Nie rozpalajcie ognia pod etnicznym kotłem

Bogdan S. Kasprowicz, Bytom
Ekspatrianci na stacji w Ligocie, dziś dzielnicy Katowic,  1945 r.
Ekspatrianci na stacji w Ligocie, dziś dzielnicy Katowic, 1945 r. uczycsiezhistorii.pl
W każdy poniedziałek przeznaczamy więcej miejsca na listy naszych Czytelników, którzy ciekawie komentują teksty z Dziennika Zachodniego, ale opisują też swoje problemy. Dzisiaj o kresowiakach i autonomii Śląska.

Pyjter, niy zabijej mie!
Pośród wszystkich głosów w dyskusji o autonomii Śląska brak tylko jednego. Głosu zamieszkałych tu od 1945 roku "hadziajów". Ekspatriantów z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. A przecież osiągnęło dojrzałość już trzecie pokolenie Polaków, które tutaj ma swoją małą ojczyznę tylko dlatego, że w sierpniu 1939 r. dogadali się Hitler i Stalin.

Uznaję za oczywiste, że wszyscy uczestnicy i adresaci dyskusji o "oderwaniu Śląska od Polski" doskonale zdają sobie sprawę, iż my, "lwowiacy", nie znaleźliśmy się tutaj z własnej woli. Dyktat zastosowany wobec Polski w Jałcie i Poczdamie bardzo boleśnie dotknął nie tylko kresowian, Śląsk również, ale póki co, nikt go dotychczas nie odwołał. Śmiem wątpić, by byli w stanie zrobić to członkowie Ruchu Autonomii Śląska.

Nie zamierzam tu dokonywać analizy przyczyn i skutków II wojny światowej i narzuconego nam wszystkim porządku. Pragnę tylko przestrzec przed rozpalaniem ognia pod etnicznym kotłem.
Żeby nie skończyło się tak, jak w wydanej w 1998 r. w Gliwicach, książce "Petruniu ne ubywaj mene" autorstwa tarnopolanina, Czesława Blicharskiego, dzisiaj zamieszkałego w Zabrzu. Opisuje on sytuację, jak siostra prosi brata z UPA, żeby oszczędził jej życie. Brat mordował siostrę? Tak było... OUN-OPA wyznaczyła bo-wiem rodzinom mieszanym zasadę, że po ojcu Ukraińcu synowie są Ukraińcami, a po matce Polce córki - Polkami. A że celem było "wyeliminowanie" Polaków - ojciec zabijał własne dzieci, mąż żonę, brat siostrę, sąsiad sąsiada...

Panowie Gorzelik, Kutz et consortes pod hasłem "Śląsk dla Ślązaków" - być może nieświadomie - szykują tej ziemi konflikt narodowościowy, który będzie przebiegał jak na Wołyniu, Podolu i Podkarpaciu środkiem rodzin. Czym to grozi - wystarczy przypomnieć sobie byłą Jugosławię...

Zamiast tysiąca argumentów politycznych, historycznych i społeczno-kulturowych - zadam tylko jedno pytanie. Gdzie jesteście wnuki Korfantych, Hlondów, Ligoniów, Sznelów, Jańtych? To taki John Yanta, biskup Teksasu, którego przodkowie wraz z księdzem Moczygembą wyemigrowali do Ameryki w połowie XIX w., może z dumą mówić o sobie "Jestem Polakiem ze Śląska" i podpisywać swoje zdjęcie piękną polszczyzną "Szczęść Boże - Jan Jańta" (nie żadne Gruess Gott ani God save...).

Ślązacy, obudźcie się. Zróbcie sobie wakacyjny spacer na plac Sejmu Śląskiego w Katowicach i przeczytajcie wyryte w kamieniu pomnika przesłanie Wojciecha Korfantego: "Jedną tylko wypowiadam prośbę do ludu śląskiego, by został wierny swym zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski".

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 47

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Analityk
Chyba już Ślązacy nie będą padali ofiarami germanofobii, jeżeli przeczyta się Jacka Kuronia piszącego o tym, jak Lwów szalał w 1941 roku po wejściu wehrmachtu. Zdjęcia podobne do tych z Katowic. Jeżeli doda się fakt, że tzw. "czystorasowość" w żadnej grupie społecznej nie istnieje, zaś Angela Merkel (też polskiego pochodzenia) ograniczyła kontakty z Rosją i opowiedziała się za Ukrainą, śląskie związki przypędzonych mogą sobie przypomnieć Piłsudskiego, który był prozachodni i dzięki któremu wszelkie negocjacje - również te integracyjne - były możliwe. Warto się nad tym zastanowić, bo od tego typu wypowiedzi aż Mućki wyją. Jeżeli nasi "tuwarzysze chuljernicy" będą myśleć antyintegracyjnie jak chrześcijańsko - narodowo - komunistyczne pisiory w 2005 roku - chyba ci pierwsi rozpalili ogień przy pomocy kurstwa politycznego, bo specjaliści od integracji jak Jacek Kuroń czy JPII umarli - to Dżi Had będzie trwał nawet w przypadku, gdy odkryjemy, że za Gierka również śpiwali pu nimiecku jak Russlanddeutsche. To była elita, a Półślązak Edward Wielki został wykończony przez specjalistów od szkoły radzieckiej i w wyniku kurstwa politycznego, które rozpowszechniło plotkę o Jego domniemanym również niemieckim szpiegostwie i wpędziło towarzystwo w manię prześladowczą. Dobrze, że żyjemy w czasach bez cenzury z w miarę przejrzystym internetem. Sami swoi chyba dzięki niemu - przynajmniej elita - doszli do wniosku, że Ukraina graniczy również z innymi państwami UE i tam też różne mniejszości istnieją, z którymi oni całkiem dobrze żyli. Podobnie inne osoby mogły dojść do wniosku, że są zakamuflowaną opcją ukraińską, litewską, czy białoruską. Nawet niektórzy etnolodzy wspominali, że przybysze w latach 50 tych mieli problemy z językiem polskim jak niektórzy nasi z niemieckim. Jeżeli jest im u nas źle - widzę to po panującym na moim osiedlu rozpalonym kotle; elita miejska na nim stanowi 1% - mogą się ubiegać o obywatelstwo ukraińskie, ale ich tamtejsza polonia mogłaby się ich wyprzeć. Jeżeli czują się zadomowieni, niech są, ale niech docenią też to, gdzie są. Boję się, że pisząc te słowa, mogę skończyć jak Dieter Przewdzing, który dopiero po śmierci okazał się kumplem wszystkich i integratorem.
S
Stanisław Diabeł
Kiedyś jeden ze znanych satyryków powiedział, że świat należy poznawać od własnego podwórka i się nie mylił. Jego rodzina przyszła podobnie jak bohaterowie „Bożej Podszewki” na Mazury, on sam po wielu latach zamieszkał w Warszawie i nie wiedział chyba jeszcze do końca, o czym mówi. Nie miał pojęcia o śląskich miastach, w których blokach panuje obraz robotniczej klasy zglobalizowanej. Ofiarą globalizacji jestem również ja. Mieszkam w budynku oddanym w 1959 roku do użytku przez towarzysza Gomułkę, który jako dobry wujek i były radziecki kapuś spod Krosna, czyli mieszkaniec niegdysiejszego województwa lwowskiego, przypędził swoich w ramach akcji „łączenia rodzin” w ramach solidarności regionalnej. Początkowo mieszkali w nim różni ludzie: nauczyciele, biedni przesiedleńcy ze wschodu, Ślązacy, lecz ci ostatni wyemigrowali do Niemiec. Z ludzi mających coś wspólnego ze „starym porządkiem” zostałem jedynie ja i sąsiedzi, lecz ci zintegrowali się na tyle z rzeczywistością panującą, że ich dzieci pod względem subkulturalnym wyprzedziły przypędzonych na własną prośbę, z przyczyn ekonomicznych i rzeczywistych wypędzonych z i spoza ZSRR.
Mój budynek był zróżnicowany. Na pierwszym piętrze mieszkali przesiedleńcy zza Buga, porządni, dzieci kombatantów z AK, przybyli z miasta, wykształcili się u nas, do partii w przeciwieństwie do większości własnych krajan nie należeli, w stosunku do naszej rodziny byli i są raczej fajni, chociaż na pogrzebie ich matko miałem obawy widząc kombatantów armii krajowej. Tam też byli różni. Po drugiej stronie mieszkała „cholonkowska” wielodzietna rodzina ze Śląska. Ich dzieci mieszkały w pawlaczach uważając to urządzenie za łóżko piętrowe. Po nich wprowadzili się następni stąd, których dzieci wyprzedziły miejscowe chacharstwo w sprycie, tym samym stali się kumplami reszty. Piętro drugie było jeszcze ciekawsze. Kiedyś mieszkała tam towarzyszka nauczycielka z rodziną, która nauczała w pobliskiej szkole. Widząc postępującą degenerację wyprowadziła się ponad dwadzieścia pięć lat temu z bloku. Babka była pierwszą partyjną, uczyła mowy dla nas prawie ojczystej, lecz w czasach komunizmu i tak każdy musiał się dostosować do teoretycznej wzniosłości. Wspominam ich pozytywnie. Po nich wprowadziła się rodzina, której ojciec był agentem ds. nieruchomości. Jak w ramach społecznictwa i samopomocy swojej udało mi się wywalczyć jako taki porządek w budynku, pytał się, czy chcę sprzedać mieszkanie. Wtedy wyobraziłem sobie ludzi, którzy mogliby się do mnie wprowadzić. Na pewno wyrzuciliby moje „faszystowskie” pianino, nuty zanieśliby na policję myśląc, że to szyfry a resztki gumolitu chcieliby wytrzepać myśląc, że to dywan. Czy jak to było na początku, teraz na zawsze i na wieki wieków Amen? ...
Pod następnym numerem – nade mną - mieszkało małżeństwo śląskie, również szwejkujące. Ona chytra, frechowna, jego druga żona, oboje nie żyją. Ich wnuk mieszkanie sprzedał. Do niego wprowadził się w drugim roku panowania Kaczyńskiego cichociemny gość, przyzwoity na swój sposób, który potrafiłby w pierwszy dzień przyjacielowi ukraść świnię, a w drugi pomagałby mu jej szukać. Żony w każdym razie szukał 100km od miejsca zamieszkania, a na forach publicznych zamieszczał się ze świętym obrazkiem w tle.
Rodzina następna jest świetna: pierwsi od donosów, chociaż ich dzieci w niczego nie osiągnęli, chyba że oni sami uważają inaczej: córkę wychowali na lafiryndę, wnuka na handlarza narkotyków, sami udawali świętych i maltretowali porządniejszych, używając zwrotów pseudonaukowych. Możnaby ich określić arynsztokracją.
O następnych nie piszę, bo są do wytrzymania, lecz sąsiad obok to bardzo ciekawy typ. Zajadłość basałyka, górnik czyli gastarbajtier, porzucony przez żonę z mieszanego małżeństwa powodu awanturnictwa na cyku. Po rozpadzie małżeństwa mentalność menta dała znać o sobie: stał się agresywny, zaczął pić większe ilości wódy, awanturować się z sąsiadami i przypisywać im c
S
Stanisław Anioł
Rodzina jego żony posiadała piwnicę, którą on odziedziczył. Quasi „złota rączka”, podobnie jak jego była rodzina, regulował dopływ wody do kaloryferów oddolnie, czyli z własnej piwnicy, w której znajdowały się zawory CO. Gdy remontowałem mieszkanie, oferował mi pomoc, ale znając gościa, roboty mu nie dałem. Efekt był taki, że musiałem przez niego dwa razy wymieniać kaloryfery. Robotnicy nawet chcieli mi spawać rury myśląc, że któreś z nich są zapchane. Gdy sprawa wyszła na jaw zeznał, że o zaworach nie wiedział. Obok niego mieszkała rodzina nauczycielska, która była wprawdzie poprawna politycznie, lecz widziała problem we wszystkim. Jako członkowie rady lokatorów przeciwdziałali wszelkim inicjatywom, które poprawiłyby sytuację w bloku. Należy nadmienić, że kilka lat temu na klatce schodowej schodziły się lumpy różnej maści, piły wódę, paliły papierosy i pozostawiały po sobie swego rodzaju kompostownik. Teren ich przebywania dotyczył także piwnic, z których wszystko znikało. Widocznie „gościnność” rodziców nie zezwalała na wpuszczanie znajomych dzieci do środka. Być może nie mieli nawet żarcia w lodówce, gdyż dla większości tych ludzi tradycja kulinarna jest obca. Nic dziwnego: przybyli z ziem, na których byli niezdatni do niczego - abstrahując od faktycznie wypędzonych - a na osiedlu wzorowanym na większości osiedli miast śląskich z lat trzydziestych, chociaż wybudowanych na wywłaszczonych terenach, mieli dosłownie wszystko: centralne ogrzewanie, łazienki, jednym słowem pełny luksus. W przeciwieństwie do nieremontowanych kamienic – podobnie jak i w innych częściach Polski – obiekty te były nowe.
Następne piętro było ciekawie zasiedlone. Pierwotnie mieszkała tam dobra śląska rodzina, która trzydzieści lat temu wyjechała „Syrenką” do Niemiec, obok nich również nasi: on wspaniały człowiek, elektronik hobbysta, sam składał radia lampowe, wyjeżdżał do pracy w NRD, a po śmierci matki w Niemczech zmienił miejsce zamieszkania. Po nim wprowadzili się troglodyci: sześcioro dzieci, zwierzęta, codzienne kłótnie, wszystko w 53ch metrach kwadratowych. Obok nich mieszkali ciekawi ludzie, trochę wyrafinowani, córkę wydali za przygłupawego policjanta, druga córka była narzeczoną agresywnego mafioza. Oni też się wyprowadzili mimo faktu, że sytuacja w budynku kilka lat temu zaczęła ulegać poprawie. Reszta to strych, na nim mieszka wnuczka jednej z lokatorek, dosyć sympatyczna. Dobrze, że został zaadaptowany, bo wcześniej srały na nim bezpańskie gołębie, które na Alternatywy 4 miały przynajmniej Balcerka, Co będzie dalej, nie wiadomo. Reszta lokatorów to typowe hadziajki (sami tak gadali o sobie), prości meliniarze, ich na pierwszy rzut oka pozbawione tożsamości dzieci częściej szczekają, rzadziej mówią, edukują się w piwnicy, pozostawiając po sobie ślady, jakie pozostawiała po sobie była armia czerwona dwadzieścia lat temu podczas wymarszu z koszar.
Jest straszne, że ten lud nie zwraca uwagi na wszelkie normy. Wnuki lub prawnuki pierwszych lokatorów odstraszają niezbyt przyjazną fizjonomią: niedożarte ryje i łby ogolone maszynką. Często zastanawiam się, czy są oni po odwszalni, czy po chemioterapii. Biorąc pod uwagę ich warunki rodzinne nie zdziwiłbym się. Dobry wojak Szwejk kiedyś powiedział widząc łysego dygnitarza z armii CK, że normalny człowiek powinien mieć ok. 50-60 tys. włosów na głowie. Widocznie ci ludzie tego arcydzieła nie czytali. Dziwi mnie, że ta społeczność do dziś nie potrafi docenić luksusu, w jakim się 50 lat temu znalazła. Poczciwymi chacharami z „Cholonka” nie są. Jako lud dyktujący warunki lubią szukać głupich wśród mniej swoich. „Rasistą” nie jestem i podziwiam Janusza Palikota oraz jego kumpli za odwagę i chęć wykonania „pracy u podstaw”. Kibicuję im i mam nadzieję, że się nie zniechęcą.
T
Tam, skąd Wasz Ród!
A marzy się wielu z nich, jak pisze "polska małpa kochająca Warszawę", także majątek po Ślązakach?

Spadajcie na Kresy, na powrót pod słomiane strzechy!
G
Gość
RAS i Gorzelik traktuja Polska i Polakow jako zlo. Warszawa to jest ulubiony temat polglowkow ktorzy nie sa narodem i dorobili sie na przestrzeni wiekow ''autonomii'' w latach dwudziestych ubieglego wieku.
Polska to nie jest republika bananowa i jak RASistom sie nie podoba to prosze miejcie jaja zeby zrzec sie obywatelstwa i wyjechac do Czech albo Niemiec bo tam macie najblizej.
Ja jako Polak i obywatel mojej ukochanej Rzeczpospolitej nie chce w moim kraju pseudo obywateli ktorzy nie czuja sie polakami.
G
Gość
Tu nie stepy akermańskie, tu nie azjatycki step!
I mentalność odmienna od tej tatarsko-ukraińsko-mongolskiej. :-)

Za długo Wam tego spokoju egzystencjonalnego przy Dobrodziejach waszych, Ślązakach?

Szukacie kolejnej sposobności do darcia się za polskie, łyse łby?

Koniecznie chwytać trzeba wam za "szabelki"?

Tyle, że "wróg" jest urojony, z pijackich widów pochodzi i wieloletniego prania swych mózgów pieśniami typu - "Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą ..."? :-(
w
wnucek powstanca slaskiego
[cyt]i nie kłamcie ludzie z RAŚu, że to była walka o niepodległy Śląsk - to była walka o Polskę.
A gwara śląska to piękna rzecz, ale w każdym mieście Śląska inna - to nie jest język.
A jak się komuś marzą Niemcy - to niech otwarcie się zapisze do mniejszości niemieckiej - bo Ślązacy byli i są Polakami.[/cyt]
Oczywiscie ze powstancy walczyli o przylaczenie Slaska do Polski.Slazacy wywalczyli rownierz nauke religii w j. polskim , w kosciele rzykali po polsku , glosowali na polskie listy na dlugo przed powstaniami...ale skad sie to RASiowe zaprzanstwo wzielo? Wnukowie tego NSDAPowca Kozdonia ?
T
Tako je Prowda!
Tego kćały Schlonzoki we rokach 1919-1921!
p
pra-prawnuk powstańca
i nie kłamcie ludzie z RAŚu, że to była walka o niepodległy Śląsk - to była walka o Polskę.
A gwara śląska to piękna rzecz, ale w każdym mieście Śląska inna - to nie jest język.
A jak się komuś marzą Niemcy - to niech otwarcie się zapisze do mniejszości niemieckiej - bo Ślązacy byli i są Polakami.
G
GOROL z Sosnowca
Hanysy, przestancie klamac i mydlic oczy,od mlodych lat znam Wasza opinie ze Slask powinien nalezec do Niemiec.Zawsze czuliscie sie Niemcami ! Skonczcie z ta "slaskoscia" bo to jest bajka dla nie znajacych roznicy pomiedzy Zaglebiem a Hanysami.
S
Stały 59
Wg autora najlepiej gdybyśmy nadal u siebie byli obywatelami II kategorii, a własną tożsamość akcentowali
jedynie piwno/ reglamentowanymi po małym na głowę/-krupniokowymi imprezami i to tylko w dni wyznaczo-
ne i niczego więcej na temat Śląska i śląskości nie akcentowali. Ale to już przerabialiśmy. To pokolenia na-
szych przodków kształtowali tą ziemie, a nie nasi "goście" z których większość o Śląsku nie miała i nie ma
bladego pojęcia.
s
silock
zadośćuczynienia
Poniedziałek, 18 lipca (13:49) Aktualizacja: Poniedziałek, 18 lipca (16:18)
Sąd odmówił przyznania zadośćuczynienia Rudolfowi Woźniczkowi z Rudy Śląskiej za wydarzenia sprzed 66 lat, które wpłynęły na los jego rodziny. Chodzi o represje komunistyczne wobec Ślązaków w latach 1945-48, określane przez historyków mianem Tragedii Górnośląskiej.

Wyrok zapadł przed Sądem Okręgowym w Katowicach. 69-letni Woźniczek domagał się 50 tys. zł zadośćuczynienia za aresztowanie ojca w lipcu 1945 r. i następstwa tej decyzji.

Sąd w całości oddalił wniosek; uznał, że ojciec Woźniczka, Jan, był represjonowany za podpisanie tzw. volkslisty, a nie działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, a o tym mówi ustawa, na którą powołał się wnioskodawca. Sąd wskazał możliwość dochodzenia roszczeń przed sądem cywilnym. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak mówiła sędzia Monika Postawa-Gwóźdź, zgodnie z Ustawą o uznaniu za nieważne orzeczeń wobec osób represjonowanych za działalność niepodległego bytu państwa polskiego, należało wykazać, że ojciec wnioskodawcy był represjonowany właśnie za takie działania, tymczasem w tej sprawie brak na to dowodów. - Nie wystarcza przy tym domniemanie istnienia takiego związku. Związek ten powinien zostać udowodniony z zachowaniem wszelkich rygorów rządzących postępowaniem dowodowym - dodała sędzia.

Przypomniała, że Jan Woźniczek zadeklarował przynależność do narodowości niemieckiej, aby utrzymać pracę na kolei i zapewnić byt rodzinie. Po wojnie był represjonowany w oparciu o obowiązujące wówczas przepisy dekretu PKWN, mówiące o "środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców narodu".

Woźniczek był podejrzewany o odstępstwo od narodowości polskiej w czasie II wojny światowej, co wówczas było uważane za przestępstwo. Jak wskazał sąd, osadzenie go w obozie pracy można wiązać jedynie ze złożeniem deklaracji o przynależności do narodu niemieckiego.

Wzburzony wyrokiem Rudolf Woźniczek zapowiedział apelację, a jeśli to nie przyniesie efektu - skargę do Strasburga. - Ludzie byli bezprawnie aresztowani, potem odstępowało się od oskarżenia, ludzie latami siedzieli, pracowali jako niewolnicy, a teraz nie można dostać za to zadośćuczynienia w polskim sądzie, w niepodległej Rzeczypospolitej - powiedział. Dodał, że "to bez sensu", by przepisy komunistycznej władzy decydowały o wyroku we współczesnej Polsce.

Według przewodniczącego Ruchu Autonomii Śląska (RAŚ) Jerzego Gorzelika, poniedziałkowe orzeczenie pozostawia "uczucie rażącej niesprawiedliwości", bo warunkiem skutecznego dochodzenia odszkodowania za represje jest działalność niepodległościowa.

- Wiemy, jak wyglądało to w realiach górnośląskich, tu ludzie masowo przyjmowali z reguły trzecią grupę niemieckiej listy narodowościowej po to, żeby nie iść do obozu i po to, żeby móc wyżywić rodzinę - skomentował.

Szef RAŚ wyraził przekonanie, że taki, a nie inny wyrok to nie wina sądu, lecz złego prawa, które - jego zdaniem - dyskryminuje Górnoślązaków. Gorzelik zadeklarował, że RAŚ będzie wspierał Woźniczka, jeśli ten zdecyduje się złożyć apelację, a także w sytuacji gdy będzie chciał wytoczyć proces cywilny.

Niezależnie jak zakończy się ta sprawa, już teraz buduje świadomość historyczną, co działo się na Górnym Śląsku po wojnie - zaznaczył.

W lipcu 1945 r., gdy Rudolf Woźniczek miał trzy lata, milicja wyrzuciła jego matkę wraz z dziećmi z domu, ojciec na półtora roku trafił do niewolniczej pracy. Pozbawieni ojca Woźniczkowie zamieszkali w wybudowanej przez ojca ogrodowej altanie, korzystali z zapasów żywności, a gdy te się skończyły, szukali jedzenia na śmietnikach. Rodzina dopiero później dowiedziała się, że ojciec trafił do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, był też w areszcie w Krakowie.

Ojciec Rudolfa pod koniec I wojny światowej został wcielony do niemieckiej armii. Podpisał niemiecką listę narodowościową (volkslistę) trzeciej kategorii. Podpisywali ją autochtoni, uważani przez Niemców za częściowo spolonizowanych. Odmowa podpisania volkslisty oznaczała często wywózkę do obozu koncentracyjnego. Nie był zaangażowany w działalność polityczną. Od 1918 do 1960 roku pracował na kolei.

Represje komunistyczne wobec Ślązaków rozpoczęły się wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej w styczniu 1945 r.; historycy coraz częściej określają je mianem Tragedii Górnośląskiej. Chodzi o akty terroru wobec Ślązaków - aresztowania, egzekucje oraz wywózki na Sybir i do kopalń Donbasu. Według różnych opracowań na Wschód wywieziono od 20 do nawet 90 tys. mieszkańców. Część z nich nie powróciła.

Śledztwo w sprawie deportacji tysięcy Ślązaków do Związku Radzieckiego w 1945 r. prowadził Instytut Pamięci Narodowej. Zostało ono umorzone w 2006 r. m.in. z uwagi na śmierć odpowiedzialnych za te zbrodnie radzieckich przywódców z tamtego okresu. IPN uznał, że deportacja ponad 14 tys. mieszkańców Śląska od stycznia do kwietnia 1945 była zbrodnią komunistyczną i zbrodnią przeciw ludzkości, dokonaną na podstawie decyzji władz ZSRR przez żołnierzy NKWD, których tożsamości nie da się dziś ustalić.

Z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie należące przed wojną do Niemiec - Górny Śląsk i Prusy Wschodnie - wydano postanowienie o wywózce z tych terenów wszystkich mężczyzn zdolnych do pracy i noszenia broni. Autochtoni zostali przez władze radzieckie uznani za "element germański".

Wywózki dotknęły przede wszystkim mieszkańców tej części Śląska, która przed wojną znajdowała się w granicach Niemiec. Po interwencji rodzin zakładów pracy i organizacji społeczno-politycznych, komunistyczne władze województwa śląskiego podjęły starania o powrót deportowanych. Trwały one aż do początku 1950 r. Część z wywiezionych nie powróciła. Ich liczba jest trudna do oszacowania; mogło być ich nawet kilka tysięcy.

PAP
Oceń artykuł:
zobacz ranking »

tak 80%
nie 20%

Ocen: 5
Podziel się linkiem! facebook twitter więcej »
Galerie zdjęć

Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z kobietamiSpotkanie Jarosława Kaczyńskiego z kobietami liczba zdjęć: 12
Prywatna wizyta Angeli Merkel z mężemPrywatna wizyta Angeli Merkel z mężem liczba zdjęć: 28
Rodzice 6-latków z podpisami w SejmieRodzice 6-latków z podpisami w Sejmie liczba zdjęć: 8

Zobacz również

Dziennikarka Polsatu powiadomiła policję ws. wydarzeń na Jasnej Górze. "Uderzył mnie otwartą dłonią w twarz"Dziennikarka Polsatu Ewa Żarska wysłała listem poleconym na adres częstochowskiej policji pisemną skargę dotyczącą naruszenia jej nietykalności cielesnej przez uczestnika Pielgrzymki Rodziny Radia »

Szukaj:

Wasze komentarze (3)

dodaj komentarz

Kłamstwo IPN !!!Zbrodniczymi siepaczami
(2011-07-18 18:59)
~Qo Vadis

Ślązaków i patryjotów Poskich z ramienia NKWD byli Żydzi.Pózniej przeniknęli do gremiów UB i mor...
Szkoda tego hanyska.Nie dość,że mu siostrę i
(2011-07-18 14:52)
~logo z Sosnowca

matkę Rus wydymal to i jemu nie przepuścil.

dodaj komentarz wszystkie wątki

najciekawsze tematy na forum

Będzie zemsta za bin Ladena?
Czy Polska powinna zostać monarchią?
Dlaczego politycy się nie dogadują?
Poselskie i senatorskie przywileje

Najczęściej komentowane artykuły

1.PiS pokazało spot "Chcemy Polski równych szans" komentarzy: 881
2.Dziennikarka Polsatu powiadomiła policję ws. wydarzeń na Jasnej Górze. "Uderzył mnie otwartą dłonią w twarz" komentarzy: 682
3.Ukończenie A2 przed Euro 2012 coraz mniej realne komentarzy: 382
4.Drogie podręczniki rujnują rodziny komentarzy: 302
5.PiS zaprezentuje drugi spot wyborczy komentarzy: 287

najlepiej oceniane artykuły

1.Wyrok ETPC w polskiej sprawie. "Prestiż Rosji się obniży" +97% / -3% Ocen: 350
2.W Warszawie doszło do próby fałszowania wyborów? +96% / -4% Ocen: 558
3.PiS idzie do Trybunału +92% / -8% Ocen: 346
4.PiS: Zbadać ułaskawienia wszystkich prezydentów +92% / -8% Ocen: 489
5.Rodziny ofiar katastrofy walczą o dostęp do raportu Millera +91% / -9% Ocen: 422

Napisz do serwisu
Fakty w komórce
Biuletyny
Kanały RSS

Polecamy:
Notowania giełdowe Pogoda Motoryzacja Program TV Kraków Kursy walut
Pozostałe:
Książki Mapa Polski Filmy Księgarnia Internetowa Podręczniki Lotto Horoskop Oferty pracy Warszawa

Wszystkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 1999-201
G
Gość
Nie rozumie dlaczego dopuszczono do publikacji takiego artykulu ?
w
wszystko pieknie, ale
Artykul jest artykulem prowokujacym. Wszyscy chca miec spokoj: gorole i hadziaje.
Dajcie Slazakom prawa na wlasnej ziemi i wszyscy zyja w spokoju.
Trudno domagac sie "zadnych zmian" zapominajac, ze jest sie tylko gosciem na Slaskiej ziemi.
Jesli gosc szanuje gospodarza, to ma spokoj, ale nie mozna domagac sie aby gospodarz podporzadkowal sie gosciowi - to juz jest przesada.
Za publikacje takich artykuluw DZ ma u mnie minus.
J
Jol
kolejny pieniacz, nikt nie chce przez autonomie Śląska prowadzić do oderwania się od Polski, chcemy tylko aby nie było tak, że warszawka ...mówi nam że bez butów łatwiej się chodzi w zimie... i obcina dochody województwa bo musi mięć więcej dla siebie, jak warszawka nie będzie wsysać wszystkiego jak czarna dziura to na Śląsku wyżywimy wszystkich hanysów, goroli i tych co ich Stalin wygnał to jest autonomia !!!
Dodaj ogłoszenie