Pandemia koronawirusa uderza we właścicieli beskidzkich atrakcji. Przyszłość biznesu widzą w czarnych barwach

Jacek Drost
Jacek Drost

Wideo

Zobacz galerię (2 zdjęcia)
Rok był fatalny. Jak dalej to będzie tak wyglądało, to trzeba się będzie zastanowić czy dalej warto to utrzymywać - ocenił ostatnie miesiące Paweł Machnowski, właściciel Leśnego Parku Niespodzianek, działającego na zboczu ustrońskiej Równicy. Renata Czyż, która prowadzi na ustrońskiej Czantorii Sokolarnię Anatum - Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych także nie wspomina osiatnich miesięcy najlepiej.

Mniej więcej rok temu, kiedy epidemia koronawirusa rozkręcała się w Polsce na dobre, rozmawiałem z właścicielami atrakcji turystycznych w Beskidach. Wówczas byli przerażeni tym, że wszystko zostało nagle zamknięte, że z dnia na dzień stracili klientów, że nie wyobrażają sobie przyszłości.

Wiosna 2020 roku. Sytuacja jest tragiczna

- Sytuacja jest tragiczna. Pomoc rządu to fikcja. Jedna wielka bzdura - mówił w kwietniu 2020 roku Paweł Machnowski, właściciel Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu, który znajduje się na zboczu ustrońskiej Równicy i można w nim zobaczyć m.in. żubry, daniele, dziki, a także różne gatunki ptaków drapieżnych. Paweł Machnowski w rozmowie z DZ stwierdził wówczas, że z powodu epidemii koronawirusa sytuacja jego ogrodu staje się dramatyczna – musi utrzymać nie tylko pracowników, ale także zwierzęta. – Do karmienia zwierząt, wywożenia obornika, naprawiania różnych usterek, jak na przykład ogrodzenia dla muflonów, na które spadło drzewo, muszę zatrudniać ludzi. Muszę także karmić zwierzęta. Wydaję więc na ludzi i na zwierzęta. A nie zarabiam – opowiadał pan Paweł.

- W ogóle sobie nie radzimy - wtórowała mu Renata Czyż, która prowadzi na ustrońskiej Czantorii Sokolarnię Anatum - Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych. Podkreślała, że nie dość, iż wybuchła epidemia, to jeszcze od dłuższego czasu remontowany jest wyciąg na Czantorię, więc ludzie mieli utrudniony dojazd do nich już wcześniej, interes stał i – niestety – nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie coś się zmieni.

Zobacz koniecznie

Zima 2021. Czarnych chmur końca nie widać

Po prawie roku od tamtej rozmowy Paweł Machnowski stwierdził, że jakaś pomoc rządu była, ale raczej doraźna i nie adekwatna do spadku frekwencji, zamknięcia jego działalności na kilka miesięcy i wyeliminowania z rynku grup zorganizowanych. - Nie było wycieczek szkolnych i przedszkolnych, została mi jedna trzecia gości, a pomoc, którą otrzymaliśmy, wiązała nam ręce, bo nie można było na przykład zmniejszyć zatrudnienia. Można było dostać ulgę w płaceniu składek ZUS na trzy miesiące, ale tylko do 10 osób. Powyżej 10 osób trzeba było zapłacić 50 procent, więc średni przedsiębiorcy wcale nie mieli lekko. Rok był fatalny - ocenił ostatnie miesiące Paweł Machnowski. Dodał, że obecna sytuacja nie sprzyja snuciu jakichkolwiek długofalowych planów na przyszłość. Tą bliższą widzi raczej tak, że będzie starał się jakoś przetrwać ten trudny czas, bez żadnych inwestycji, niejako wegetując. - Jeśli dalej to będzie tak wyglądało jak wygląda, to trzeba się będzie zastanowić, czy warto to utrzymywać - stwierdził właściciel Leśnego Parku Niespodzanek.

Nie przeocz

Renata Czyż opowiada, że zimą zazwyczaj w sokolarni mają przestój, klienci pojawiają się sporadycznie. Ruch zaczyna się wiosną. W ubiegłym roku, kiedy wiosną wszystko pozamykano, to liczyli, że chociaż w maju i czerwcu, pojawią się wycieczki. Jednak ze względu na obostrzenia sanitarne tak się nie stało. Ruch turystyczny zaczął się w dopiero w drugiej połowie lipca, ale szału nie było. Dopiero sierpień był bardzo dobrym miesiącem (70 procent frekwencji, jaka była w sierpniu w poprzednich latach). Wrzesień także nie był najgorszy, a od października sokolarnię znowu odwiedzają pojedyncze osoby.

- Teraz jesteśmy nastawieni na to, że od świąt coś drgnie, ale z każdej strony straszą, że na święta wszystkich nas pozamykają. Jeśli nawet przetrwamy święta zamknięci, to wtedy majówka jest ostatnią deską ratunku, żeby z kopyta wszystko ruszyło - opowiada Renata Czyż. Dodaje, że jeśli chodzi o rządową pomoc, to w ub. roku była zwolniona z ZUS na trzy miesiące od kwietnia do czerwca i otrzymała z PUP bezzwrotną pożyczkę w wysokości 5 tys. zł. - Gdyby nie te 5 tysięcy, to byśmy totalnie cienko piszczeli. To nas trochę podratowało. Ale na tą chwilę - i mówię to z ręką na sercu - jestem już mądrzejsza i nawet nie chcę słyszeć, żeby brać od nich jakiekolwiek pieniądze. Wolę zapożyczyć się u rodziny czy przyjaciół - stwierdziła Renata Czyż.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie