Pan Dariusz wygrał walkę z COVID. Był 122 dni w szpitalu, w tym 68 na ECMO. "Nigdy nie wolno się poddawać". Sukces lekarzy z Katowic

Monika Chruścińska-Dragan
Monika Chruścińska-Dragan

Wideo

Zobacz galerię (5 zdjęć)
Jest jeszcze osłabiony, ale bardzo szczęśliwy. 59-letni Dariusz, lekarz zakażony koronawirusem, po 122 dniach walki o życie, mógł wreszcie wrócić do domu. Przez 68 dni był wspomagany przez ECMO, tzw. sztuczne płuca. To rekordowo długa w skali kraju i świata terapia. – Trzeba cierpliwości, trzeba wytrwałości. Nigdy nie wolno się poddawać – mówi.

Zakażony koronawirusem lekarz trafił do Oddziału Pneumonologii Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. L. Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w listopadzie 2020 roku. Pomimo wdrożonego leczenia jego stan dramatycznie się pogarszał. W końcu podjęto decyzję o przekazaniu go na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii z Nadzorem Kardiologicznym i podłączeniu do urządzenia, które zastąpiło funkcję uszkodzonych płuc – tzw. VV ECMO. Pacjent spędził podłączony do aparatury aż 68 dni. To rekordowo długo.

ECMO umożliwia leczenie pacjentów, którym ze względu na uszkodzenie płuc nie wystarcza już respirator. To bardzo inwazyjna i trudna w prowadzeniu terapia realizowana tylko w najbardziej wyspecjalizowanych oddziałach.

– Terapia ECMO w najcięższych infekcjach wirusem grypy trwa średnio 7-10 dni. W przypadku wirusa SARS-CoV-2 bywa znacznie dłuższa. Płuca wymagają od dwóch do trzech tygodni na regenerację do stopnia, który umożliwi zakończenie wspomagania pozaustrojowego. Tylko nielicznej grupie pacjentów, których funkcja płuc nie ulega poprawie można zaproponować przeszczepienie narządu. Powodem są restrykcyjne kryteria kwalifikacji do transplantacji i ograniczona liczba dawców – opowiada prof. dr hab. n. med. Ewa Kucewicz-Czech, lekarka kierująca Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii z Nadzorem Kardiologicznym.

U pana Dariusza wirus doprowadził również do ciężkiej niewydolności nerek i innych powikłań, które dodatkowo utrudniały leczenie. – To była bardzo ciężka praca całego zespołu. Uśmiech opuszczającego nasz oddział pacjenta był bezcenny – relacjonuje zadowolony dr Wojciech Kruczak anestezjolog z Oddziału Intensywnej Terapii.

Jak podkreślają w katowickim szpitalu, na szczęśliwy powrót pana Dariusza do domu złożyła się praca całego zespołu – lekarzy oddziału pneumonologii, którzy rozpoczęli terapię, anestezjologów z którymi spędził 100 dni, kardiochirurgów, którzy wraz z perfuzjonistami nadzorowali pracę ECMO oraz innych specjalistów, nefrologów, laryngologów, gastroenterologów, chirurgów ogólnych i radiologów pełniących rolę konsultantów. Nie udałoby się odnieść sukcesu także bez pielęgniarek, rehabilitantów i analityków medycznych.

Najtrudniej było uwierzyć w to, że terapia przyniesie efekt

68 dni terapii ECMO to bardzo długo. Pacjent podłączony do aparatury przeżył swoje 59. urodziny, święta Bożego Narodzenia i dowiedział się, że po raz trzeci zostanie dziadkiem.

– Najtrudniejsza w tak długiej terapii okazuje się z czasem wiara w ostateczny efekt terapii – przyznaje prof. dr hab. n. med. Marek Deja, kierujący Oddziałem Kardiochirurgii. – Kiedy po miesiącu płuca pacjenta nadal nie funkcjonują, a ich obraz radiologiczny czy tzw. podatność się nie poprawia, kluczowe jest utrzymanie pełnego zaangażowania całego zespołu. I co nie mniej ważne, a może ważniejsze, utrzymanie wiary w sukces u pacjenta, bez którego zaangażowania w fizjoterapię i cierpliwość trudno liczyć na pozytywny wynik leczenia – podkreśla.

U pacjenta wspomaganego ECMO codziennie można spodziewać się kolejnych powikłań. Planowanie leczenia w intensywnej terapii jest krótkoterminowe, na najbliższe godziny, na dzisiaj, kolejny dzień, to kolejne ważne decyzje.

– Taki pacjent wymaga szczególnej troski. Nie ma odwiedzin, kontakt z rodziną jest ograniczony, wszyscy wyglądają tak samo – białe kombinezony, maski, gogle, przyłbice. To trudne. Dlatego oprócz pielęgnacji i aktywnego udziału w leczeniu stajemy się dla naszych pacjentów kimś bliskim, kto okaże im serdeczność, przyniesie telefon, przez który mogą posłuchać o tym, co dzieje się w domu, tylko słuchać, bo podłączeni do respiratora nie mogą mówić – opowiada Magdalena Cwynar, pielęgniarka oddziałowa OAiITzNK.

Dzisiaj pan Dariusz jest już w domu, w końcu blisko z rodziną. – Trzeba cierpliwości, trzeba wytrwałości. Nigdy nie wolno się poddawać – podkreśla. – Jestem szczęśliwy, teraz tylko pozostało zbieranie sił – dodaje pan Dariusz.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie