Obóz pracy w Łambinowicach wciąż nieznany poza regionem [HISTORIA DZ]

Anna Ładuniuk
Nazwy na kamieniach oznaczają wsie, skąd zwożono więźniów
Nazwy na kamieniach oznaczają wsie, skąd zwożono więźniów Anna Ładuniuk
Powojenne obozy pracy dla ludności cywilnej na Śląsku, takie jak w Łambinowicach, to wciąż temat mało znany poza regionem. W kioskach województwa śląskiego i opolskiego od kilku dni jest do kupienia najnowszy, październikowy numer miesięcznika „Nasza Historia”, w którym znajdą Państwo więcej informacji o Łambinowicach - o obozie pracy, ale także wcześniejszej historii związanej z tym miejscem.

Barbara B. z Czeladzi w sierpniu tego roku spędzała z mężem wakacje u krewnych w Brzegu. Przy okazji przyjechała do Łambinowic, żeby, jak mówi, odwiedzić stare kąty, spotkać się ze znajomymi.

Barbara urodziła się w latach 40. ubiegłego wieku właśnie w tej miejscowości. Jej ojciec Władysław pochodził z Zagłębia, w roku 1945 zgłosił się do pracy w milicji i został skierowany na „ziemie odzyskane”, jak wtedy mówiono, do Łambinowic. Tu poznał żonę (jej rodzina pochodziła z Wołomina i po wojnie osiedliła się w Bielicach koło Łambinowic). Ojciec Barbary B. po kilku latach zmienił i pracę i miejsce zamieszkania, ale kontakty z Opolszczyzną pozostały. Barbara B. często spędzała wakacje u dziadków w Bielicach. Ale do tego roku, zanim nie przyjechała do muzeum w Łambinowicach, niewiele wiedziała i o poprzednich mieszkańcach Łambinowic i Bielic, i o obozie, który tu funkcjonował tuż po wojnie. Jak mówi, ojciec niewiele opowiadał o przeszłości, zresztą ona jako dziecko niewiele rozumiała.

Nowi mieszkańcy okolic Łambinowic, najczęściej repatrianci zza Buga albocentralnej Polski nie chcieli widzieć i wiedzieć, że gospodarstwa, które właśnie zajmują, jeszcze kilka tygodni wcześniej miały innych właścicieli. Zresztą - jak im mówiono - to Niemcy. A co się tyczy Niemców, w polskiej propagandzie powojennej był jeden oficjalny przekaz: „Nie cackać się z niemcami (pisownia oryginalna - red), nie tolerować ich na naszych ziemiach, nie stwarzać dla nich kart pracy, przymusu pracy za zapłatą 75 proc. płacy Polaków, ale spędzić całą tę bandę razem i odprowadzić pod konwojem za Odrę i Nissę. W Polsce zostawić możemy tylko tych niemców (pisownia konsekwentnie małą literą - red), którzy nam będą potrzebni jako siła robocza przy odbudowie zniszczonego kraju. Te niemieckie kolumny robocze muszą być jednak skoszarowane i trzymane na prawach jeńców wojennych, a nie ludzi wolnych” - ten cytat to fragment artykułu prasowego pt. „Wyrzucić niemców za Odrę i Nissę”, wydrukowanego w roku 1945 w „Gazecie Robotniczej”.

A właśnie w Łambinowicach było jedno z takich „miejsc skoszarowania” gdzie mieszkańcy okolicznych wsi, trzymani byli „na prawach jeńców wojennych a nie ludzi wolnych jako siła robocza”.
Kiedy w latach 90. ubiegłego wieku w miejscu byłego obozu pracy dla Ślązaków w Łambinowicach stanął drewniany krzyż, to na początku kilka razy był niszczony. „Niemców nie chcemy tu upamiętniać” - słyszeli pracownicy łambinowickiego Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych.

Dziś ta świadomość, co tak naprawdę działo się tu po wojnie jest już większa - usłyszałam w muzeum, którego częścią jest miejsce po byłym obozie pracy. W muzeum można obejrzeć wystawę historyczną, film, kupić wydawnictwa które dokumentują wydarzenia lat 1945 i 1946 w Łambinowicach, a od kilku lat ani krzyż, ani tablice upamiętniające ofiary, nie są już celem wandali i „polskich patriotów”.

Obóz pracy w Łambinowicach był jednym z około stu podobnych na Śląsku, nie należał nawet do specjalnie dużych. Przeszło przez niego około 5 tysięcy osób. Został utworzony 14 lipca 1945 roku, decyzją władz powiatu niemodlińskiego. Umożliwiło ją wcześniejsze rozporządzenie wojewody śląsko-dąbrowskiego, generała Aleksandra Zawadzkiego, w sprawie „spolonizowania Śląska Opolskiego”.

Zadanie zorganizowania obozu w Łambinowicach i pierwszym komendantem został Czesław Gęborski, 21-letni wtedy sierżant milicji. ­ Usłyszał, że ma sam stworzyć regulamin obozu, a wzorować może się na organizacji obozów nazistowskich - mówi Dorota Musiał, adiunkt w muzeum. I tak właśnie zrobił - regulamin przewidywał nieograniczoną władzę komendanta i jego podwładnych nad uwięzionymi. A to rodziło przemoc, zwłaszcza że komendant Gęborski dobrał sobie ludzi brutalnych i zdegenerowanych.

Do obozu zwożono ludność z około 150 miejscowości, najwięcej z około 30 wsi z okolicy. Głównie kobiety, dzieci, osoby w podeszłym wieku. „Niemcom, którzy mają być wysiedleni, daje się 15 minut czasu, na zebranie najpotrzebniejszych rzeczy i odsyła pod eskortą do obozów odosobnienia. Cały pozostawiony majątek stanowi własność państwa i zostaje pod opieką wójta. Potrzebną część tego majątku przekazuje się osiedlonemu repatriantowi, resztę przekazać Tymczasowemu Zarządowi Państwowemu - mówiła poufna instrukcja.

Życie w obozie, pod rządami Gęborskiego i jego ekipy było piekłem. Codziennością było fizyczne i psychiczne znęcanie się, gwałty i morderstwa. Zmarłych chowano w bezimiennych grobach, bez udziału rodziny. Apogeum przemocy nastąpiło 4 października 1945 roku. Prawdopodobnie doszło wtedy do pożaru jednego z baraków, a podczas jego gaszenia straż obozowa otworzyła ogień do gaszących więźniów. Zginęło co najmniej 46 - 48 osób.

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
filatelista
Heinrich Friedrich "Heinz" Reinefarth urodził się 26 grudnia 1903 roku w Gnieźnie jako syn Fritza Reinefartha i Berthy z domu am Ende. Walczył w kampanii wrześniowej w Polsce oraz we Francji i ZSRR. Heinrich szybko awansował i w 1942 został generałem majorem policji. W styczniu 1944 powraca na tereny Polski. I szybko staje się współodpowiedzialny za hekatombę Polaków zamieszkujących Kraj Warty. W sierpniu 1944 dostaje rozkaz sformowania jednostek do tłumienia Powstania. I już 5.08 stawia się do walki na Woli, gdzie w ciągu kilku następnych dni dowodzi masowymi egzekucjami 50 tysięcy !! cywilów. W jednym z raportów pisze, że brak mu już amunicji. W wielu przypadkach ludzie są paleni żywcem, wieszani oraz mordowani kolbami karabinów. Potem walczy jeszcze na Starówce, Powiślu i Czerniakowie. Ocenia się, że jego oddziały wymordowały około 100 tysięcy osób. Po wojnie Polacy zażądały od Aliantów wydania zbrodniarza, jednak otrzymały taką samą odpowiedź jak w prośbie o wydanie von dem Bacha. W 1951 roku Reinefarth zostaje...burmistrzem Westerland, a w 1958 siedzi już w parlamencie miasta Szlezwik-Holsztyn. Po zakończeniu kadencji, a więc w roku 1967 rozpoczyna pracę jako prawnik. Jest przecież dyplomowanym prawnikiem z 1930 roku. Mimo wielu próśb władze RFN nie chcą go wydać, przyznając mu jeszcze rentę generalską. Heinrich Friedrich "Heinz" Reinefarth umiera w zaciszu swojej rezydencji na wyspie Sylt w 1979 roku.
f
filatelista
Fritz ter Meer urodził się 4 czerwca 1884 roku. Pracownik koncernu farmaceutycznego IG Farben, naukowiec, zbrodniarz wojenny. Testował preparaty w Oświęcimiu, skazany na 7 lat wyszedł już po 2 za ...dobre sprawowanie. W 1956 zostaje prezesem firmy Bayer !!!, przewodniczący rady nadzorczej Theodor Goldschmidt AG, zastępca przewodniczącego rady nadzorczej Comerzbank, Stowarzyszenia Bank AG, członek zarządu w Waggonfabrik Uerdingen, Bankverein Westdeutschland AG oraz Zjednoczonych Przedsiębiorstw Przemysłowych AG (VIAG). Fritz umiera w 1967 w Leverkusen.
f
filatelista
Heinrich Plaza urodził się 10 lipca 1912 roku. Zbrodniarz hitlerowski, lekarz SS. Pełnił służbę lekarską w obozach w Oświęcimiu, Dachau, Buchenwaldzie, Stutthofie. Asystował podczas uśmiercania więźniów zastrzykami śmierci. Po wojnie niepokojony przez prawo aż do 1954 roku. Wtedy to Francuski Trybunał skazał go na śmierć. Plaza był wówczas chory na stwardnienie i nie mógł chodzić. Toteż sąd uniewinnił go w 1958 roku. Zmarł w 1968 roku w swoim domu.
f
filatelista
Hans Kammler urodził się w Szczecinie 26 sierpnia 1901 roku. Architekt i wysokiej rangi oficer SS. Jeden z największych zbrodniarzy odpowiedzialny m.in za: zniszczenie dzielnicy Żydowskiej w Warszawie, mordowanie więźniów w obozu Mittelbau-Dora, oraz ulepszanie komór i krematoriów w obozach śmierci. Pracował również nad rakietami V1 i V2. Pod koniec kwietnia 1945 roku jego ślady się urywają. Prawdopodobnie uciekł do Ameryki Południowej. Mógł również zginąć w niewyjaśnionych okolicznościach, ale tego nikt nie jest pewien. Dlatego Hans Kammler znajduje miejsce na mojej liście.
f
filatelista
Werner Lorenz urodził się 2 października 1891 roku w Grunhof. Zbrodniarz hitlerowski w "białych rękawiczkach", szef VoMi (Głównego Urzędu Kolonizacji dla Niemców etnicznych), członek SS i NSDAP. W czasie I WŚ był pilotem. W czasie II WŚ VoMi wysiedlała Polaków, czasem bardzo brutalnie ze swoich domów, robiąc miejsce dla Niemców. Miało to miejsce w Kraju Warty. Po wojnie Lorenz usiadł na ławie oskarżonych przed Amerykańskim sądem. Werner został uznany za winnego i dostał karę 20 lat więzienia. Wszystko by się zgadzało gdyby nie to iż karę złagodzono a oskarżony wyszedł już w 1955. Werner Lorenz zmarł z przyczyn naturalnych 13 maja 1974 roku w Hamburgu.
f
filatelista
Louise Helene Elisabeth Danz urodziła się 11 grudnia 1917 roku. Nadzorczyni SS w obozach Majdanek, Płaszów, Oświęcim i Malechów. Osobiście zadbała oto aby więźniowie nie otrzymywali po kilka dni jedzenia ani picia. W obozie Malechów zadeptała małą dziewczynkę na śmierć. W 1947 roku skazana na karę 15 lat, wychodzi po 10. Odtąd żyje po dziś dzień na wolności.
f
filatelista
Hans Stark jeden z bardziej okrutnych zbrodniarzy wojennych, członek załogi obozu w Buchenwaldzie, Dachau i Oświęcimiu. Urodził się 14 czerwca 1921 roku. W pierwszym obozie służbę rozpoczął już w wieku 17 lat. W 1940 roku trafia do Oświęcimia. Stark brał czynny udział w gazowaniu Żydów, osobiście wrzucał Cyklon B do komory gazowej. Oprócz tego uczestniczył w egzekucjach pod "ścianą śmierci" przy bloku 11. Podczas następnych przeprowadzanych w maju 1942 roku akcji mordowania ludzi Hans Stark często odprowadzał na bok kilka kobiet, kazał im stawać w rzędzie obok krematorium, a potem strzelał do 1 czy 2 w pierś czy nogę. Gdy inne błagając o życie padały na kolana Hans krzyczał do nich "Jazda Sarah wstawaj no już" !! A potem zabijał je, jedną po drugiej. Po wojnie w 1963 stanął przed sądem skazano go nawet w 1965 roku na 10 lat mimo to wyszedł 3 lata później. Nigdy w pełni nie odpowiedział za potworne zbrodnie jakich się dopuścił. Zmarł w 1991 roku w swoim rodzinnym mieście Darmstad.
f
filatelista
Alfred Helmut Naujocks urodził się 20 września 1911 roku. Był oficerem SD i SS. Zasłynął jako człowiek, który rozpoczął II Wojnę Światową, poprzez przeprowadzenie akcji w Gliwicach 31 sierpnia 1939 roku. Następstwa tej akcji znane są każdemu Polakowi. W 1944 poddaje się Amerykanom. Ci wypuszczają go jednak z braku jakichkolwiek dowodów. Po wojnie pracuje jako biznesmen w Hamburgu. Publikuje bez obaw powieść "Ten, który rozpoczął wojnę"zarabia na tym do śmierci.
f
filatelista
Herbert Scherpe urodził się 20 maja 1907 roku w Gliwicach. Sanitariusz SS w obozie Oświęcim-Brzezinka, członek SS i NSDAP. W Oświęcimiu przez 3 lata swojej pracy zajmował się głównie mordowaniem ludzi za pomocą zastrzyków z fenolu. Po zamordowaniu pewnej ilości osób Herbert odmówił dalszego mordowania. Ale czy ten wyraz skruchy zasługiwał tylko na 4 lata więzienia?widać tak. Herbert umiera 1997 roku w Mannheim.
f
filatelista
SS-Oberscharfuhrer Hans Perschon w Majdanku był kierownikiem sekcji komory gazowe w latach 1942-1944. Jego zadaniem było także zamawiane Cyklonu B od firmy IG Farben. O jego życiu prywatnym niewiele wiadomo, ale jego zbrodnie są szeroko znane. Hans był bowiem specjalistą w sprawach uśmiercania ludzi gazem. Nie wiadomo kiedy i jak zginął, jedno jest pewne nigdy nie stanął przed sądem.
f
filatelista
Oswald Kaduk ps. Diabeł. Urodził się 26 sierpnia 1906 roku w Królewskiej Hucie. Zbrodniarz SS, członek załogi obozu w Oświęcimiu. Był tam najpierw kierownikiem bloku, potem oficerem raportowym. Pod wpływem alkoholu stosował tortury i kary wobec skazanych. Dokonywał egzekucji. W 1947 skazany na 25 lat, wychodzi jednak po 9. Ponownie skazany w 1956 tym razem na dożywocie jednak wychodzi ze względu na zły stan zdrowia. Biedny Oswald umiera w 1997 roku, niestety nie w więzieniu.
A
Anna Ładuniuk
Witam, pisząc tekst do "Naszej Historii" przeglądałam różne gazety. Także Dziennik Zachodni. Oczywiście ton był wszędzie podobny. Zachęcam do lektury miesięcznika, tam znajdzie pan cały tekst o Łambinowicach i więcej interesujących pana cytatów.
c
chrobok
(cytat): „Wyrzucić niemców za Odrę i Nissę”, wydrukowanego w roku 1945 w „Gazecie Robotniczej”.

A ciekawe, co na tyn tymat pisou wtedy "Dziennik Zachodni"?
S
Sandman.
Ale jak pytam moich znajomych z Cielmic pod Tychami, to mówią tylko o smrodzie, który czasami dolatywał do Tychów z krematoriów Auschwitz. Wszyscy wiedzieli co tam Niemcy robią. Widzieli pociągi z Żydami, czuli smród krematoriów, widzieli pociągi wracające puste. Niemcy też wiedzieli co ich rząd robi z Żydami i to POPIERALI. Zemsta, która na nich za to spadła była straszna, czasami ślepa. Ale nie nieuzasadniona...
k
karlus
Następny mały krok do prawdy! Mały, ale cieszy!
Odkrywanie naszej Śląskiej historii i tożsamości, przynosi wymierne efekty. Mimo, że nadal trwa sarmackie zakłamywanie i agresywna polonizacja Śląskiego heimatu, mimo ujadania i skowytu partyjnych głosicieli "jedynej i odwiecznej polckiej prawdy", mimo nazywania nas ukrytą opcją niemiecką - my Ślązacy trwamy i pamiętamy! Nie wstydzimy się ani niemieckości, ani czeskości, ani też pruskości...
Wiedzę o naszej małej ojczyźnie przekazujemy naszym dzieciom i wnukom, tak jak nam przekazali to opy i starzyki! Pielęgnujemy nasze tradycje i kulturę, pamiętamy o naszych noblistach i uczonych. Czytamy dzieła naszych pisarzy i poetów, oglądamy naszych artystów i aktorów, śpiewamy nasze piosenki i opowiadamy nasze skecze i wice. Żyjemy i bawimy się...
Jesteśmy u siebie, tu gdzie byli nasi ojcowie, dziadkowie, pradziadowie i pra, pra, pra....
To nasza ziemia, trudna, ciężka i tragiczna! Ale nadal wciąż nasza! Kochamy Ją!
Wielu z nas już odeszło, wielu też wyjechało, wielu jeszcze wyjedzie, ale Śląsk zawsze był i będzie w naszych sercach - bez względu na to gdzie jesteśmy, i w jakim kraju obecnie mieszkamy!

Pamięć, czyli to, co jest naszą największą bronią i wartością.
Zrozumienie, czyli tolerancja, wielokulturowość i wielonarodowość, to integralna i nierozerwalna część naszej tożsamości.
Wybaczanie... aby miało miejsce musi spełnić kilka warunków. Jednym z nich jest przyznanie się winowajcy, przeproszenie za wyrządzoną tragedię, posypanie łba popiołem i naprawienie szkód! A na koniec najważniejsze - zobowiązanie Pro Publico Bono, że już nigdy więcej!
Wtedy wzorem polskich biskupów powtórzymy razem: Wybaczamy i prosimy o wybaczenie.
Ale zanim do tego dojdzie, zanim sarmackie łby pokryją się popiołem - za tragedię jaką nam zgotowali - oni, ich ojcowie, dziadkowie i pra... to znając ich podłe zachowania i permanentne oszustwa - dużo wody w Odrze i Wiśle upłynie..
Poczekamy! Mamy dużo czasu! Oni mają go coraz mniej!!!
Dodaj ogłoszenie