Morderstwo policjanta w Raciborzu. To nie Michał Kędzierski, a partner byłej kobiety Radosława Ś. miał zginąć? Mężczyźni byli w konflikcie

Piotr Chrobok
Piotr Chrobok
Rozprawa przeciwko Radosławowi Ś. w sądzie w Rybniku. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Rozprawa przeciwko Radosławowi Ś. w sądzie w Rybniku. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Piotr Chrobok
Radosław Ś. oskarżony o zabójstwo policjanta, asp. Michała Kędzierskiego nie zamierzał zabić jego, a z broni, z której padły śmiertelne strzały miał zginąć partner jego byłej konkubiny? Taki obraz wyłania się z zeznań 68-letniego partnera byłej kobiety Ś. Mężczyźni mieli być skonfliktowani. W trakcie jednego ze spięć, Ś. miał grozić 68-latkowi śmiercią. Na takie prawdopodobieństwo wskazują też odczytane przez sąd podczas pierwszej rozprawy zeznania Radosława Ś. - Chciałem go skrzywdzić (partnera byłej konkubiny - przyp. red) - brzmiał ich fragment.

Spis treści

Radosław Ś. oskarżony o morderstwo policjanta ponownie przed sądem

Rybnicki Sąd Okręgowy po ponad miesięcznej przerwie wznowił przewód sądowy przeciwko oskarżonemu Radosławowi Ś. 41-letni mężczyzna jest oskarżony w sumie o sześć przestępstw, w tym o morderstwo policjanta - asp. Michała Kędzierskiego - na służbie, a także o usiłowanie zabójstwa kolejnych mundurowych, którzy interweniowali względem niego w maju 2021 roku w Raciborzu.

W sądzie stawili się kolejni świadkowie. Rozprawa po raz kolejny rozpoczęła się z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Tym razem nie było to jednak podyktowane spóźnieniem konwoju z oskarżonym, który na sali rozprawił pojawił się o czasie, a spóźnieniem obrońcy 41-latka.

Ś., tak jak na poprzednie rozprawy wszedł z uśmiechem na twarzy. Uśmiechy posyłał w kierunku obecnych podczas rozprawy żony i matki. Próbował się z nimi porozumiewać. Chętnie rozmawiał ze swoim obrońcą. Zagadywał też do policjantów z konwoju, którzy go doprowadzili.

Była konkubina Ś. nie chciała zeznawać. Zrobił to jej obecny partner

Jako pierwsza podczas rozprawy zeznania miała składać była partnerka Radosława Ś., Izabela. Kobieta wniosła jednak do sądu o możliwość odmowy ich złożenia. Była konkubina Ś. tłumaczyła, że nie chce zeznawać, gdyż jest matką syna oskarżonego. Sąd przyjął odmowę 49-latki.

- Sąd postanawia zwolnić świadka ze składania zeznań, zważywszy na fakt, iż jest ona matką dziecka oskarżonego i fakt składania zeznań mógłby doprowadzić do konfliktu sumienia - zadecydowała sędzia Grażyna Suchecka.

Obszerne zeznania złożył natomiast jej obecny partner. Mężczyzna miał być skonfliktowany z oskarżonym. Z zeznań Ś. odczytanych w czasie pierwszej rozprawy wynika nawet, że to obecny partner jego byłej konkubiny miał paść ofiarą jego agresywnego zachowania. Jak się okazuje, między mężczyznami doszło też do poważnego spięcia.

- Jeżeli chodzi o ten zatarg z oskarżonym, to nie pamiętam dokładnie kiedy to było. Na pewno na krótko przed zabiciem policjanta. Ja jechałem ulicą Słowackiego w Raciborzu, oskarżony jechał z przeciwnej strony. Zauważyłem, że zawrócił i zaczął za mną jechać. Podjechałem pod klatkę i on myślał, że ja będę uciekał, ale miałem w aucie gaz i pałkę teleskopową. On wyszedł z auta i zaczął do mnie krzyczeć: "Ty ch..., moją babę ru...". Ja ruszyłem w jego stronę. Gdy oskarżony zauważył, że mam gaz, pałkę wskoczył do samochodu i odjechał. Potem nie miałem z oskarżonym żadnej styczności - relacjonował mężczyzna, który podczas wcześniejszego przesłuchania w prokuraturze powiedział, że Ś. groził mu śmiercią.

Jak dodał 68-latek, nie było to pierwsze starcie pomiędzy nim a Radosławem Ś. - Wcześniej były takie drobne zastraszenia z jego strony, typu "ja cię uderzę", ale nie brałem tych spraw pod uwagę - przyznał, dodając, że konflikt jego zdaniem wynikał z tego, iż spotykał się on z Izabelą, byłą partnerką Ś.

- Na początku Izabela bała się ze mną spotykać. Bała się co będzie, jak oskarżony się dowie, że ona się ze mną spotyka. Nie wiem, może on sobie ustalił, że Izabela to jest jego własność, tak sobie myślę - domniemywał.

68-latek mówił przed sądem, że Radosława Ś. poznał jeszcze zanim zaczął spotykać się z jego byłą konkubiną. Podkreślał jednak, że z oskarżonym, choć byli na "ty", nie byli kolegami. Obecny partner byłej konkubiny Ś. odniósł się również do swoich relacji z synem 41-latka, które według relacji Ś. nie miały się dobrze układać.

- Jeżeli chodzi o dziecko oskarżonego, to było mu dobrze. Jeździł z nami na wczasy, do mojej siostry nad morze, na zimowiska, gdzie tylko była możliwość - wyjaśniał mężczyzna.

To zresztą nastolatek miał ostrzec partnera swojej matki przed własnym ojcem 4 maja 2021 roku. 68-latek nie miał zbyt wiele do powiedzenia na temat tego, co się wówczas wydarzyło. Wiedział natomiast, że Ś. miał tego dnia pojawić się pod jej domem.

- Wiem od Izy, że Radek (oskarżony - przyp. red) był pod jej blokiem rano. Jechał za nią samochodem, gdy jechała do pracy, nic więcej na ten temat nie wiem. O strzelaninie poinformował mnie dopiero jej syn. Powiedział: "Marcin nie wychodź z domu, bo on (jego ojciec - przyp. red) chyba cię szuka, a była jakaś strzelanina" - zeznawał 68-latek.

Mężczyzna, od którego Ś. wynajmował dom w Siemoni: "nie wiedziałem o uprawie konopi"

Przesłuchiwany przed sądem w sprawie Ś. był także 47-latek, od którego oskarżony wraz z żoną wynajmowali dom w Siemoni k. Będzina. Mężczyzna składał zeznania nie tyle w sprawie morderstwa policjanta, co hodowli marihuany, o której założenie w jego domu oskarża się Radosława Ś. Jak zaznaczył mężczyzna, nie miał on wiedzy na ten temat.

- Nic nie wiedziałem o tej uprawie konopi - podtrzymał przed sądem mężczyzna, który niewiedzę w tym zakresie deklarował już podczas przesłuchań na wcześniejszym etapie postępowania.

Właściciel domu, który wynajmowało małżeństwo Ś., tłumaczył to faktem, że w ogóle w nim nie bywał. Zwiększone rachunki za energię elektryczną też nie wydawały mu się dziwne, zwłaszcza, że awarii uległo centralne ogrzewanie. Ten fakt potwierdził już osobiście.

- Rzeczywiście było tak, że ten piec się popsuł, nie dało się w nim palić. Pojechaliśmy nawet do Piekar Śląskich za piecem, żeby go wymienić, ale nie udało nam się. Chyba nie było takiego na stanie albo był też za drogi - zeznawał mężczyzna i dodał, że ponieważ nie udało się kupić nowego pieca, Ś. uznał, że dom będzie ogrzewał elektrycznymi grzejnikami.

- Mniej więcej od czasu, gdy zepsuł się piec, zauważyłem, że był zwiększony pobór prądu. Te rachunki były na poziomie tysiąca złotych. Nie pamiętam ile wynosiły, zanim rozciekł się piec. Początkowo nawet nie jeździłem spisywać liczników. Oskarżony podawał mi je telefonicznie. Ale ponieważ kiedyś mnie oszukał, przyszedł duży rachunek za prąd, zacząłem jeździć - tłumaczył przed sądem.

Mężczyzna dodał jednak, iż umieszczenie liczników było takie, że nie było konieczności wchodzenia do domu, żeby je odczytać. W czasie gdy małżeństwo Ś. wynajmowało od niego dom - było to przed ponad rok, od lutego 2020 do czasu zatrzymania mężczyzny - 47-latek wewnątrz był tylko kilka razy.

- Spisywałem tylko liczniki. Byłem raz zobaczyć pokój na dole, oskarżony pokazywał, jak go zrobił. A raz też byłem w środku, oskarżony pokazywał, jak dziecko grało na konsoli - oświadczył przed sądem mężczyzna.

Zeznania kolejnych świadków strzelaniny

Pomiędzy zeznaniami obecnego partnera byłej konkubiny Ś., a wyjaśnieniami mężczyzny, od którego oskarżony wraz ze swoją żoną, a także po zeznaniach tego drugiego, przed sądem na temat okoliczności zdarzenia mówili świadkowie strzelaniny przy ul. Chełmońskiego. Były to w sumie cztery osoby. Wśród nich starsze małżeństwo, a także młody funkcjonariusz straży granicznej.

Wszyscy, jak zgodnie mówili, nie widzieli samego początku strzelaniny. Z okien swoich mieszkań oglądali natomiast jej dalszy przebieg, po tym, jak usłyszeli strzały.

- Usłyszałam jakby huk petardy, byłam zdziwiona. Za moment usłyszałam jakby dwa strzały. Wyszłam na balkon. Wtedy zobaczyłam mężczyznę, który leżał po drugiej stronie drogi. Zauważyłam też mężczyznę, który leżał na ulicy i trzymał się za nogę - zeznawała jedna z mieszkanek bloku przy ul. Chełmońskiego.

- Zbierałem się wtedy do pracy. Usłyszałem strzał, wiedziałem, że to był strzał z broni palnej. Chodząc na uczelnię, miałem zajęcia na strzelnicy. Tych strzałów było sporo. Była wymiana ognia pomiędzy sprawcą a funkcjonariuszami. Nie pamiętam ile tych strzałów mogło paść - relacjonował z kolei inny z powołanych świadków.

Przeciwko Ś. było już pięć rozpraw. I będą kolejne

W sprawie przeciwko oskarżonemu Radosławowi Ś. odbyło się już w sumie pięć rozpraw. W trakcie procesu zeznawała już m.in. żona 41-latka, a także biorący udział w tragicznej interwencji policjanci. Zeznania złożyła również część świadków. Sam oskarżony odmówił składania wyjaśnień, dlatego podczas pierwszej rozprawy sędzia odczytała jego zeznania, które ten składał podczas przesłuchań.

Terminy kolejnych wyznaczono już na przyszły rok. Przed sądem Ś. stanie ponownie w lutym 2023 roku. Do tego czasu będzie przebywał w areszcie, który podczas poprzedniego posiedzenia sądu przedłużono mu o kolejne trzy miesiące, do 10 lutego 2023.

W tym terminie, mają zostać przesłuchani ostatni świadkowie. Później, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie zostaną wygłoszone mowy końcowe. Po nich natomiast zapadnie wyrok.

Wciąż nie wiadomo jednak, co z obserwacją psychiatryczną, o którą zawnioskował obrońca oskarżonego. Zdaniem sądu byłaby ona wskazana, ponieważ podczas wcześniej obserwacji biegli nie dysponowali całością akt.

- Już chociażby z tego względu istnieje konieczność uzupełnienia opinii - zauważyła sędzia Grażyna Suchecka, dodając jednak, że z wnioskiem o ponowną obserwację psychiatryczną Ś. musieliby wystąpić biegli.

Radosław Ś. przyznał się do zabójstwa, ale nie do wszystkich zarzutów

Jak mówił Ś., 4 maja, kiedy zastrzelił Michała Kędzierskiego "wszedł w niego diabeł". - Żałuję tego, co się wydarzyło. Nie chciałem nikogo skrzywdzić. Gdybym mógł cofnąć czas... - mówił podczas jednego z przesłuchań.

Jednocześnie przyznał się do zabójstwa, a także m.in. prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. 41-latek nie zgadza się z oskarżeniem dotyczącym usiłowania zabójstwa pozostałych policjantów, którzy brali udział w feralnej interwencji. Ś. kwestionuje także oskarżenie dotyczące uprawy marihuany.

Prokuratura zarzuca mu, że hodował ją od października 2020 roku, podczas gdy Ś. utrzymuje, że plantację założył później - w marcu 2021 roku. Jak mówił, sam nie wie, czy narkotykami zamierzał handlować, czy też hodować je na własny użytek.

Ś. leczył się psychiatrycznie. W przeszłości był już karany

Radosław Ś. to 41-latek ze średnim wykształceniem. Przed zabójstwem pracował "na czarno" jako dekarz. Przebywał również w Holandii, z której wrócił na początku pandemii koronawirusa, wówczas zamieszkał w Siemoni.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie, przyjmował leki, był pod obserwacją lekarza psychiatry. W przeszłości karano go za przestępstwa związane z narkotykami. Za zabójstwo policjanta, mł. asp. Michała Kędzierskiego grozi mu dożywocie.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ustawa o wyrównywaniu szans w przygotowaniu - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie