Nie ma łatwego chleba

Teresa Semik
Adam Dyrko, były dziennikarz "Dziennika Zachodniego", mieszka od lat w Monachium, ale z Polską nie zerwał
Adam Dyrko, były dziennikarz "Dziennika Zachodniego", mieszka od lat w Monachium, ale z Polską nie zerwał fot. Archiwum domowe
Udostępnij:
Na Śląsk przyjeżdża w przyszłym tygodniu były dziennikarz naszej gazety, Adam Dyrko, autor książki "Wygnańcze szlaki", która właśnie ukazała się w Polsce i już nagrodzona została przez IPN. O autorze i książce pisze Teresa Semik

Adam Dyrko wziął w 1981 r. w redakcji Dziennika Zachodniego trzymiesięczny urlop i więcej go już nie widzieliśmy. Dopiero teraz umówił się z nami na pierwsze od tylu lat spotkanie. Chce opowiedzieć o życiu emigranta, tułaczce swojej i setek tysięcy rodaków, którzy z różnych względów wyjechali z Polski do Niemiec. Wbrew oczekiwaniom, zwykle nie zaznali tam ani spokoju, ani wyśnionego dobrobytu. Te ich rozczarowania, osamotnienia opublikował właśnie w książce Wygnańcze szlaki, która ukazała się w polskich księgarniach.

Adam Dyrko nie szukał za granicą łatwiejszego chleba. W DZ pracował z powodzeniem od kilkunastu lat. Jak każdy filozof był przede wszystkim zainteresowany człowiekiem, jego kulturą i zmaganiami z życiem. Dlatego pisał na łamach naszej gazety głównie o sprawach społecznych. Głoszone wtedy zasady potrafił zastosować także we własnym życiu. Gdy przyszedł sierpień 1980 r., niemal od razu stanął po stronie Solidarności. Nie skakał jednak po barykadach, nie rozliczał i nie krzyczał. Wszystko, za co się brał, robił z właściwą sobie rozwagą i spokojem. Kiedy nam, młodym wówczas dziennikarzom, ówczesne kierownictwo gazety (pod naciskiem KW PZPR) zmieniało teksty tak, że nie poznawaliśmy własnych słów, stanął w naszej obronie.

Latem 1981 r. wsiadł w samolot do San Francisco, by odwiedzić siostrę, której nie widział od 10 lat. Wcześniej milicja odmawiała mu wydania paszportu z powodu tzw. "innych względów społecznych". Niezrażony niepowodzeniami, składał kolejne wnioski, ale zawsze odpowiedź była taka sama - negatywna. W końcu na łamach biuletynu "Wprost" Solidarności w Katowicach skrytykował zapowiedzianą przez rząd liberalizację zasad przyznawania paszportów. Ku jego zdziwieniu, potraktowano ten artykuł jako jeszcze jedno "podanie" o wydanie dokumentu i tym razem odpowiedź była pozytywna. - Odebrałem paszport, ale do wyjazdu wcale mi się nie spieszyło. W kraju działy się ważne sprawy - mówi po latach. - Podejrzewałem nawet, że tym sposobem próbowano pozbyć się mnie z kraju. Potwierdzenie tych przypuszczeń znalazłem później w mojej teczce w IPN.

Dyrektor Biura Paszportowego w Warszawie pisał do wiceministra spraw wewnętrznych, Władysława Pożogi, że Dyrko zamierza wyjechać z Polski na stałe i takie rozwiązanie będzie najlepsze dla kraju w związku z jego współpracą z Solidarnością.

Na lotnisku żegnały go żona i 7-letnia córka. Planował wrócić do Katowic na początku grudnia 1981 r., ale siostra prosiła, by został z nią jeszcze na święta. Gdyby nie spełnił tej proś-by, stan wojenny zastałby go w Polsce. A tak dowiedział się o nim w USA. Wtedy zdecydował, że do kraju nie wróci. Już wiedział, że SB pytała o niego w katowickim mieszkaniu i pewnie musiałby podzielić los setek internowanych. Emigrantem został więc nieco z przypadku.

Z Dziennikiem Zachodnim związany był od początku swojej pracy zawodowej. Chciał być dziennikarzem-społecznikiem także w USA, ale nie dostał tej szansy. Porzucił więc pracę w fabryce przy taśmie i wrócił do Europy. W Ameryce czuł się zbyt obco.

- Wybrałem Niemcy, bo tam żyła rodzina żony - wyjaśnia. Przeszedł drogę azylanta politycznego ze wszystkimi trudami. - Gdy w Dortmundzie wychodziłem na spacer, miałem wrażenie, że jestem jakby na spacerniaku w dużym więzieniu, gdzie nie było się do kogo odezwać, bo nikogo nie znałem - wspomina. - Wracałem do celi, czyli do pokoju z kuchnią i łazienką.

Niepowodzenia nigdy go nie zrażały. Zawsze lubił chodzić po górach i miał w sobie coś z góralskiej natury - upór. Nie poddawał się łatwo. Gdy beskidzkie szlaki zamienił na alpejskie, musiał więc zmierzyć się z większymi wyzwaniami. Współpracował z Westdeutsche Allgemeine Zeitung w Dortmundzie, Radiem Wolna Europa, z Chrześcijańską Służbą Wyzwolenia Narodów, kierowaną przez ks. Franciszka Blachnickiego. Pisywał do prasy polonijnej. W Monachium założył Polski Klub Katolicki, któremu prezesuje do dziś.

Pisanie o sprawach niemieckich nigdy go nie interesowało. Gdy więc wyczerpały się możliwości uprawiania dziennikarstwa, poszedł na kurs programisty i pracował w wydawnictwie jako grafik. Po 1989 r. zaczął nawet sprzedawać w Polsce urządzenia małej poligrafii. Myślał, że będzie jedną nogą w Polsce, drugą w Niemczech, ale wkrótce jego firma zbankrutowała, bo interesy z naszym krajem to nigdy nic pewnego. Po latach życia wśród Niemców nasiąknął, jak mówi, niemieckim sposobem bycia, zwłaszcza dyscypliną, ale wciąż brakuje mu polskiej spontaniczności. Czy ma żal do losu? - Najbardziej żałuję tego, że wskutek rozejścia się z żoną, a było to w pewnym stopniu rezultatem znalezienia się na emigracji w Niemczech, nie mogłem uczestniczyć w dorastaniu i dojrzewaniu córki. To największa strata, jaką poniosłem wskutek stanu wojennego i uchodźstwa - wyjaśnia. Mieszka w Monachium, ma obywatelstwo polskie i niemieckie. Polska z tamtej perspektywy wydaje mu się daleka od tej oczekiwanej w czasach pierwszej Solidarności.

- Jednak jeżdżę do tej mojej Polski, wciąż uboższej w stosunku do marzeń, ale za to swojskiej. Jeżdżę na pomidorową, na naleśniki i ruskie pierogi. Przestałem za Polską tęsknić dopiero po 1989 r., gdy ponownie mogę tu być, kiedy tylko mam ochotę.

Fascynująca opowieść o polskich emigrantach

Książka Adama Dyrki "Wygnańcze szlaki" burzy nasze stereotypy o polskich emigrantach przyjeżdżających z Niemiec w nowych audi czy BMW. Manifestują w nich swoją wyższość nad rodakami, ale skrzętnie ukrywają faktyczne koszty ucieczki z kraju. Nigdy bowiem nie przyznają się publicznie, jakim wysiłkiem zostały okupione ich wyjazdy do "Reichu". Dyrce udało się namówić do zwierzeń uchodźców, bo jest jednym z nich. Nie było to z pewnością łatwe, nikt nie lubi przyznawać się do przegranych, upokorzeń i łez. "Mam poczucie poniesionej na emigracji klęski życiowej" - mówi jedna z bohaterek "Wygnańczych szlaków". Ktoś inny dodaje: "Jesteśmy ludźmi bez ojczyzny (...), teraz rozumiem, że można z tęsknoty umrzeć".

Jedni opuszczali Polskę, żeby polepszyć sobie status ekonomiczny, drudzy uciekali ze względów politycznych. Dziś mieszka za Odrą prawie 2 mln rodaków. Największa fala dotarła tam z Polski w latach 1980-1990 i właśnie na niej Dyrko skupił swoją uwagę. Losy ludzi, którzy za Solidarność musieli opuścić kraj, wydają się najdramatyczniejsze, wbrew temu, co powszechnie się sądzi, że Niemcy czekali na azylantów z chlebem i solą. Dziś ci uchodźcy bez ogródek mówią o złych relacjach Polaków z Niemcami, o pogardzie, jakiej doznali z ich strony, a także o przykrych relacjach Polaków z Polakami za granicą. Przebijają z tych wspomnień gorycz, wyobcowanie i samotność. Ruszali w drogę często ze strachem, bez znajomości języka. Adamowi Dyrce udało się stworzyć socjologiczny portret uchodźcy, jakiego dotąd nie znaliśmy. Mimo że niektóre wspomnienia obarczone są nieścisłościami, czasem próbą koloryzowania rzeczywistości i ukrywania prawdy, książka, która w Polsce ukazała się nakładem oficyny Volumen, ma charakter pamiętnika.

Czyta się ją w napięciu i z niedowierzaniem. Polska edycja została wyróżniona w konkursie wydawniczym IPN Prawda i Pamięć.

Najwięcej żalu uchodźcy polityczni mają dziś do Polski. I do komunistów, bo "przez nich na stare lata muszę się tułać po obczyźnie", i do nowej władzy, bo nie pomaga im wrócić. Na fali trzyma ich to, że z Niemiec mają Polskę na wyciągnięcie ręki.

Spotkania z Adamem Dyrką

25.03 o 11 w Solidarności w Katowicach, ul. Floriana 7

26.03 o 11 w Zespole Szkół Zawodowych w Jastrzębiu

26.03 o 17 w kinie Centrum w Jastrzębiu-Zdroju

1.04 o 16 w Politechnice Opolskiej

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie