą potrafiły wykorzystać to, co dostały do ręki?

Prof. Jerzy Runge:
Zorganizowaliśmy spotkania. Zostaliśmy też zaproszeni na posiedzenie Sejmiku Śląskiego. Jakie będą dalsze efekty działań samorządów, zobaczymy. Diagnoz mamy sporo. A nasze badania wychodzą dalej. Pokazują działania, jakie należy podjąć.

Dr Anna Runge:
Skala sytuacji demograficznej nie jest do końca właściwie oceniona. Klęska demograficzna, do której doszło w latach 90., trwa nadal. Od rynku pracy w II połowie lat 90. jak piłeczka odbiło się pokolenie wyżowe urodzone w latach 70. i 80. Zachęcaliśmy tych ludzi, aby się kształcili. Mieliśmy fantastyczny kapitał: młodych, wykształconych ludzi. Ale oni nie dostali tutaj pracy, więc wyjechali za granicę. Oni powinni być potencjalnymi rodzicami.

I zostali nimi, ale w Niemczech, Włoszech i w Wielkiej Brytanii, a nie u nas.

Dr Anna Runge:
Niestety, tak. Kraje zachodnie dostały od nas fantastyczny dar i jeszcze kręcą nosem. Przykład to brytyjski premier David Cameron. Prezydent Komorowski nie tak dawno zachęcał Polki i Polaków do podnoszenia poziomu urodzeń, ale to nie wystarczy. Czy mamy teraz rodzić nowe pokolenie, kształcić je, a za 20 lat znowu nie mieć mu nic do zaoferowania? To wymywanie kadr. Staniemy się w ten sposób peryferiami Europy.

Jak można zaradzić temu zjawisku?

Dr Anna Runge:
Recepta jest prosta, ale trudna do realizacji. Trzeba pamiętać, że po pierwsze - już teraz musimy dać pracę rodzicom, aby mieli za co utrzymać dzieci. A potem zapewnić pracę także tym dzieciom, kiedy dorosną. Już w PRL-u było wiadomo, że praca, a w drugiej kolejności mieszkanie - to warunki, które trzeba spełnić. To mało, a jednocześnie tak dużo i tak trudne. Trzeba prowadzić politykę prorodzinną na przyszłość. Ale póki co, błagam, zróbmy coś, aby zatrzymać tę młodzież, która jeszcze tu jest. Stwórzmy programy, które ułatwią jej wkroczenie na rynek pracy. Nie zatrzymujmy na tym rynku na siłę ludzi do 67. roku życia. Już teraz w Katowicach jedna czwarta ludności to osoby powyżej 65 lat. Jakie to są perspektywy dla rozwoju gospodarczego? Kto będzie rozwijał działalność gospodarczą, tworzył nowe firmy? W XIX-wiecznej Anglii, która była pionierem rewolucji przemysłowej, aż 70 proc. sukcesu pochodziło nie z węgla, żelaza, tylko z ludzi. Ludzie to kapitał, który właśnie tracimy.

Prof. Jerzy Runge:
Już przedsiębiorcy działający w XIX i XX wieku na Górnym Śląsku wiedzieli, że trzeba dbać o pracowników. Kiedy zaczęła się emigracja narodów do Ameryki, stworzyli osiedla robotnicze: Nikiszowiec i Giszowiec, aby część młodych ludzi zatrzymać. I częściowo im się to udało. Co my dzisiaj jesteśmy w stanie zaoferować młodym ludziom?

Dr Anna Runge:
Aby chcieć założyć rodzinę, trzeba mieć jakąś perspektywę, a tej młodzi ludzie obecnie po prostu nie widzą. Trzeba sobie uświadomić, że aby populacja odtwarzała się w stosunku 1:1, to każde małżeństwo powinno mieć dwójkę dzieci. Tymczasem poziom dzietności w kraju jest dużo mniejszy. Jedno dziecko w rodzinie oznacza, że kolejne pokolenie będzie o połowę mniej liczebne.

Młodzi ludzie dzisiaj mogą liczyć tylko na siebie. Dopóki to się nie zmieni, nie wyjdziemy z impasu. 1000 zł becikowego to za mało, aby założyć rodzinę i rodzić dzieci.

Dr Anna Runge:
Trzeba systemowych rozwiązań. Nasze państwo nie jest państwem opiekuńczym, musimy sobie sami radzić. Ale to minimum ze strony państwa musi być spełnione. Jak funkcjonuje biznes w odniesieniu do ludzi, których zatrudnia? Firmy tną koszty pracy. Za taką samą pracę na Zachodzie można dostać nawet czterokrotnie więcej. No i brakuje stabilizacji. Rachunek dla młodych ludzi jest prosty. Trzeba stąd wyjechać.

Dr Elżbieta Zuzańska-Żyśko:
Na to nakładają się pewne zmiany cywilizacyjne. W Niemczech wynagrodzenia są wyższe, a też rodzi się mało dzieci. Tutaj odzywa się pewna wygoda. Czym innym jest wiązanie końca z końcem, a czym innym styl życia. Ludzie nie siedzą już w domu. Poznają świat. Są zmiany cywilizacyjne, których nie powstrzymamy. Nasz region nie jest też już tym miejscem, który przyciąga. Teraz odchodzimy od przemysłu. Trudno już znaleźć tutaj miasto przemysłowe. Na pewno nie są nim Katowice czy Sosnowiec. Dodatkowo pokutuje tutaj utrwalony przez lata negatywny wizerunek. Ciągle postrzegają nas przez pryzmat kopalnianych szybów. Młodzi ludzie z reszty kraju jadą nie do nas, ale do Warszawy, Krakowa, Poznania. Nie jesteśmy dla nich magnesem.

Dr Sławomir Sitek:
W ramach badań został opracowany program komputerowy. Pozwala porównywać ze sobą powiaty w różnych konfiguracjach, a także porównywać je do średniej wojewódzkiej i krajowej. Pokazuje, gdzie dany problem występuje, gdzie jest najbardziej poważny. Zawiera on najbardziej aktualne dane, jakie zdołaliśmy pozyskać, ale też istnieje możliwość ich aktualizowania, wprowadzania nowych. Ten program to narzędzie interaktywne. Każdy samorządowiec może sprawdzić pozycję swojego powiatu, to, czy nie odstaje w jakiejś dziedzinie. Te materiały otrzymały wszystkie samorządy, urzędy pracy i mogą z nich korzystać.

Prof. Runge:
Poprzez badania ankietowe staraliśmy się zobaczyć, jakie są wzorce aktywności gospodarczej na lokalnych rynkach pracy. Zobaczyć, komu się udało, w jakim zakresie i co o tym zadecydowało.

Które z przebadanych przez Państwa gmin możemy nazwać liderami zmian?

Dr Elżbieta Zuzańska-Żyśko:
Nie było możliwe przebadanie wszystkich gmin. Musieliśmy się skupić na wybranych. Rzeczywiście, są pewne miejsca sukcesu, które można podpatrywać. Sprawdzać, dlaczego im się udało. Takim pozytywnym przykładem jest gmina Koziegłowy. Jej mieszkańcy wyspecjalizowali się w produkcji choinek. Otrzymali wsparcie, informację i się udało. Dobry przykład to też gmina Ustroń. Wszyscy kojarzymy ją głównie z uzdrowiskiem. Tutaj czynnikiem rozwoju jeszcze w czasach PRL-u była decyzja polityczna o ulokowaniu tam szpitala przyrodoleczniczego. Wtedy ta gmina miała też funkcje przemysłowe, działała tam huta. To stało ze sobą w sprzeczności. W pewnym momencie ktoś mądrze zdecydował, aby postawić na funkcję sanatoryjną. Powstało wiele miejsc pracy. Warto też pamiętać, że właśnie w Ustroniu siedzibę ma firma MOKATE. Dzięki temu choć Ustroń jest w grupie miast małych, to jego rynek pracy jest już w grupie średnich. Tam pracuje co druga osoba. To wyjątkowa gmina.
Lepiej radzą sobie duże ośrodki czy małe?
Dr Elżbieta Zuzańska-Żyśko:
Nie ma reguły. Choć da się zauważyć, że większe problemy są tam, gdzie jest jeszcze stara struktura rynku pracy, gdzie funkcjonują kopalnie.

Dr hab. Franciszek Kłosowski:
Monofunkcyjność przysparza problemów. Przykład to Bytom. Z pięciu kopalń została jedna. Były dwie huty, nie ma żadnej. Rynek pracy się skurczył. Nie powstaje nic nowego. Kiedy popatrzymy na dane statystyczne, to krzywa rośnie, otwierają się tam i w całym województwie śląskim nowe firmy. Problem jest inny - zmienia się ich struktura. Maleje liczba dużych podmiotów (powyżej 250 pracowników). Przybywa mikrofirm (do 9 zatrudnionych). Bytom jest przykładem, gdzie wiele dużych zakładów zlikwidowano. Strefy ekonomiczne świetnie działają w Tychach, Gliwicach, Bielsku-Białej. Te miasta pod względem poziomu bezrobocia wyglądają korzystnie. Bytom na taką strefę się nie "załapał". Miasto nie miało odpowiednich obszarów, a te, którymi dysponowało, nie były atrakcyjne dla inwestorów ze względu na szkody górnicze. Kilka lat temu w Bytomiu otwarto galerię handlową. Po pół roku wiele ze sklepów nie było obsadzonych. Społeczeństwo zubożało. Handlowcy nie są w stanie zarobić na opłaty.

W podobnej sytuacji są też Świętochłowice.

Dr hab. Franciszek Kłosowski:
W podobnej, ale jednak lepszej. Tam sytuacja się poprawiła. To małe miasto. Ze wszystkich stron otoczone przez inne miasta. Tak jak w przypadku Chorzowa infrastruktura techniczna, mieszkaniowa jest stara.

Prof. Jerzy Runge:
Jest też pewna grupa miast, rynków pracy, która co prawda dzisiaj może nie notuje takiej skali problemów jak Bytom, ale w pewnej perspektywie coś im grozi. To miasta, które w latach powojennych pokazywaliśmy jako wzór dobrego zamieszkania, dobrych warunków: Tychy, Dąbrowa Górnicza, Jastrzębie-Zdrój, Żory. Te miasta już przeżywają, albo w bliskim okresie czasu czeka je proces szybkiego starzenia. Do tego dochodzi monofunkcyjność rynku pracy. Jastrzębie rok temu obchodziło hucznie 50-lecie. Niestety, przed tym miastem stoją poważne problemy. Tam struktura gospodarcza jest oparta o jedną działalność: kopalnie. Tychy jeszcze jakoś funkcjonują w oparciu o fabrykę Fiata, ale przecież w ostatnich latach ta firma przeżywała trudności, zwalniała ludzi. Co jeśli Fiat się z tego miasta wycofa?
Dr Sławomir Sitek:
Katowice to najbardziej prężny rynek pracy. To aż 275 tysięcy pracujących. Na jedną osobę wyjeżdżającą z Katowic do pracy do innego miasta przypada aż osiem tam przyjeżdżających. Na drugim miejscu jest Bielsko-Biała z wynikiem 1:5. Co ciekawe, nawet miasta konurbacji katowickiej są pod tym względem mocno zróżnicowane. Dodatnie saldo przyjeżdżających oprócz Katowic mają Gliwice. Ale szereg miast: na przykład Ruda Śląska czy też Sosnowiec mają to saldo już ujemne. Inna sytuacja jest w Jastrzębiu-Zdroju i Rybniku. To są bowiem obszary pracy najemnej. W Jastrzębiu dzięki Jastrzębskiej Spółce Węglowej są najwyższe średnie zarobki w województwie, ale jednocześnie bardzo niski poziom aktywności gospodarczej. Nie ma potrzeby zakładania firm. Tam dla dobra rynku pracy taką aktywność warto wywołać. Póki co złota kura, czyli kopalnie, znosi te swoje złote jajka. Ale co będzie, kiedy ich zabraknie. Różnorodność w gospodarce jest wskazana.


*Najlepsze prezenty na Walentynki DLA NIEGO I DLA NIEJ
*Rodzice małej Lilki mówią o błędach lekarskich [WIDEO + KOMENTARZE]
*Jaki akumulator wybrać? Który najlepszy i najtańszy? ZOBACZ TUTAJ
*Urlop macierzyński i urlop rodzicielski 2014 [ZASADY I TERMINY]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska będzie potentatem zielonego wodoru?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czy to wazne
Z dogorywajacej Polski juz sie nieda nic zrobic profesorki!!!!!!Nie macie juz nadczym debatowac Polska juz upadla.
k
krzyś- NIE Leming
PO rządzi PO radzi PO z zrobionego przez siebie BAJZLU NAS I TAK NIE WYPROWADZI !!!
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie