Niepubliczne szkoły dla dorosłych: Miasta płacą, uczniów nie ma

Katarzyna Domagała-Szymonek
Śledztwa dotyczą zazwyczaj dużych szkół - sieciówek - które mają filie w całym regionie czy Polsce
Śledztwa dotyczą zazwyczaj dużych szkół - sieciówek - które mają filie w całym regionie czy Polsce arc.
Miasta tracą miliony na edukację wirtualnych uczniów szkół dla dorosłych. Problem zgłaszają do prokuratury. Jak dotąd, bezskutecznie.

Coraz więcej miast z regionu zgłasza w prokuraturze pisma w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przez niepubliczne szkoły dla dorosłych.

O co chodzi? Urzędnicy twierdzą, że o wyłudzanie z budżetu miast dotacji na nauczanie dorosłych słuchaczy. Problem jest poważny, bo w skali województwa w grę wchodzą miliony złotych - większe miasta przeznaczają co miesiąc ok. pół miliona na dotowanie niepublicznych szkół dla dorosłych. Śledztwa dotyczą zazwyczaj dużych szkół - sieciówek - które mają filie albo oddziały w wielu miastach regionu i Polski.

Podejrzana frekwencja

Do prokuratury sprawę zgłosili już urzędnicy z Katowic, Zabrza, Sosnowca czy Bytomia. I już wiadomo, że mimo stwierdzenia nieprawidłowości miasta będą miały problem z odzyskaniem pieniędzy.

Szkoły niepubliczne zobligowane są co miesiąc składać do magistratu informacje o liczbie słuchaczy. Placówki dla dorosłych muszą jednocześnie podać, ilu z tych słuchaczy osiągnęło 50 procentową frekwencję. Dopiero wtedy przysługuje im dotacja z budżetu miasta. Jej wysokość zależy, m.in. od zawodu, w jakim kształcą się słuchacze. Na jednego ucznia miasta przeznaczają od 180 do 220 zł.

W Bytomiu miesięcznie na dotacje przeznacza się ok. 450 tys. zł.

- Naszą czujność wzbudziła zaskakująco wysoka liczba słuchaczy oraz bardzo wysoka frekwencja w szkołach niepublicznych dla dorosłych - wyjaśnia Aldona Kopczyńska, naczelnik wydziału edukacji bytomskiego magistratu. Sprawa, która do prokuratury trafiła w 2014 roku, dotyczyła Centrum Edukacyjnego "Siódemka". Aby sprawdzić, czy słuchacze rzeczywiście chodzą na zajęcia, urzędnicy zaczęli zapraszać ich do magistratu. Część z nich potwierdzała swoja obecność w szkole. Część podczas rozmów... dopiero dowiadywała się, że były zapisane do bytomskiej szkoły. Niektórzy uczniowie korzystali z usług placówki kilka lat wcześniej, ale nie wznowiły z nią współpracy. Ile osób z listy obecności chodziło na zajęcia? Tego urzędnicy nie wiedzą, bo na rozmowy nie zaprosili wszystkich słuchaczy. Na dodatek nie wszyscy zaproszeni stawili się w magistracie. Urzędnicy myśleli, że pomoże im prokuratura. Tymczasem ta przysłała informację o umorzeniu śledztwa.
- Rzeczywiście, stwierdzono nieprawidłowości przede wszystkim dotyczące liczby słuchaczy - przyznaje Daniel Hetmańczyk z Prokuratury Rejonowej w Bytomiu. - Jednak nie udało nam się ustalić konkretnych osób odpowiedzialnych za fałszowanie list obecności - uzupełnia prokurator. Urzędnicy już złożyli w tej sprawie zażalenie do Sądu Rejonowego w Bytomiu.

Kontrola szkół

W Sosnowcu, gdzie również stwierdzono nieścisłości w informacjach przekazywanych przez szkoły - i tu znów głównie chodzi o Centrum Edukacyjne "Siódemka" - śledztwo w prokuraturze, zgłoszone w 2013 roku, jest zawieszone.

- Prokuratura poprosiła nas o oszacowanie strat - tłumaczy Rafał Łysy, rzecznik prasowy UM w Sosnowcu. - W przyszłym tygodniu rozpoczynamy analizę dokumentacji, jaką udało się zebrać prokuraturze i policji w tej sprawie - dodaje.

W 2013 roku w Sosnowcu na dotowanie niepublicznych szkół dla dorosłych wydano 4 mln 813 tys. Rok później była to kwota 5 mln 500 tys. zł.

W Zabrzu, gdzie w zeszłym roku na dotacje do szkół dla dorosłych przeznaczono 6 mln 600 tys., urzędnicy powiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa na początku 2015 roku. - Korzystamy ze specjalnego programu, który pozwala nam kontrolować szkoły niepubliczne. Nasz niepokój wzbudziła sytuacja, kiedy nazwisko jednej osoby pojawiało się w kilku placówkach. Zadaliśmy sobie pytanie: czy możliwe jest realizowanie przez słuchacza pięćdziesięcioprocentowej frekwencji, kiedy zajęcia odbywają się w te same weekendy - opisuje sytuację Ewa Wolnica, zastępca naczelnika Wydziału Oświaty z Zabrzu.
Podobnie jak w pozostałych miastach nie wszystkie osoby, których nazwiska znalazły się na liście rzeczywiście uczęszczały na zajęcia. W przypadku Zabrza prowadzone właśnie śledztwo dotyczy sześciu szkół, które prowadzą trzy różne firmy, tzw. organy prowadzące. Wśród nich jest, a jakże, CE "Siódemka". Także urzędnicy z Katowic w ostatnim czasie przyglądali się listom obecności szkół dla dorosłych - i znów pojawia się nazwa "Siódemka". Sprawę przekazano do prokuratury.

- Nieraz zwracaliśmy uwagę na patologię związaną z dotowaniem niepublicznych szkół dla dorosłych - podkreśla Lesław Ordon z przewodniczący oświatowej Solidarności w regionie. - Nie można nazwać tego inaczej niż kradzieżą - uzupełnia.

Mimo wielokrotnych prób skontaktowania się z przedstawicielami CE "Siódemka", których nazwa pojawia się we wszystkich miastach, nie udało nam się uzyskać komentarza. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przedstawiciele "7" wystąpili o status pokrzywdzonego. Nie wiedzą, jak nazwiska osób, które nie chodziły na zajęcia, trafiały do systemu.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
logik.

Publiczna szkoła powinna mieć odpowiednią liczbę np: nie mniej niż 20 osób , i wtedy zarejstrować początek pierwszej lekcji.

Dodaj ogłoszenie