Oto władczyni Klimczoka. Agnieszka Chrzan-Caputa 150 razy weszła na ten szczyt w samym styczniu!

Jacek Drost
Jacek Drost
Agnieszka Chrzan-Caputa, tegoroczna władczyni Klimczoka
Agnieszka Chrzan-Caputa, tegoroczna władczyni Klimczoka Archiwum Agnieszki Chrzan-Caputy
Aż 150 razy Agnieszka Chrzan-Caputa z podbielskich Buczkowic weszła w samym tylko styczniu 2023 roku na liczący 1117 metrów nad poziom morza Klimczok, piękny szczyt w Beskidzie Śląskim. Dzięki temu zdobyła zaszczytny tytuł władczyni Klimczoka. Zmęczona, ale zadowolona, opowiedziała nam o swoim wyczynie.

Dlaczego zdecydowała się pani wejść tyle razy na Klimczok?
Okazją była gra o tron władcy Klimczoka. Jedna edycja tej gry odbywa się latem, w lipcu, a druga trwa od 1 do 31 stycznia. Jest kilku organizatorów tej gry, jednym z nich jest biegacz Michał Kuśmierski z Bielska-Białej.

Kiedy wpadła pani na pomysł, żeby wziąć udział w tym wyzwaniu?
Zaraziła mnie tym koleżanka, mieszkająca na mojej ulicy. Powiedziała mi: „Aga, jest taka super gra, będzie ci się podobało". W ubiegłym roku pierwszy raz uczestniczyłam w grze o tron władcy Klimczoka. Zaliczyłam 49 wejść, zdobywając tytuł królowej Klimczoka. W tym roku postanowiłam pobić letni rekord pana Marka Pronobisa, który był na Klimczoku 111 razy. Uznałam, że wejdę 112 razy.

Co więc trzeba zrobić, żeby zdobyć taki tytuł?
Jeśli chce się zostać królem lub królową, trzeba być w ciągu miesiąca minimum raz na dzień na Klimczoku, a władca musi wejść na Klimczok jak największą ilość razy w ciągu miesiąca. Może na przykład pierwszego dnia, czyli 1 stycznia wejść 150 razy, a następne dni przespać.

Jak udało się pani wejść 150 razy na Klimczok?
Kiedy dzisiaj o tym myślę, to nie wiem, jak to robiłam. To było ogromne wyzwanie, wielka logistyka. Już w grudniu nastawiłam moją rodzinę, że podejmę takie wyzwanie. Przygotowałam im posiłki, żeby tylko wyciągali rzeczy z zamrażalki lub słoików, a ja miałam założenie, że śpię osiem i pół godziny na dobę (nie zawsze w jednym kawałku) oraz spożywam dużo białka. Jadłam więc dużo białka, spałam osiem i pół godziny na dobę i chodziłam na Klimczok. Co ważne, nie miałam żadnej kontuzji, nic mnie nie boli, dzisiaj nie czuję się nawet zmęczona.

Ile razy dziennie musiała pani wejść na Klimczok, żeby zdobyć tytuł?
Różnie. Zdarzyła się sytuacja, że byłam dwa razy, ale na drugi dzień to odrobiłam i byłam na Klimczoku osiem razy. Założyłam sobie, że pójdę cztery razy w ciągu tygodnia i sześć razy w weekend. Startowałam o 4.50, wracałam do domu, przygotowywałam mojej rodzinie coś do jedzenia, jadłam sama, zdarzała mi się drzemka, jak miałam niedobór snu, i wychodziłam około godziny 12.00 drugi raz. I tak w kółko.

Daleko ma pani z domu na Klimczok?
Nie, mieszkam bardzo blisko, ale muszę podjechać samochodem. Mam cztery kilometry do Szczyrku i stamtąd wychodziłam na Klimczok. Trasa z sanktuarium na szczyt i z powrotem wynosi 6 kilometrów 580 metrów. Najszybciej pokonałam tą trasę, tam i z powrotem, w 1 godzinę i 11 minut, a najdłużej szłam chyba 2 godziny i 5 minut. Wszystko zależy od dnia, dyspozycji, tego czy idzie się samemu czy z kimś.

Nie znudziła się pani ta trasa?
Nie, spotkałam na niej mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy na każdym kroku mnie dopingowali. Poza tym za każdym razem Klimczok jest inny: raz pada, raz wieje, innym razem jest pięknie, jeszcze innym człowiek idzie w gęstej mgle. A po drodze spotyka się setki osób, bo ponad 300 osób brało udział w wyzwaniu.

Czy była pani jakoś specjalnie wyekwipowana do takich wędrówek?
Brałam jak najmniej rzeczy, ale trzeba w górach myśleć, bo pogoda zmienia się cały czas. Raz poszłam w cienkiej wiatrówce i musiałam przyjechać do domu, bo było zimno. Warto w plecaku mieć coś, co nas uchroni przed zimnem. Nie można też startować bez wcześniejszego przygotowania.

Miała pani momenty zwątpienia?
Oczywiście, w połowie wyzwania. Stanęłam tam na tej górze i pomyślałem: „Boże, po co ja to robię. Idę do domu". Ale miałam bardzo dobrego motywatora, kolegę z letniego wyzwania Marka Pronobisa, który bardzo mnie motywował. Posłał mi wiadomości, dzwonił do mnie, informował mnie, jak sytuacja wygląda w tabeli wyników.

A jak pani stała na tej górze i zastanawiała się, po co to robi, to jaka padła odpowiedź?
Nie mam pojęcia, po co to robię. Wydaje mi się, że to moja osobista satysfakcja, ale wiąże się także z tymi ludźmi, którzy podejmują takie wyzwania. Na przykład startował Michał Janik, zeszłoroczny zwycięzca, który promował Świetlikowo, hospicjum dla umierających dzieci w Tychach.

Od dawna chodzi pani po górach?
Wcześniej chodziłam jako nastolatka po Tatrach. Później ta przygoda z górami mi się jakoś skończyła i dopiero od wyzwania w ubiegłym roku zimą zaczęłam biegać.

Co rodzina na pani wyzwanie?
Już w grudniu przygotowałam rodzinę na to. Jestem im bardzo wdzięczna, bo są bardzo tolerancyjni. Mam dwóch synów: jeden ma 9 lat, drugi 12 lat oraz męża, który nie dość, że się wykazał ogromną tolerancją, to dzwonił do mnie i pytał, czy mi czegoś nie podrzucić, bo na przykład bardzo wieje. Wsparcie miałam ogromne.

Jak się czuje władczyni Klimczoka?
Super. To bardzo fajne przebywać w gronie bardzo pozytywnych wariatów.

Czy ta góra jest jakaś szczególna dla pani?
Teraz się stała szczególna, bo znam każdy kamień, ale prywatnie wolę Skrzyczne, bo mam bliżej i jest ciekawsze.

Czym się pani zajmuje na co dzień?
Nie pracuję zawodowo, dlatego miałam tyle czasu.

Najbliższe plany związane z górami?
Na razie postanowiłam odpocząć, w lutym trochę pochodzę na Błatnią, a od marca zaczynam się przygotowywać się do 60- kilometrowego Biegu Zbója.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

iPolitycznie - Fogiel: bon-moty Korwin-Mikkego nie naprawią ekonomii

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie