Nakazy usunięcia odpadów pozostały na papierze, szlam nie ma właściciela

Monika Ziółkowska
Mieszkańcy  chcą, by szlam zawierający fluorek jak najszybciej zniknął z okolic Bzowa
Mieszkańcy chcą, by szlam zawierający fluorek jak najszybciej zniknął z okolic Bzowa Monika Ziółkowska
Żółty szlam zawierający fluorek wapnia wciąż zalega w kamieniołomach w okolicy Bzowa. Od kilku miesięcy gmina Zawiercie bezskutecznie usiłuje wydać nakaz usunięcia tych odpadów. Nie udaje się, bo wydane do tej pory decyzje zostały zaskarżone przez adresatów. Powód jest ciągle ten sam: wskazanie niewłaściwej firmy w urzędowych decyzjach.

Mieszkańcy są zdeterminowani i żądają wyjaśnień. W czwartek wieczorem spotkali się z przedstawicielami władz Zawiercia. Pocieszające w tej sprawie jest tylko jedno: ostatnie, styczniowe badania ujęć wodnych w okolicy nie wykazały ich skażenia fluorkiem wapnia.

Mieszkańcy są bardzo czujni i reagują na każdy większy ruch na terenie kamieniołomów. Strażnicy miejscy często tu przyjeżdżają, bo zawiadamiają ich ludzie zaniepokojeni kolejnymi transportami wielkich ciężarówek. Boją się, że znów lądują tu odpady.

- Fotografujemy, monitorujemy wszystko co się tam dzieje. Widzimy, że żółty szlam jest powoli mieszany z ziemią i przysypywany. Tymczasem miał być wywieziony. Chcemy wiedzieć dlaczego. Jak tak dalej pójdzie, to całe to świństwo trafi pod warstwy ziemi - denerwował się podczas spotkania Stanisław Janus, przedstawiciel mieszkańców Bzowa.

Odpady, na bazie fluorku wapnia, którym z niepokojem przyglądają się mieszkańcy już prawie zniknęły z ich oczu. Niestety nie zostały zebrane i wywiezione, ale prawdopodobnie wymieszane z ziemią na dnie kamieniołomu. Choć gmina Zawiercie wydała decyzję o jego natychmiastowym usunięciu. Tak się nie stało, bo firma Eko-Harpoon (która prowadziła tam rekultywację) skutecznie się od niej odwołuje.

- Zgodnie ze swoimi kompetencjami wydałem decyzję nakazującą usunięcie tych niebezpiecznych odpadów - wyjaśniał podczas spotkania z mieszkańcami Mirosław Mazur, prezydent Zawiercia.

- Od tej decyzji firma się odwołała. 7 lipca ubiegłego roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło naszą decyzję, uzasadniając to tym, że wskazany przez nas przedsiębiorca nie jest legalnym posiadaczem odpadów. To kłóciło się z naszą logiką, ale niestety jest zgodne z prawem administracyjnym. Właściciele firmy Eko-Harpoon stwierdzili bowiem, że odpady zostały przywiezione bez ich wiedzy i pozwolenia.
Po pierwszym niepowodzeniu gmina wydała kolejną decyzję. Tym razem nakazując wywóz odpadów firmie "Zielony Śląsk", która według właścicieli firmy Eko-Harpoon, przywiozła je do kamieniołomu.
Ta druga decyzja została wydana 14 listopada.

- Trwało to tak długo, ponieważ, chcieliśmy, żeby decyzja nie była łatwa do zaskarżenia - zaznacza prezydent. - Niestety, tak się jednak stało i 9 lutego zwrócono nam ją do ponownego rozpatrzenia. Ta rozbieżność czasowa między jedną, a drugą decyzją powoduje, że nie możemy podejmować kolejnych kroków, tylko przepychamy się z różnymi pismami.

Obecnie władze miasta starają się ustalić faktycznego właściciela odpadów, bo zarówno Eko-Harpoon, jak i "Zielony Śląsk" twierdzą, że nie należą do nich.

- Stworzyliśmy konsorcjum trzech firm, z których jedna odpowiedzialna była za transport, druga, z Mikołowa mieszała odpady z kamieniem górniczym, a my wykorzystywaliśmy go do rekultywacji terenów. Kompozyt sprzedaliśmy także firmie Eko Harpoon - mówi Marek Szadurski, prezes "Zielonego Śląska". - Podkreślam jednak, że to odpady, które nie są szkodliwe dla środowiska. Potwierdzają to dziesiątki badań.

Właściciele firmy Eko-Harpoon Technologie Ekologiczne podkreślają, że zostali oszukani i odpady przywieziono bez ich zgody.

- Mamy pewne przypuszczenia, że nie trafiał do nas właściciwy kompozyt, choć mieliśmy zapewnienia, że tak było - zaznacza Mirosław Kostrzewa, prezes Eko-Harpoon Technologie Ekologiczne.

Jak fluorek trafił do kamieniołomu

Ekologiczna bomba wybuchła w 2008 roku.
30 marca, do kamieniołomu po byłej Cementowni Wiek oraz na tereny położone w sąsiedztwie bytomskiego centrum handlowego, zwieziono nielegalnie około 120 ton groźnego dla środowiska fluorku wapnia. Chemikalia odkryli śląscy policjanci. Niebezpieczne odpady, które przez kilka miesięcy skrycie zakopywano w wyrobisku, pochodziły z zakładów chemicznych Bonarka w Krakowie. Na terenie, gdzie zwieziono odpady, spółka Eko- Harpoon prowadziła rekultywację. Nie została ona zakończona. Żóły szlam z fluorkiem wapnia miał zostać usunięty w maju ubiegłego roku. Wcześniej decyzję o zakazie zwożenia szlamu wydało Starostwo Powiatowe. 15 kwietnia cofnięto pozwolenie na rekultywację terenu. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Zawierciu. Obecnie trwa postępowanie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie