Opozycja chce sejmowej debaty na temat górnictwa. Do końca tygodnia ma zostać powołany rządowo-związkowy zespół ds. restrukturyzacji branży

Agata Pustułka
Agata Pustułka
Dominik Kolorz, przewodniczący zarządu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność
Dominik Kolorz, przewodniczący zarządu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność Lucyna Nenow
Związkowcy powstrzymali rząd przed błyskawiczną likwidacją dwóch kopań "Ruda" i "Wujek", ale to powinien być początek wielkiego procesu restrukturyzacji całego regionu ze szczególnym uwzględnieniem górnictwa. Ratowanie Polskiej Grupy Górniczej, która nie ma pieniędzy na wrześniowe wypłaty, to jeden z ważnych, ale tylko jeden z puzzli tej koszmarnie trudnej układanki. Czy rząd Mateusza Morawieckiego jest w stanie perspektywicznie, nie trzymając w ręku kalendarza wyborczego, podjąć się wyzwania?

Jak dotąd Morawiecki, poseł ze Śląska, nie zabrał w tej sprawie głosu i nie odpowiedział na zaproszenie strony społecznej, która z nim, a nie z wicepremierem Sasinem chce rozmawiać o konkretach. Premier jest zajęty rekonstrukcją rządu i wojenkami w gronie Zjednoczonej Prawicy, a 4,5 milionowy region czeka na konkrety. Na nikim już nie robi wrażenia tzw. Program dla Śląska. Związana z koronawirusem, czekająca nas recesja gospodarcza, zmienia całkowicie reguły gry i wymaga nadzwyczajnych działań, pomysłów i środków.

- Polityka energetyczna, to skąd Polacy będą mieli prąd i ile będą za niego płacić, jest sprawą polskiej racji stanu - powiedział wczoraj podczas konferencji prasowej poseł Wojciech Saługa. Przewodniczący śląskiej PO wzywa gabinet Morawieckiego do sejmowej debaty. - Nie można ukrywać faktów przed opinią publiczną za drzwiami Urzędu Wojewódzkiego, w gronie rządu i strony społecznej. Górnictwo to sprawa całej Polski, bo jego los będzie miał finansowe konsekwencje dla każdego Polaka. Poza tym proces ten nie może dzielić obywateli i nastawiać przeciwko górnikom. Proponowanie gigantycznych odpraw zamiast tworzenia miejsc pracy może znów spowodować społeczny ostracyzm, na co górnicy absolutnie nie zasługują. PiS potrzebuje ich na wybory, rozdaje bułki przed szychtą jak prezydent Duda.
Dziś 90 proc. energii produkujemy z węgla. I tak będzie jeszcze przez przynajmniej 30 lat. Tylko, że na zwałach leży 15 mln ton węgla wydobywanego z polskich kopalń, bo energetyka, ale też różni prywatni odbiorcy, czyli np. ciepłownictwo, wolą kupować tańszy i lepszy węgiel z zagranicy. PiS nie powstrzymał importu węgla, choć była to jedna z obietnic wyborczych.

- Górnictwo nie wstało z kolan. Choć PiS wpompował w branże 10 mld zł to nic z tego nie wynika, nie ma żadnych zmian, żadnych sensownych wizji - ocenia Saługa.

Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, jak słoń w składzie porcelany chciał korzystając z faktu, że do wyborów zostały trzy lata, dokonać cięć, o których wyborcy zdążyliby zapomnieć.

- Oczekujemy, że PiS przygotuje finalnie ustawę, której następcy nie podważą, gwarantującą reformę województwa i rozpisaną na 40 lat. Tyle trzeba, by bez drastycznych wydarzeń zmienić oblicze regionu - proponuje Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".

Pomysł jest dobry. Czy jednak przy tak skrajnych podziałach i ewidentnej indolencji, jeśli chodzi o górnictwo ekipy najpierw Beaty Szydło, a teraz Mateusza Morawieckiego, taki program powinni przygotowywać tylko rządzący? To zdecydowanie sprawa dla ekspertów, a nie tylko polityków, choć to od nich zależy przyjęcie określonych ustawowych rozwiązań.

Każda ze stron, w tym związkowcy, musi zrobić kilka kroków wstecz. I nie oceniać, że pieniądze z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, z którego właśnie straciliśmy ok. 4 mld euro, bo mogliśmy dostać ich dwa razy więcej, to środki na bogatą stypę branży. Wręcz przeciwnie. Unia na osiągnięcie neutralności klimatycznej daje czas do 2050 roku.

Posłowie PiS z regionu nie mają swojego pomysłu na górnictwo. Dzięki spotkaniu z Sasinem w miniony poniedziałek zapobiegli pewnej katastrofie, ale tu już nie chodzi tylko o PGG, lecz całość śląskiej gospodarki. Parlamentarzyści partii rządzącej ze Śląska nie mają jednak nawet przebicia, by za górnictwo odpowiadał ktoś, kto się na nim zna. Takiej bezwolności jeszcze nie było. Rząd PO także podrzucił górnictwo jak gorący kartofel na długie lata PSL-owi.

- Pomysł rozłożenia reformy na lata jest dobry, ale o lata spóźniony. Tak zrobili Niemcy, Francuzi - twierdzi prof. Kazimiera Wódz, socjolożka, która analizowała m.in. skutki reformy górnictwa przeprowadzonej przez ekipę premiera Jerzego Buzka. - Polskie górnictwo jest teraz przed ścianą. Nie ma środków. To klincz. Oczywiście ta sprawa powinna być przedmiotem ponadpartyjnego konsensusu, ale PiS do tego nie dopuści. Wiele ekip chciało tylko dociągnąć z górnictwem do wyborów. Gdy PiS pierwszy raz doszło do władzy, całkowicie zablokowało wcześniej zaplanowane zmiany, które nie były pomyślane szokowo jak w Wielkiej Brytanii, ale nastawione na stopniową transformacje. Gdyby zostały zrealizowane, to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Poza wszystkim PiS nie dopuści do stołu niezależnych ekspertów.

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Trwa sezon na arbuzy. Jak wybrać najlepszego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie