Opera Śląska w Bytomiu: "Madama Butterfly" - japoński wachlarz tragicznej historii RECENZJA

Magdalena Nowacka-GoikZaktualizowano 
Madame Butterfly w Operze Śląskiej w Bytomiu MANO
"Madama Butterfly" - japoński wachlarz tragicznej historii RECENZJA Wyobraźmy sobie egzotykę, pachnącą kwiatem wiśni. Oszczędna scenografia, malowniczy pejzaż japońskiej wioski, gdzieś na wzgórzu. Ceramiczne filiżanki. Wielka miłość, zderzenie dwóch kultur, honor i śmierć. W porcie w Nagasaki cumuje okręt marynarki Stanów Zjednoczonych „Abraham Lincoln”. Młody oficer – Benjamin Franklin Pinkerton szuka rozrywki i kobiecego towarzystwa. Znajduje je w osobie piętnastoletniej gejszy Cio-cio-san, nazywanej po angielsku Butterfly. Kupuje dom i bierze ślub z piękną Japonką, która oddaje mu swoje serce, poświęcając nawet wiarę swoich przodków. Oficer nie traktuje jednak ślubu poważnie, porzuca ukochaną. Ta, wiernie na niego czeka, razem z synem, owocem ich nocy poślubnej. Mimo biedy, odrzuca propozycje małżeństwa z rodakiem. Ukochany wraca po trzech latach, ale tylko po to, aby odebrać syna i wychowywać go z "prawdziwą" żoną, którą poślubił w swoim kraju. Zrozpaczona Butterfly w końcu uświadamia sobie, że Pinkerton nie kocha jej naprawdę. Zgadza się na oddanie syna, bo wciąż wierna swoim zasadom, "musi być posłuszna". Czuje jednak, że w tej sytuacji, pozostaje jej tylko jedno: odebrać sobie życie.

"Madama Butterfly" RECENZJA

A to wszystko opowiedziane, wyeksponowane, za pomocą wyjątkowej linii melodycznej. "Madama Butterfly" Giacoma Pucciniego, to wciąż jedna z najbardziej wyjątkowych historii świata operowego. Tak bardzo inna, a jednocześnie klasyczna w swoim pięknie. Zaliczana do dzieł werystycznych, czyli takich, gdzie zamiast tematyki fantastycznej, charakterystycznej dla romantyzmu, pokazana jest tzw. prawda życiowa, realizm dramatów, które możemy spotkać w naszej codzienności.

Muzyka na pierwszym planie

Tegoroczny sezon na scenie Opery Śląskiej, to nie tylko premiery. Po entuzjastycznie przyjętej "Romeo i Julii" Ch. Gounoda w reżyserii Michała Znanieckiego, zaledwie dwa tygodnie później, w piątek 3 listopada, można było obejrzeć dzieło Pucciniego "Madama Butterfly" w reżyserii Henryka Konwińskiego. Premiera na bytomskiej scenie odbyła się 30 stycznia 1988 roku, wznowienie pod nowym kierownictwem muzycznym i w nowych obsadach - 12 marca 2011 roku. Po sześciu latach od tego wznowienia, ponownie oglądamy tę operę w Bytomiu. I znowu jest inna. I jest też dowodem, że można zrobić spektakl operowy, który zachwyca, bez zbędnych dodatków, bajerów. Przenosząc punkt ciężkości w inne miejsce. I stawiając na czystość formy. To emocje zupełnie inne niż przy "Romeo i Julii". Reżyser Henryk Konwiński pracuje bowiem inaczej. Bez szaleństw i w bardziej konserwatywny sposób. Ale w tym właśnie tkwi sukces i indywidualność. A widzowie doceniają obie stylistyki.

Przede wszystkim, należy podkreślić zupełnie odmienną aranżację, porównując z poprzednimi wystawieniami tej opery. Chór, balet i orkiestra, wystąpili pod dyrekcją Bassema Akiki, od kilku tygodni dyrektora artystycznego bytomskiego teatru.
To kolejna produkcja w Operze Śląskiej (po "Romeo i Julii") tego uznanego w świecie, młodego i bardzo uzdolnionego dyrygenta. I kolejny dowód na to, że wprowadza on nową jakość do muzycznej warstwy przedstawień w Operze Śląskiej. Prowadzi orkiestrę pewnie i z wirtuozerią. Chociaż krytycy podkreślają, że w operach werystycznych, warstwa fabularna, tematyka, jest wyjątkowo ważna, to muzyka nie jest tu na pewno dodatkiem.

Muzyka w tej wersji "Madama Butterfly" zachwyca swoją egzotyką. "Niesie" głosy śpiewaków, ale ma też swoje miejsce odrębne. Scena, kiedy w milczeniu, Butterfly(Anna Wiśniewska-Schoppa) czeka na przybycie ukochanego, to historia całkowicie opowiedziana obrazem i muzyką. Bez śpiewu, ilustruje noc czuwania od wieczoru aż po świt, kiedy nieruchomą postać Butterfly oświetla księżyc, a potem pierwsze promienie słońca. Orkiestra zamyka ten akt i otwiera kolejny.

Scenografia Jana Bernasia jest ascetyczna - i bardzo dobrze! Wystarczy światło, kolory przepięknych obi, którymi przepasano kimona, fryzury, drewniane ściany domu i ikebany. To wszystko podkreśla japońską kulturę, bogatą, ale bez przepychu, metaforyczną w mowie i gestach. O to ostatnie mocno zadbał reżyser - każdy ruch na scenie, jest mocno przemyślany, precyzyjny. Etykieta, japońskie maniery, sztuka parzenia herbaty i konserwacji - wszystko to mamy.

Tragedia kobiety

Niekwestionowaną gwiazdą jest jednak zdecydowanie tytułowa bohaterka. Anna Wiśniewska-Schoppa wydaje się być stworzona do tej roli. Przede wszystkim jej sopran, radośnie rozśpiewany w scenie ślubu, przepięknie rozwija się i zmienia w kolejnych aktach. Jest w nim beztroska, wiara, nadzieja i końcowa determinacja, kiedy bohaterka decyduje się na harakiri.

Tu trzeba podkreślić, że ten spektakl wymaga od artystów wyjątkowego wysiłku - nie ma zmian w dekoracji, które oderwałyby uwagę widza i pozwoliły na dyskretne "złapanie oddechu". Pełna koncentracja. Zwłaszcza w przypadku głównej bohaterki.

Trudno wybrać najlepsze sceny z jej udziałem. Bo jest ich sporo. Na pewno aria w scenie rozstania z synem (Beniamin Gnida), ale też ta, w której Butterfly wystawia swoje credo; niezłomną wiarę, że jej ukochany powróci. Dojrzałość artystki robi wrażenie. Bo to nie tylko wspaniały głos, ale niewątpliwe zdolności aktorskie. Jej Motyl, to kobieta bardzo japońska i chociaż wydaje się naiwna w swoim pojmowaniu świata, wzbudza szacunek swoją cierpliwością, odwagą i poświęceniem. Jest też jednocześnie pełna wdzięku i spokojnej elegancji. Wiara Butterfly jest niezłomna, ale kobieta instynktownie, już na początku, przeczuwa, że może być wykorzystana. Kiedy Pinkerton (Maciej Komandera) zachwyca się jej imieniem, ona zaniepokojona śpiewa, że słyszała, iż w jego kraju motyle są przebijane szpilką...przeczucie? Ukochany uspokaja ją, że to jedynie forma zatrzymania tych ulotnych stworzeń, tak jak on zatrzymuje ją w ramionach.

Maciej Komandera (Benjamin Franklin Pinkerton), chociaż troszeczkę w tle swojej ukochanej, równie interesująco prowadzi swoją postać. Nie można uznać go za całkowicie negatywnego. Wychowany w innej kulturze, ulega urokowi subtelnej Japonki, ale wydaje się być szczery w swoim zachwycie. Ich miłosny duet (Bimba dagli occhi) to również jedna ze scen, nad którą warto się zatrzymać i pozachwycać. Komendera jest ciepły, opiekuńczy, delikatny, chociaż stanowczy. Robi nadzieję nie tylko Butterfly, ale i widzom.
Jak można się będzie przekonać na sam koniec, miał wyrzuty sumienia.

Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że głos Komandery bardziej przemawia, kiedy słyszymy go w duecie z drugim mężczyzną. Widać to w partiach, gdzie występuje razem z konsulem (naprawdę na poziomie Stanisław Kuflyuk). Podobnie było, gdy widziałam go na scenie w "Mocy przeznaczenia", kiedy śpiewał razem z Mariuszem Godlewskim.

Z postaci, które zaznaczają swoje miejsce, warto wspomnieć jeszcze o służącej i przyjaciółce Pani Motyl, czyli Suzuki. Występująca w tej roli Roksana Wardenga, chociaż postać drugoplanowa, w pewnych momentach staje się prawie równoważna swojej pani. Z pokornej i wiernej służącej, zmienia się w opiekunkę. Mniej naiwną, ale zawsze stawiającą na planie pierwszym szczęście Butterfly.

Warto jeszcze wspomnieć o chórze (przygotowanie - Krystyna Krzyżanowska-Łoboda), który słychać nie tylko na scenie, ale także poza nią. I to jest też świetny pomysł na pewne rozszerzenie perspektywy, planów wydarzeń. Słysząc chór, a nie widząc go, wyobrażamy sobie japońskie plenery, ogród i wzgórze.

I na koniec. Rola praktycznie niema, statyczna. Beniamin Gnida, chłopiec grający dziecko japońskiej gejszy i amerykańskiego oficera. Mogliśmy go już zobaczyć w "Romeo i Julii". Bardzo młody aktor ma zdecydowanie zadatki, żeby na dłużej zagościć w produkcjach Opery Śląskie j(i tak podobno ma być). Doskonale czuje się na scenie. Ma dojrzałość i zdyscyplinowanie.

"Madama Butterfly" to ponadczasowa klasyka. W tej wersji, z wartką historią, egzotyką i piękną muzyką.
I tragizmem, który powoduje, że wyciągamy chusteczki z kieszeni. A tragizm jest tu podwójny. Bo to nie tylko nieszczęśliwa miłość kobiety do mężczyzny. To także (a może przede wszystkim) tragizm matki, która godzi się na oddanie syna. I odbiera sobie życie, żeby ten, kiedy dorośnie, nie miał wyrzutów sumienia, iż ją opuścił. Chociaż przecież i tak nie miał na to wpływu...

Premiera pierwszej wersji opery miała miejsce 17 lutego 1904 w mediolańskiej La Scali. "Madama Butterfly" została wtedy przyjęta bez entuzjazmu. Puccini wprowadził potem w utworze zmiany i cztery miesiące później wystawiono operę ponownie w Brescii. Dzieło odniosło sukces, przenosząc się na deski Metropolitan Opera w 1907 roku. Co ciekawe, w La Scali wystawiono "Madama Butterfly" ponownie dopiero po śmierci Pucciniego, ponieważ kompozytor, dotknięty nieprzychylnym prawykonaniem – za życia nie zgadzał się na inscenizowanie opery na tej scenie.

'Madama Butterfly", Opera Śląska w Bytomiu, 3.11.2017
kierownictwo muzyczne: Piotr Warzecha
inscenizacja i reżyseria: Henryk Konwiński
scenografia: Jan Bernaś
kierownictwo chóru: Krzysztof Martyniak
współpraca muzyczna: Krzysztof Dziewięcki
współpraca reżyserska: Feliks Widera
asystent reżysera: Maciej Komandera
[b]Obsada spektaklu na dzień 3.11.2017 r.

Soliści, Chór i Orkiestra Opery Śląskiej pod dyrekcją Bassema Akiki

Madama Butterfly- Anna Wiśniewska-Schoppa

Suzuki- Roksana Wardenga

Pinkerton- Maciej Komandera

Konsul- Stanisław Kuflyuk

Bonzo- Bogdan Kurowski

Goro- Piotr Rachocki

Yamadori- Kamil Zdebel

Kate- Anna Noworzyn-Sławińska

Komisarz- Adam Woźniak

Urzędnik- Janusz Wenz

Dziecko- Beniamin Gnida[/b]

POLECAMY TWOJEJ UWADZE

24 zawody deficytowe. Sprawdź, których specjalistów szukają

Czy dostałbyś się do policji? PRAWDZIWE PYTANIA TESTU MULTISELECT

Ile zarabiają nauczyciele, lekarze, policjanci i służby mundurowe SPRAWDŹ LISTĘ PŁAC

Znasz język śląski? Przetłumacz te zdania QUIZ JĘZYKOWY II

Magazyn tyDZień Informacyjny program Dziennika Zachodniego

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3