Pasztet sportowy

Biskup Tadeusz Pieronek
Udostępnij:
San Marino jest wynikiem pięknej fantazji, podobnie jak jego drużyna piłkarska

Polscy kibice piłki nożnej, spragnieni zwycięstwa drużyny narodowej pod koniec pierwszej fazy eliminacji do mistrzostw świata, która okazała się niezbyt szczęśliwa, doczekali się wreszcie widowiska. Klęska przeciwnika była dwucyfrowa, co w eliminacjach tej rangi bywa absolutną rzadkością. Mówi przysłowie, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma!

No właśnie! Zwycięstwo było niekwestionowane, może nawet mogło być wyższe, ale, po pierwsze, był to mecz z drużyną San Marino, państewkiem, które od średniowiecza utrzymuje niezależność, mimo że wtopione jest terytorialnie w obszar państwa włoskiego. Turystyczne cacko, z widokiem na pobliski Adriatyk, liczące niecałe 30.000 mieszkańców. Znane niegdyś pod łacińską nazwą Marinusia, dziś oficjalnie Serenissima Repubblica di San Marino, liczące zaledwie 62 km kw., nie jest w stanie posiadać drużyny narodowej złożonej z zawodowych graczy.

Tak jak sama idea takiego państwa jest wynikiem pięknej fantazji, tak też jego drużyna piłki nożnej zrodziła się na podobnej zasadzie. Sympatyczni amatorzy umieją grać, ale trudno od nich wymagać, by stawili czoła mocnym drużynom narodowym. Że grać umieją, nich świadczy fakt, że drużyna San Marino, istniejąca od 1931 r., wygrała w tej randze rozgrywek tylko raz, w 2004 r., mecz z drużyną Lichtensteinu, a raz zremisowała, również w 2004 r., z silną drużyną Turcji 0:0, co do dziś stanowi jej dumę.

Pamiętny mecz, w którym Polska wygrała wynikiem 10:0 został rozegrany na stadionie w Kielcach 1 kwietnia 2009 r. Co przezorniejsi pytali, czy aby po kompromitującym meczu polskiej jedenastki, rozegranym kilka dni wcześniej z Irlandią w Belfaście, telewizja nie zrobiła sobie żartu i nie zmontowała meczu w taki sposób, by wynik był aż tak wspaniały? Pomyśleć, że pierwsza bramka została zdobyta zaledwie w 23 sekundzie po rozpoczęciu spotkania, a zagrożenie bramki San Marino trwało do końca meczu.

Polskich kibiców spotkała jeszcze przed Wielkanocą druga uczta piłkarska. Tym razem nie zmierzył się Dawid (San Marino) z Goliatem (Polska), ale zmierzyły się dwie potęgi piłkarskie Europy, a mianowicie hiszpańska FC Barcelona z Bayernem Monachium, w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów. Mecz odbył się 9 kwietnia 2009 roku na stadionie Camp Nou w Barcelonie.

To żadna frajda, kiedy olbrzym okłada liliputa, ale zmaganie się tak utytułowanych drużyn, tak nafaszerowanych znamienitymi graczami, w którym jedna równorzędna drużyna przestaje na boisku istnieć, to dla kibiców najsmaczniejszy tort. A tak właśnie było tego pamiętnego dnia na Camp Nou. Specyficznego smaczku dodawało spotkaniu to, że obydwie drużyny, mówiąc delikatnie, nie pałają do siebie zbytnią sympatią. Mecz rozpoczął się podobnie jak ten sprzed kilku dni w Kielcach między Polską a San Marino.

Do przerwy Barcelona prowadziła już 4:0. Bayern, sława niemieckiej piłki nożnej, był na boisku bezradny. Piłka wchodziła do bramki niemieckiej jak nóż w masło, a całość spotkania okazała się "doskonałym" pasztetem sportowym na święta dla kibiców z Bawarii i całej RFN. I już po świętach zobaczyliśmy, że w tej fazie LM Bayern odpadł całkiem.

Ciekawostką jest to, że i Polacy w meczu z San Marino prowadzili do przerwy czterema golami, ale stać ich było na podwyższenie wyniku do dziesięciu. Barcelonie się to nie udało. Zabrakło sił, może fantazji? Szkoda, bo wydawało się to możliwe. A może lepiej, że nie było ich na to stać, bo przynajmniej w ten sposób polscy słabeusze będą się mogli pochwalić najwyższym zwycięstwem w tej fazie rozgrywek o MŚ. Niech im to będzie na otarcie łez po blamażu w Irlandii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie