Oskarżony o śmierć górników nie przyznaje się

Joanna Heler
Na ławie oskarżonych w tym procesie zasiada 17 osób
Na ławie oskarżonych w tym procesie zasiada 17 osób MIKOŁAJ SUCHAN
Marek Z., były szef działu wentylacji z kopalni Halemba nie przyznaje się do winy. To jedna z dwóch osób, na których ciążą najpoważniejsze zarzuty spowodowania katastrofy i śmierci 23 górników w listopadzie 2006 roku.

W piątek w gliwickim sądzie punkt po punkcie starał się za to obalić akt oskarżenia, twierdząc, że na niektóre elementy mające świadczyć o jego niewinności wskazała Najwyższa Izba Kontroli, ale już nie prokuratura. Stwierdził też, że nie poczuwa się do winy w sytuacji, gdy nie udało się jednoznacznie ustalić, co było przyczyną wybuchu metanu.

Marek Z. w lipcu ubiegłego roku wyszedł z więzienia za kaucją w wysokości 150 tys. zł. Prokurator oskarża go, że sprowadził katastrofę, w której zginęli górnicy i nie nakazał przerwania prac przy likwidacji jednej ze ścian mimo zagrożenia. Do jego obowiązków należało zwalczanie zagrożenia pyłowego, gazowego i pożarowego. Prokuratura chce dla niego maksymalnej, dwunastoletniej kary więzienia.

Teraz Marek Z. wyjaśniał, że w dniu tragedii nie było go w pracy, a swoje decyzje opierał na tym, co przekazali mu podwładni. Ci w swych raportach nie wskazywali na zagrożenie wybuchem. Dodał, że nadzór nad prowadzeniem prac to nie tylko jego obowiązek, ale też wszystkich pracowników z dozoru ruchu kopalni.

- To osoby przebywające pod ziemią podejmują decyzję o przeciwdziałaniu zagrożeniu i wycofywaniu załogi. O przekroczeniach stężenia metanu w ścianie byłem informowany przez dyspozytora, lecz nie na bieżąco. Według mojej wiedzy, można je było zwalczać na miejscu, odpowiednią wentylacją. Wiedziałem, że metan wypływa w miejscu rabowania obudowy, tam było jego najwyższe stężenie - przyznał oskarżony dodając, że mogło być kilka przyczyn takiego stanu, w tym samo usuwanie górniczych urządzeń.

Oskarżony mówił, że przekroczenie stężenia w takich okolicznościach i w przypadku ściany IV kategorii zagrożenia metanowego, to zjawisko naturalne. Powołał się na opinie specjalistów, zalecających wręcz utrzymywanie pewnych stężeń metanu w zrobach (czyli miejscach po wydobyciu węgla). Wypiera on wówczas tlen, tym samym zmniejszając zagrożenie pożarowe.

- Przy interpretacji przedstawianej przez prokuraturę należałoby zamknąć i otamować wszystkie ściany w pokładach metanowych - dodał.

Podczas trwającego ponad sześć godzin składania wyjaśnień, Marek Z. chętniej cytował ekspertyzy i zeznania innych, zamiast wypowiadać się na własny temat. Wyjaśnienia odczytywał z kartki, co doprowadziło do sporu między przewodniczącą składu sędziowskiego, a obrońcą o to, czy jest to swobodna forma wypowiedzi.

Marek Z. nie zgodził się odpowiadać na pytania sądu, ani prokuratora, a jedynie własnego obrońcy. Jednak nie miał ku temu okazji, bo brakło czasu. Przesłuchanie ma być kontynuowane w poniedziałek. Po nim swoje wyjaśnienia ma składać ostatni z 17 oskarżonych, były dyrektor kopalni, Kazimierz D.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie