Park Nudy i Beznadziei w Chorzowie na Śląsku

Michał Smolorz
Śląskie zoo jest królestwem fetoru i ubóstwa, żebrzącym każdego roku o żarcie dla swoich pensjonariuszy
Śląskie zoo jest królestwem fetoru i ubóstwa, żebrzącym każdego roku o żarcie dla swoich pensjonariuszy FOT. MARZENA BUGAŁA
Wszystkie plany rozwojowe parku wzięły w łeb. Dominują smętna gnuśność na poziomie odpustowym, rdza przykrywana byle jak chlapaną farbą i zmagania z dozorem technicznym, by przymknął oko na felerne urządzenia

Ostał nam się po Wielkim Jorgu (czyli Jerzym Ziętku) kłopotliwy spadek: Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Jedna z tych śląskich bolączek, wobec których władza publiczna od 20 lat jest bezradna, które uparcie zamiata pod dywan, które odkłada na półkę z napisem "święty nigdy".
Przez pierwszą dekadę mieliśmy wygodną, idealną dla lokalnych polityków wymówkę: kwestia własności. Można było bezkarnie i do woli zwalać winę na mitycznych ministrów w stolicy, tłumaczyć się z nicnierobienia w najlepszy ze znanych sposobów: mamy związane ręce, dopóki kwestia prawna nie zostanie uregulowana.

Teraz to zostało uporządkowane. I co? Wszystko, co od tej chwili zdarzyło się w parku, to kilka odświętnych wypowiedzi kolejnych marszałków, prezesów i dyrektorów. Kilka bełkotów, z których nic się nie urodziło.

Inwentaryzacja

Czym jest dziś flagowy kiedyś park? Najczęściej odwiedzane Wesołe Miasteczko to złomowisko europejskich lunaparków, pod względem oferowanych atrakcji ulokowane 50 lat za współczesnością. Jako wielki sukces, trąbiony przy błyskach fleszów, traktujemy każdy zakup urządzeń młodszych niż ćwierć wieku.

Park jest upadającym reliktem minionej epoki. Jego formuła dawno się zużyła

Wszystkie, jakże entuzjastycznie nagłaśniane, plany rozwojowe wzięły w łeb! Dominują smętna gnuśność na poziomie odpustowym, rdza przykrywana byle jak chlapaną farbą i zmagania z urzędem dozoru technicznego, by jeszcze raz przymknął oko przy wydawaniu certyfikatów.

Śląskie zoo, dumnie witające szkolne wycieczki bramą zagrabioną ongiś pałacowi Donnersmarcków, jest muzeum jałowej smuty i beznadziei. Królestwem fetoru i ubóstwa, żebrzącym każdego roku o żarcie dla pensjonariuszy, niczym "zwierzęca caritas" pukającym do miast i przedsiębiorców o "adopcję" zwierząt. Pełnym smętnych, gasnących ciał pławiących się w brudnych i cuchnących bajorach, obijających się po ciasnych boksach i klatkach. Uparcie trwa we współczesnym świece, gdzie ton nadają Discovery Channel, Animal Planet, National Geographic, a tam w jakości HD na wielkich plazmowych telewizorach oglądamy te same zwierzęta w przestrzennych rezerwatach.

Na ich tle żałosna śląska zwierzętarnia jest jakimś anachronizmem, żywym trupem dawnego porządku, który nie znalazł sposobu na dostosowanie się do współczesności. Żadnych nowych pomysłów, żadnych atrakcji, byle przetrwać do następnego roku budżetowego, byle odroczyć kolejne rachunki za wodę i energię. Cała przestrzeń "zielona", to równie smętny kawałek z PRL-u. Nad nim ruina kolejki linowej, której ostateczna likwidacja stała się jedynym widocznym gestem władzy. Rozklekotana wąskotorówka smętnie kolebie się w letnim sezonie po starym torowisku. Estetyką ulokowana jest w epoce gomułkowskiej, brakuje tylko koszul non-iron i płaszczy ortalionowych.
Cała energia idzie na utrzymywanie przy życiu ledwo zipiącej lokomotywki, kopcącej tanim dieslem i oparami spalonego oleju. Możemy za nią ruszać ku zrujnowanym i zardzewiałym przystankom porośniętym chaszczami, zawalonym mieszaniną papierosowych petów, plastikowych butelek, puszek po piwie i zużytych prezerwatyw.

Relikt ancien régime'u
Parkowe alejki dawno już przestały grać rolę "zielonych płuc Śląska".

Mało kto przyjeżdża tu - jak dawniej - całą rodziną na sobotni albo niedzielny wypoczynek. Jest to już wyłącznie lokalny obszar spacerowy dla mieszkańców osiedla Tysiąclecia, Dębu i Bytkowa, gdzie można wyprowadzić psa dla codziennego wypróżnienia, ewentualnie uprawiać jogging lub jazdę na rowerze. Maleje liczba imprez rozrywkowych, bo coraz mniej gości chce na nie przyjeżdżać. Zniechęcają brak miejsc parkingowych i komunikacja publiczna. W przepełnionych tramwajach króluje pijana i rozzuchwalona żulia, wrzeszcząca, paląca papierosy i szukająca okazji do demolki.

Ta sama żulia odstręcza od przebywania w parku poza głównymi traktami. Aktywność strażników parkowych ogranicza się do przeganiania samochodów, szumnie reklamowana policja konna i rowerowa pojawia się rzadko i bardziej na pokaz. Coraz większe wzięcie mają festyny dzielnicowe, na które można po prostu pójść piechotą w bliskie sąsiedztwo.

Park jest dziś upadającym reliktem minionej epoki. Jego formuła dawno się zużyła, bo adresowana była do zupełnie innego czasu i zupełnie innego społeczeństwa. Nikt nie ma pomysłu na nowe otwarcie, tym bardziej, że każde nieśmiało formułowane koncepcje natychmiast są zakrzykiwane pustymi hasłami "zachowania parku dla społeczeństwa", "zapewnienia ludziom pracy możliwości wypoczynku i rekreacji", "wyprzedaży społecznej własności" itp. Owo "lobby sprzeciwu", to głównie mieszkańcy wspomnianego osiedla Tysiąclecia, którym obecne status quo jak najbardziej odpowiada, którzy chcieliby mieć park tylko dla siebie i swoich piesków. Bez uciążliwych imprez, bez weekendowych spiętrzeń ruchu, bez parkujących wszędzie samochodów, bez przeładowanych tramwajów. Pozostałym mieszkańcom okolicznych miast, a tym bardziej reszcie województwa, jest w zasadzie obojętne, co stanie się z tą kłopotliwą przestrzenią.

Mam pomysł!

Może więc wojewódzka władza wreszcie zamknie ten problem, zamiast go przerzucać, jak gorący kartofel, zmiennikom z następnej kadencji. Może znajdzie się odważny, który albo podpisze się pod ostateczną likwidacją WPKiW, albo sięgnie po jakąś konkretną wizję na nowe czasy. Trzeciego wyjścia nie ma, utrzymywanie obecnej beznadziei to marnotrawstwo przestrzeni i pieniędzy. W Europie są dziesiątki wielkich parków rozrywki, które znakomicie egzystują, przyciągając i turystów i miejscowych. Czy nie można ich wzorem stworzyć na przykład górnośląskiego parku przemysłowego?
Mamy wiele popadających w ruinę obiektów i maszyn pamiętających minione stulecia i czasy industrialnej świetności tego kawałka świata. Są rozproszone po całym regionie i giną na naszych oczach.
Większość z nich nie ma szans na przeżycie w obecnej lokalizacji, ograniczają rozwój miast, stoją na drodze inwestycjom, gospodarze terenów najchętniej wysadziliby je w powietrze, w najlepszym razie z nadzieją czekają, aż same się rozpadną.

Można je albo przenieść, albo odtworzyć w jednym wielkim parku: wieże szybowe z parowymi maszynami, mniejsze kuźnie i walcownie (też napędzane parą), obiekty hutnictwa stali i metali kolorowych, małe elektrownie, stare tkalnie. Bez wielkich technicznych kłopotów można nawet zbudować płytko położone sztolnie kopalniane (kiedyś każda szkoła górnicza miała taką ćwiczebną sztolnię). Jednak nie może to być tylko skansen-składowisko, taki park musi żyć. Po całym jego terenie mogłaby jeździć wąskotorówka, ale taka z parowozem i stylowymi wagonami, zatrzymująca się na zabytkowych stacjach. To wszystko mogłoby cały rok być pod parą, tętnić, wytapiać, kuć, walcować, łomotać, kręcić się, słowem przenosić nas do epoki naszych pradziadków. Nawet żandarmi mogliby chodzić po parku w kajzerowskich pikielhaubach. Czy ktoś w Europie ma taki park? Nie słyszałem.
Skąd wziąć pieniądze?

Każda inwestycja w park, jakakolwiek by nie była, pochłonie miliardy, nic nie będzie za darmo. Można te miliardy spożytkować w sposób pożyteczny i z poszanowaniem naszego dziedzictwa. Przeciąganie obecnego nicnierobienia też pochłania dziesiątki i setki milionów, które w całości idą w gwizdek. Ile się tego uzbierało przez 20 lat.

Budując wielki park przemysłowy moglibyśmy upiec na jednym rożnie dwie pieczenie: rozwiązać kłopoty z WPKiW i uratować zabytki techniki, z którymi też nie wiadomo co zrobić. Wszystko wpisałoby się w historię Śląska i jego przemysłowej kultury, więc z pewnością można by znaleźć podstawę do europejskiego dofinansowania.

Zastrzegam sobie copyright do tego pomysłu. Ale jeśli znajdzie się na tyle odważny eksponent władzy publicznej, by go zrealizować, oddam prawa autorskie za darmo. I nawet nie będę się domagał nazwania parku swoim imieniem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie