18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Operacja Rozszerzenie

Marcin Zasada
Günter Verheugen
Günter Verheugen FOT. MARZENA BUGAŁA
Nikt nie może zanegować roli, jaką Wałęsa odegrał w procesie jednoczenia Europy. To człowiek, który zmienił dzieje naszej cywilizacji - mówi Günter Verheugen, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Projekt Rozszerzenie to tytuł książki, której jest pan współautorem razem z Markiem Orzechowskim, i która ukaże się w przyszłym miesiącu. Jak po pięciu latach patrzy pan na ten projekt?
Zacznijmy od tego, że pierwszy raz jestem współautorem książki, w której nie napisałem ani słowa (śmiech). Mój udział w niej to jednak wielogodzinne rozmowy i rozważania z Markiem Orzechowskim. Co do projektu, to zawsze traktowałem rozszerzenie jako jedyną szansę na zaleczenie ran powstałych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej najpierw po drugiej wojnie światowej, a następnie po latach izolacji za żelazną kurtyną. Walczyliśmy więc ze zniesieniem sztucznego podziału, jaki dokonał się na naszym kontynencie przez te wszystkie lata. Jednak piękna idea to jedno, a przekonanie reszty Europy o konieczności szybkiej i szerokiej integracji było nie mniej trudne niż sama integracja.

Unia obawiała się barbarzyńców ze Wschodu?
Obawiała się przede wszystkim dlatego, że nikt nie był w stanie wyobrazić sobie modelu rozszerzenia i poprzedzających je negocjacji z dziesięcioma krajami naraz. Początkowo proponowano, by proces akcesyjny podzielić na kilka etapów i zacząć go od tak zwanej grupy małego ryzyka, do której zaliczano Estonię, Węgry i Słowenię. Uważałem ten pomysł za karkołomny i niemożliwy do zrealizowania. Bez polskiej partycypacji, rozszerzenie nie miałoby sensu.

Günter Verheugen: Wejście Polski do Unii było dla nas największym wyzwaniem

Dla Polski czy Europy?
W Polsce reperkusje związane z pominięciem waszego kraju w konsolidacji nowej Unii byłyby dramatyczne. Dla Polski byłoby to potwornym upokorzeniem, na które Europa nie mogłaby pozwolić. Z drugiej strony jednak, spełnienie warunków, sprostanie wszystkim wymogom przedakcesyjnym należy odczytywać nie jako dobrą wolę Unii, lecz sukces Polski. Wasz kraj szybko udowodnił, że należy mu się rola pełnoprawnego członka Wspólnoty. Swoje zadanie traktowałem jako coś więcej niż tylko praca. Na integrację w 2004 roku, a przede wszystkim akcesję Polski patrzyłem przez pryzmat nie tyle technicznych, ekonomicznych czy politycznych uwarunkowań, co historycznej sprawiedliwości.

Sprawiedliwości, w ramach której Niemiec zabiega o pomocną dłoń dla Polski?
Niektórzy rzeczywiście widzieli w tym taką prawidłowość. Powierzenie pilotowania rozszerzenia Niemcom mojej generacji, można było odczytywać jako część europejskiego procesu terapeutycznego. Wszyscy wiemy, co oznaczała druga wojna światowa, jak zmieniła Europę... Nie wyobrażam sobie, jak w obliczu przeszłości można byłoby wytłumaczyć na przykład Polsce, że Niemcy mają prawo do czerpania korzyści z Unii, jako jej pełnowartościowy beneficjant, natomiast Polska takiego prawa nie posiada. Polska nie wywołała wojny, nie inspirowała ekspansji reżimu komunistycznego, nikt nie pytał, czy chce być częścią Układu Warszawskiego. Postawmy sprawę jasno - wasz kraj od początku zasługiwał na członkostwo w Unii. Z historycznego punktu widzenia to prawo, którego nie sposób było podważyć.
Opinia polityka lubiącego wschód Europy nie przylgnęła do pana jednak wyłącznie wskutek realizowania aktów sprawiedliwości historycznej.
Bo według mnie to nie moralno-historyczna odpowiedzialność odgrywała w procesie integracji wiodącą rolę, lecz rzeczywiste wartości i potencjał, które trzeba dostrzec w Polsce. Cała ta część Europy rzeczywiście leży mi na sercu. Dostrzegam problemy tego regionu. Przykład Ukrainy - kraju niezwykle podzielonego, wyrażającego zarazem unijne aspiracje jest dla Europy kolejnym ciężkim i ważnym zadaniem do zrealizowania. Tuż obok mamy Rosję, państwo półdemokratyczne, które na każdym kroku p**odkreśla swoją istotną rolę, jako światowego mocarstwa. Ukraina, tak jak Polska nie ma wyboru - Rosja jest jej sąsiadem, z którym konieczne jest ułożenie rozsądnych relacji. Co może zrobić Europa? Zadbać o to, żeby Rosja rozwijała się stabilnie, była przewidywalna i na tych podstawach, krok po kroku budować stosunki międzynarodowe. O ile Amerykanie zrozumieli i zaakceptowali bardziej zbilansowaną politykę nowej Wspólnoty, tak Rosjanie zareagowali na nią w sposób bardziej problematyczny, bardziej realistyczny, nieufny. Jeśli ktoś sądził, że Rosja przyklaśnie każdej integracyjnej inicjatywie Unii, był po prostu naiwny.

Wróćmy do procesu akcesyjnego Polski. Jak przebiegały unijne negocjacje w latach 1997-2001, kiedy był pan komisarzem UE odpowiedzialnym za rozszerzenie?
Kwestia Polski była zdecydowanie najtrudniejsza, choć z drugiej strony wasz kraj był też najważniejszym elementem rozszerzenia Wspólnoty w 2004 roku. Czterdzieści z siedemdziesięciu milionów ludzi zamieszkujących dziesięć państw przystępujących do negocjacji mieszkało przecież w Polsce. Polska była dla nas największym wyzwaniem. Moim zdaniem, problem tkwił w mylnym przeświadczeniu liderów polskiej polityki, że przystąpienie do Unii będzie formalnością, że Polska nie musi właściwie niczego negocjować. Byćmoże źle zinterpretowano obietnice kanclerza Niemiec Helmuta Kohla i prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, bo będąc pierwszy raz w Warszawie, zaskoczyłem przedstawicieli polskiego rządu, mówiąc, że Polskę czeka jeszcze wiele pracy przed akcesją. Wasz kraj nie był jeszcze wtedy zupełnie przygotowany do wstąpienia do Unii. Na szczęście, tacy politycy, jak premierzy: Jerzy Buzek, a potem Leszek Miller dobrze zrozumieli przesłanie, które skierowała do nich Europa.

A potem był słynny, dramatyczny szczyt w Kopenhadze, na którym, jak pisała zachodnia prasa, Leszek Miller wyczyniał akrobacje.
Tuż przed Kopenhagą trzeba było znaleźć rozwiązanie, by Polska nie stała się na początku płatnikiem netto, czyli by od razu nie musiała wpłacać do unijnego budżetu więcej niż mogłaby z niego dostać. To był pierwszy z lawiny problemów, zaś sam szczyt wyglądał naprawdę dramatycznie i momentami wszystko wisiało na włosku. Nerwowa atmosfera, wracanie do zakończonych i ustalonych wcześniej kwestii, fiasko pierwszej rundy rozmów, powtarzające się telefony do Warszawy i z Warszawy do Kopenhagi. Co godzinę pojawiały się nowe żądania i propozycje, pamiętam, jak z kolejnymi postulatami dzwonił z Polski minister Jarosław Kalinowski (ówczesny wicepremier i minister rolnictwa). Na szczęście, po przeciągających się w nieskończoność targach, negocjacje zakończyły się pomyślnie.

Czy równie pomyślnie kończy się pierwsze pięciolecie po rozszerzeniu?
Absolutnie. Dziś jesteśmy z niego zadowoleni w stu procentach.
Pańskie słowa brzmią nieswojo w świetle szalejącego kryzysu.
Kryzys w żaden sposób nie wpływa na ocenę projektu rozszerzenie, bo według mnie, jedno i drugie nie ma ze sobą związku. Kryzys nie obnażył też żadnych słabości Unii, o których nie mieliśmy świadomości wcześniej. Natomiast nikt nie zaprzeczy temu, że zjednoczonej Europie będzie łatwiej przetrwać ciężki okres. poza Wspólnotą
Kryzys nie podzielił nowych i starych członków Unii?
Nie sądzę. Część nowych państw należy już przecież do strefy euro. Jeśli mielibyśmy mówić o linii, którą wyznaczył kryzys, to powiedziałbym, że powstała ona między członkami eurolandu i resztą krajów. W Unii Europejskiej nikt nie może pozwolić, by jeden kraj pogrążył się w gospodarczej zapaści.

Może lepiej nie wywołujmy wilka z lasu. Przejdźmy do korzyści, które Polska odniosła w związku z przystąpieniem do Unii.
Korzyści ekonomiczne są oczywiste i nie ma nawet potrzeby przytaczać liczb, by je udowodnić. Według mnie, ważniejsze od czynników gospodarczych jest odzyskanie przez Polskę istotnej roli w Europie.

Czy ta rola to rola awanturnika? Podczas sporów na szczeblu europejskim częściej właśnie tak przedstawia się taktykę negocjacyjną Polski.
Na początku rzeczywiście tak było. Starałem się tłumaczyć, że musimy uzbroić się w cierpliwość, by dobrze rozumieć swoje racje i interesy. Później premiera Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Lecha Kaczyńskiego nazywano w Europie klaunami, z czym kategorycznie się nie zgadzałem. Faktem jest, że Polska nigdy nie była łatwym partnerem, choć cieszę się, że z każdym rokiem wasze nastawienie jest coraz bardziej elastyczne oraz konstruktywne. Polska nigdy nie domagała się również pozycji lidera wśród nowych państw członkowskich, czego obawiano się w Unii, za to dobrze pojmuje dobro swoich sąsiadów.

Czy nagrodą za taką postawę będzie stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego dla Jerzego Buzka?
Trudno traktować to jako nagrodę, choć jeśli Jerzy Buzek zostanie przewodniczącym europarlamentu, będzie to oczywisty certyfikat polskiej jakości w Europie. Sądzę, że jego kandydatura jest bardzo poważna, o ile nie najpoważniejsza z obecnie przedstawianych.

Czy polska jakość w Europie nie ucierpiała wskutek publicznej dyskredytacji dokonań Lecha Wałęsy w naszym kraju?
Nikt nie może zanegować roli, jaką Wałęsa odegrał w procesie jednoczenia Europy. To człowiek, który zmienił historię i wywarł ogromny wpływ na najnowsze dzieje naszej cywilizacji. Nie mam wątpliwości, że Wałęsa jest jedną z najważniejszych postaci poprzedniego stulecia. To powinno wystarczyć za komentarz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie