Paweł Wojtunik: Przeżyłem wiele w policji, ciężko mnie zaszczuć

Dorota Kowalska
Paweł Wojtunik: Największym sukcesem biura było oderania się od obrazu służby skażonej politycznie
Paweł Wojtunik: Największym sukcesem biura było oderania się od obrazu służby skażonej politycznie Bartek Syta
O swojej pracy w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, odejściu ze służby, zarzutach pod swoim adresem i planach na przyszłość – mówi Paweł Wojtunik, były szef CBA w rozmowie z Dorotą Kowalską.

polskatimes.pl

No i co, dorwali Pana?
Ale kto?

Nowe kierownictwo CBA, koordynator ds. służb specjalnych.
Nie, nie myślę, żeby mnie ktokolwiek dorwał. Całe życie, jeśli obawiałem się, że ktoś mnie może dorwać, to raczej przestępcy, którzy mogliby żywić do mnie jakieś urazy lub chęć zemsty. Nie patrzę na to w ten sposób. Nie czuję się dorwany.

Ale Mariusz Kamiński wytacza przeciwko Panu ciężkie działa. Mówi o doniesieniu do prokuratury i o tym, że za Pana czasów CBA nie ścigało korupcji na szczytach władzy.
Gdyby na to spojrzeć bardzo obiektywnie, z boku, to szybko można dojść do wniosku, że minister Kamiński nie ma racji, bo wystarczy zebrać informacje medialne na temat tego, co robiło biuro, zestawić wszystkie sprawy, którymi się biuro wcześniej nie zajmowało, którymi właściwie nikt się w Polsce nie zajmował. Jest mnóstwo spraw, które zostały zrobione dzięki niezależności CBA, chociażby sprawa korupcji w kościelnej komisji majątkowej czy korupcji w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA - obie bardzo wrażliwe, znane od dawna, ale jakoś nie poruszane. Absolutnie nie mam poczucia, żeby CBA przymykało oczy na działania korupcyjne kogokolwiek, żeby jakiekolwiek działania były hamowane. Drużyna, w której skład wchodzili także byli współpracownicy Mariusza Kamińskiego, czerpała dużą satysfakcję z możliwości bycia niezależną politycznie i robienia spraw, które inne służby z różnych względów nie byłyby w stanie zrobić. Wreszcie, nie jestem politykiem i ciężko mi polemizować z ocenami politycznymi, a w tej krytyce widzę więcej polityki niż merytoryki. Ze strony środowiska profesjonalnego, na przykład środowiska prokuratorów, nie tylko w Polsce, ale i za granicą, słyszę tylko pozytywne komentarze o naszej pracy, co nie znaczy, że wpadam w euforię czy samo zachwyt. Więc krótko mówiąc: nie zgadzam się z zarzutami Mariusza Kamińskiego.

Ale padają bardzo konkretne oskarżenia. Mariusz Kamiński mówi o jakimś skorumpowanym ministrze, którego sprawę prowadziliście przez pół roku, a potem zamknęliście ją, bo baliście się dekonspiracji.
Ale to bardzo trudny temat z jednego prostego powodu: Mariusz Kamiński nie mówił o konkretnym ministrze, mówił o jakimś ministrze. Po pierwsze - nie wiem, o jakiej sprawie mówił, po drugie - nie bardzo sobie wyobrażam, aby taka sprawa istniała, ponieważ nie znam takiego przypadku. Nie wiem, jak się do tego odnosić. Nie będę przecież dzwonił teraz do CBA i pytał kolegów, o co chodzi. Na tym etapie traktuję te słowa, jako insynuacje. To bardzo poważny zarzut, dla funkcjonariusza publicznego od zarzutu zaniechania cięższy może być zarzut zdrady państwa, czy sprzeniewierzenia się ślubowaniu.

Mariusz Kamiński kłamie?
To nie pierwszy raz, kiedy minister Kamiński przedstawia zarzuty w sposób dość insynuacyjny i mało precyzyjny tak, że ciężko się do nich odnieść. To tak, jakby oskarżyć kogoś o to, że na dworcu centralnym kradną i policja nic z tym nie robi. To jest zarzut natury abstrakcyjnej. Bardzo chętnie skonfrontuję się z tymi zarzutami, ale nie zamierzam robić tego publicznie, bo nie wiem o co chodzi, o kogo chodzi, a mam wiedzę o wszystkich ważniejszych sprawach prowadzonych przez biuro.

A może taka sprawa była, ale Pan po prostu o niej nie wiedział?
W przypadku przełożonych bywa tak, że o pewnych sprawach dowiadują się w podobnych okolicznościach i są zaskoczeni. Natomiast nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. I absolutnie nie zamierzam się zasłaniać tym, że może któryś z moich podwładnych popełnił błąd. Staram się zawsze oceniać tego typu działania w sposób profesjonalny i gdybym natrafił na tego typu podejrzenie, przypadek, sugestie starałbym się to wyjaśnić w bezpośrednim postępowaniu, czy bezpośredniej rozmowie. Może minister Kamiński czy osoby, które mu o tych rzekomych nieprawidłowościach zameldowały nie wiedzą czegoś, albo mają niepełną wiedzę i dysponują częściowym oglądem sprawy wyciągając proste, nieuprawnione wnioski. A przyzna Pani, że ani media ani Sejm nie są miejscem do tego typu dywagacji. Dodam jeszcze, że byłem przez trzy miesiące po odejściu z biura jego funkcjonariuszem, oddałem się do dyspozycji szefa CBA, sugerowałem, że jestem do wykorzystania, do dyspozycji, że mogę służyć radą, pomocą, mogę coś wyjaśnić. Czekałem na telefon. Byłem w służbie, pobierałem służbowe pieniądze. Dziwne, że tego typu zarzuty pojawiają się teraz, a nie zostałem zapytany o te sytuacje, kiedy byłem w służbie. Rozumiem, że zostały one ujawnione w ramach audytu, a ten zbiegał się w czasie z moim pożegnanie z CBA. Podobnie jest z procedurą kontroli prowadzoną przez ABW, która trwa już pięć i pół miesiąca, może trwać do sześciu miesięcy, tu także nie zostałem zapytany o cokolwiek. Czuję się jak w „Procesie” Kafki: wiem, że toczy się jakieś postępowanie, wiem, że ktoś o mnie pytana, dochodzą do mnie różne sygnały, że analizowana jest moja sytuacja finansowa. Od razu powiem, że jest dosyć banalna i prozaiczna, bo nie jestem osobą majętną i nie wzbogaciłem się będąc szefem CBA.

Chce Pan powiedzieć, że nowe szefostwo CBA czy Mariusz Kamiński zbierają na Pana haki?
Może słowo „haki” nie jest tu odpowiednie, ale spodziewałem się pewnych działań w stosunku do mnie z uwagi na ewidentną niechęć ministra Kamińskiego do mojej osoby spowodowaną tym, że zwolniłem go ze służby, do czego zostałem poniekąd zobligowany. Minister Kamiński był wtedy oskarżonym i to było podstawą jego zwolnienia. Zresztą, jego proces zakończył się skazaniem w pierwszej instancji. Nie oceniam decyzji prezydenta ani sądu, ale one pokazują, że były istotne przesłanki do postawienia aktu oskarżenia i do mojej takiej, a nie innej decyzji kadrowej. Inna rzecz, że chciałem sprawę odejścia ministra Kamińskiego załatwić ugodowo, byliśmy nawet umówieni na kawę po to, aby o tym porozmawiać. Tyle, że dzień po odwołaniu ministra Kamińskiego, on ewidentnie zajął pozycję osoby, która weszła w spór z premierem. I ten spór kompromitował służby, bo w świetle prawa minister Kamiński był funkcjonariuszem biura, a on sam i jego prawnicy upierali się, że nim nie jest. Zwolnienie Mariusza Kamińskiego było rozwiązaniem tej sytuacji. I wiem, że jest to poważny problem dla ministra Kamińskiego, jeśli chodzi o reakcje ze mną.

Mówi, że to nic osobistego. Myśli Pan jednak, że ma do Pana żal?
Nie wiem, czy ma do mnie żal, niechęć, czy żywi jakieś głębsze uczucia w postaci nienawiści. Nie mnie to oceniać. Natomiast, jeśli audyt jest przedłużany, wnioski są zwracane do uzupełnienia, a publikacja audytu jest poprzedzona subiektywnymi wyciekami medialnymi i próbą dezawuowania mojej osoby i moich funkcjonariuszy w oczach opinii publicznej, to trudno, żeby nie czuł się napiętnowany przez organy państwa. Powiem jeszcze, że sama procedura składania przez mnie dymisji wynikała z poczucia braku możliwości współpracy ze strony ministra Kamińskiego, co znalazło potwierdzenie we wszczęciu procedury kontrolnej przez ABW. Ta procedura została zakończona, nie będę wchodził w szczegóły, swego czasu podejmę również, w zależności od wyniku tej procedury, stosowne kroki prawne.
Nie ma Pan sobie nic do zarzucenia, jako szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego?
Gdybym nie miał sobie nic do zarzucenia, byłbym osobą bezkrytyczną. Oczywiście, może niektóre rzeczy zrobiłbym inaczej, niektóre rzeczy zmieniłbym wcześniej, niektóre później, może byłbym bardziej radykalny, chociaż byłem radykalny w walce o pieniądze dla CBA. Może dzisiaj przyjąłbym w pewnych sprawach inną taktykę, byłbym jeszcze bardziej efektywny. Natomiast to są sprawy związane z funkcjonowaniem codziennym, z drobnymi pomyłkami kadrowymi, bo takie też mi się zdarzyły. Nie mam sobie jednak nic do zarzucenia, jeśli chodzi o tak zwane sprawy poważne. Nie złamałem prawa, nie niedopełniłem obowiązków, nie przekroczyłem uprawnień. Nie mam sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o zarzuty, które gdzieś w przestrzeni politycznej padły: jakobym zaniechał walki z korupcją, albo sprowadził ją do poziomu innego niż zwalczanie ministrów i premierów. Zresztą, wydaje mi się, że od początku różnimy się poważnie z ministrem Kamińskim, jeśli chodzi o podejście do korupcji. Mnie się nie podoba polityczne podejście do niej, nie podoba mi się to, że w sprawy śledczo-operacyjne próbują ingerować czynni politycy, bo to skaża obiektywizm i zaufanie do działania tej instytucji. Wreszcie nie podoba mi się upolitycznianie korupcji. Nie chcę robić wykładu na temat tego, czym jest korupcja, ale jest to zjawisko szersze, niż tylko polityczne, bardziej kryminalne, bardziej kryminologiczne, demokratyczne - trzeba podchodzić do niego kompleksowo, a zwalczanie, zatrzymywanie, pokazywanie tego w mediach jest jednym z elementów walki z korupcją, najprostszą. Zresztą koncepcja, aby podchodzić szeroko do jej zapobiegania poprzez szkolenia urzędników, przedsiębiorców, akcje profilaktyczne, była słuszna, bo Polska jest z roku na rok coraz wyżej oceniania, jeśli chodzi o walkę z korupcją.

Dał się Pan podsłuchać u Sowy.
Podobnie jak teraz dałem się podsłuchać pani (śmiech), a może kelnerce, która nas obsługuje. A tak serio, to przypisywanie ofiarom przestępstwa cech przestępców jest nie fair, a w tej sprawie mam oficjalny status pokrzywdzonego. Gwałt jest zawsze gwałtem, choć znajdą się tacy, którzy powiedzą, że ktoś dał się zgwałcić.

Kto stoi za aferą podsłuchową, jak Pan dzisiaj myśli?
Nie wiem, ale zgodnie z zasadami kryminologii na pewno nie ci, którzy byli podsłuchani albo na tym stracili.

Nie miał Pan nigdy nacisków, czy delikatnych sugestii od polityków, aby coś zrobić, albo czegoś nie robić?
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jeśli próbuje się na mnie naciskać albo coś sugerować, to można osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego, bo będę jeszcze bardziej przekorny i zadziałam odwrotnie. Może Pani na to znaleźć wielu świadków. Nie mówię tego, żeby się komplementować. Pochodzę z niewielkiego miasta spod Radomia, mam przekorną naturę, zawsze ceniłem sobie niezależność i nigdy takim naciskom nie podlegałem.

Pytam, czy były próby nacisków na Pana?
Możliwe, że były takie próby, ale do mnie nie dotarły. Możliwe, że niektóre zostały przedstawiane w taki sposób, że ich nie zrozumiałem (śmiech). Jeśli jednak pyta Pani, czy były naciski ze strony premiera albo osób nadzorujących, bo to pytanie zawsze do tego zmierza, to odpowiadam: takich nacisków nigdy nie miałem. Co nie znaczy, że niektóre osoby nie próbowały poddawać mnie presji, czy pewnym sugestiom. To nie dotyczy tylko obozu rządzącego, ale także opozycji, bo na co dzień współpracowałem z komisjami sejmowymi, senackimi i często, w szczególności w okresie kampanii wyborczych, nasilały się próby wikłania biura albo mnie osobiście, jakieś prośby. Jako CBA byliśmy zawsze bardzo asertywni. To nie znaczy, że szef CBA ma takie wspaniałe relacje z otoczeniem, nieraz odczuwałem naciski opinii publicznej, dziennikarzy, bywały sugestie, że powinienem podać się do dymisji, ale nie widziałem powodu, żeby to zrobić. Osobiście najmniej odporny jestem na naciski żony, ale w tej sprawie na mnie nie naciskała.

Co Pan uważa za swój sukces, jako szef CBA?
Nie lubię słowa sukces, czy kariera. Nie lubię tego typu określeń, bo one zawsze wskazują na bardzo wysoką samoocenę, a ja zawsze miałem z tym problem.

A jeśli chodzi o instytucję, czyli o Centralne Biuro Antykorupcyjne za czasów, kiedy Pan mu szefował?
Jeśli chodzi o instytucję, myślę, że największym sukcesem biura było oderwanie się od obrazu służby skażonej politycznie. Kosztowało nas to sporo pracy. Ludzie, którzy pracowali z Mariuszem Kamińskim też dostrzegali pewien stygmat polityczny, nie zawsze zasłużony. To ryzyko, jeśli szefem służby zostaje polityk, bo nawet, gdyby miał najlepsze intencje, łatwo go skrytykować politycznie. Stąd standard międzynarodowy niemal nakazuje, aby szefami służb antykorupcyjnych były osoby całkowicie apolityczne, niezależne politycznie, z bardzo silnym mandatem i autonomią, jeśli chodzi o wpływy innych organów władzy po to, aby nie pojawiały się wątpliwości, że to, co robi biuro jest motywowane politycznie przez szefa. Niestety, Mariusz Kamiński, który był politykiem sprawił, że przylgnęła do CBA pewna polityczna etykieta. I wydaje mi się, że jednym z największych naszych sukcesów było odzyskanie zaufania opinii międzynarodowej, bo zmiana na czele CBA była zauważona za granicą. Na pewno wzrosło zaufanie opinii publicznej do CBA, badania CBOS-u pokazywały pozytywny trend, co do opinii Polaków o walce z korupcją, wreszcie odbudowaliśmy zaufanie innych instytucji do nas. Kiedyś, nieżyjący już Konstanty Miodowicz powiedział mi na początku mojej pracy w biurze: „Jak spotkamy się za rok, CBA nie zostanie rozwiązane, będzie trwało, przebrniemy przez te wszystkie skandale, które miały tu miejsce, to mogę to uznać to za jeden z Pana największych sukcesów”. Przetrwałem, biuro przetrwało ten rok i jeszcze pięć kolejnych lat. To uważam za sukces. A jeśli chodzi o pracę, było bardzo wiele spraw, które są dowodem na to, że biuro jest potrzebne, że podejmuje się spraw dla innych niemożliwych, tematów dotąd nietykalnych, nieosiągalnych, kontrowersyjnych. Sprawa informatyczna, czy sprawa korupcji w kościelnej komisji majątkowej są tu pewnymi symbolami. Podejmowaliśmy się różnych tematów, na różnym poziomie korupcji. Mówi się, że ryba psuje się od głowy, ale skrobie się ją od ogona. I niezależnie od tego, czy cuchnie głowa, czy płetwa, ryba śmierdzi. Jestem zwolennikiem podejścia komplementarnego, szerokiego, pozytywistycznego do korupcji.

Czego się Panu nie udało zrobić?
Nie udało mi się wzmocnić biura finansowo tak, jak tego chciałem. Mówiło się, że jest kryzys, potem, że brak środków finansowych. Nie miałem takiego poparcia politycznego, jakie ma obecny szef biura czy koordynator ds. służb specjalnych. Więc byłem skazany na drobne negocjacje, w niektórych sytuacjach niemal żebractwo. Nie mogłem wynagradzać ludzi, tak jak chciałem, motywować tak, jak na to zasługiwali. Ale nie uważam tego za osobistą porażkę. Może byłem zbyt mało efektywny na tym polu, ale też nie chciałem wchodzić w jakieś relacje, które byłyby niewłaściwie. Nie chciałem szantażować, straszyć polityków, czy rządu. Może nie udało mi się zbudować takiej prawdziwej, społecznej koalicji antykorupcyjnej, choć próbowałem przeprowadzać różne akcje z organizacjami pozarządowymi. Może z dzisiejszej perspektywy częściej powinienem bywać mediach, mówić o korupcji. Z drugiej strony nie chciałem uchodzić za człowieka, który chce robić karierę polityczną, czy buduje swoją polityczną przyszłość. Ale powtarzam, CBA robi świetną robotę. Przy pewnych słabościach wynikających z tego, że dzisiaj znowu politycy mają wpływ na działalność biura, politycy pośrednio lub bezpośrednio nim kierują, mam nadzieje, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i nie zaprzepaści tego wszystkiego tylko dlatego, że to ja kierowałem biurem, a nie Mariusz Kamiński. W CBA pracuje masa profesjonalnych, wartościowych ludzi, wiele spraw i wiele wyzwań wciąż stoi przed biurem. Mam wrażenie, że byłem takim przybranym ojcem, który wychowywał dziecko od trzeciego do dziewiątego roku życia, a teraz powrócił poprzedni ojciec i wszystko, co robi służy temu, żeby tego przybranego ojca maksymalnie obrzydzić, żeby go dziecko znielubiło. Nie tędy droga. Jest wiele dobrych rzeczy, które się w CBA wydarzyło i powinno się je kontynuować.
Ale jako ten przybrany ojciec chyba się Pan mógł spodziewać takiego obrotu sprawy.
Nie spodziewałem się takiej skali obrzydzania. To nie jest moja prywatna firma, gdyby tak było podchodziłby do tego bardziej emocjonalnie. To jest biuro, co do którego powstania podchodziłem sceptycznie, bo retoryka przy jego tworzeniu była taka, że w CBA będą pracować jedyni uczciwi. To było krzywdzące dla funkcjonariuszy Policji, czy CBŚ, innych służb. Czułem się trochę dotknięty. Natomiast wiele osób tu polubiłem, z wieloma się zżyłem, zaprzyjaźniłem, pokochałem tę pracę. Nie planowałem, nie przywidywałem przyszłości. Nie miałem planu awaryjnego. Jak Pani widzi, do tej pory nie mam pracy. Więc nie wskoczyłem do innej łódki i nie odpłynąłem. Dla mnie odejście z biura było dużym przeżyciem. Przeżywam to do dzisiaj. Po prostu zaskoczyła mnie skala swoistego rewanżu i odwetu, nie tylko w biurze, ale i w innych służbach.

Pan się tego naprawdę nie spodziewał?
W takiej skali - nie. Natomiast, oczywiście, spodziewałem się, że kiedyś będę musiał odejść. Planowałem odejście za dwa lata. Pomimo skrywanych problemów zdrowotnych i tego, że mogłem odejść wcześniej właśnie z przyczyn zdrowotnych, czułem się odpowiedzialny za prowadzone sprawy, za ludzi, którzy mi zaufali, którzy się do mnie przekonali. Mówiąc wprost: nie spodziewałem się, że minister Kamiński będzie mógł zostać koordynatorem ds. służb specjalnych, nie spodziewałem się również tego, że będzie odczuwał tak dużą, chyba mogę użyć słowa, niechęć do mojej osoby tylko dlatego, że swego czasu zachowałem się bardzo pryncypialnie i poinformowałem prokuraturę o przejawach łamania prawa w pracy operacyjnej.

Czuje się Pan zaszczuty?
To też złe słowo, ale czuję, że niektóre osoby chciałyby mnie pewnie zaszczuć. Z jednej strony jestem wrażliwy, ale z drugiej jestem twardym, doświadczonym dużym chłopcem. Przeżyłem wiele w policji, ciężko mnie zaszczuć. Nie ukrywam jednak, że ja i moja rodzina, nie mówię tylko o mojej żonie i dzieciach, ale również o rodzicach i rodzeństwie, czujemy się w tej sytuacji bardzo niekomfortowo, bo wydaje mi się, że jestem napiętnowany przez niektóre osoby tylko dlatego, że byłem szefem CBA. Nie zrobiłem niczego, co by zasługiwało na takie traktowanie. Ale myślę, że podobne wrażenie ma wielu prokuratorów, czy innych szefów instytucji, którzy musieli odejść. Jedyna osoba, jakiej służyliśmy, to państwo. Jeśli jest się dziennikarzem, można zmienić redakcję, założyć bloga, jeśli jest się funkcjonariuszem publicznym to ma się jednego pracodawcę jakim jest Państwo, nie da się go zmienić na innego. Nie czuję się zaszczuty, jest mi po ludzku przykro, że nie mogę dalej mojemu Państwu służyć.

Nie żałuje Pan dzisiaj, że został szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego?
Nie, nie żałuję, bo to było duże wyzwanie. Wierzę, że nic się nie dzieje bez przyczyny i pewne rzeczy muszą się w życiu wydarzyć. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Chociaż oczywiście miałem duże dylematy ze swoim przejściem do CBA, bo to się wiązało z upublicznieniem mojego wizerunku, stałem się przecież osobą publiczną. W CBŚ mogłem udawać, że mnie nie ma, chować się za Komendanta Głównego Policji. Tyle, że nie wiadomo, czy gdybym wciąż został w CBŚ byłbym dalej w Policji, czy nie dotknęłaby mnie ostatnia fala zwolnień, tego przecież nikt nie wie. Więc finalnie - nie żałuję. Nie mam poczucia straconego czasu, ten czas zleciał mi bardzo szybko i dla mnie zawodowo było to bardzo ciekawe wyzwanie.

Tylko teraz musi Pan biegać do prokuratury i się tłumaczyć.
Będę chętnie biegał i wyjaśniał wszystkim możliwym instytucjom, organom ścigania, co robiłem. Bo widzę, że wiele zarzutów jest wynikiem albo nieporozumienia, albo braku zrozumienia, albo braku możliwości profesjonalnej oceny niektórych zjawisk, a zarządzanie służbami i praca w CBA, to nie jest jeżdżenie taczką. Ocena nie jest zerojedynkowa: wywróciła się taczka albo nie wywróciła. To są bardziej skomplikowane procesy. Zresztą, to nie są pierwsze tego typu oskarżenia, w przeszłości byłem też oskarżany. Prokuratura czy to wymiar sprawiedliwości zawsze z tego typu zarzutów mnie oczyszczał i nie mam wątpliwości, że tak się stanie i tym razem.

I co Pan teraz będzie robił?
Teraz piję kawę i na tym się koncentruję (śmiech).

Ale jak ją Pan już wypije, w najbliższej przyszłości.
Mam pewien problem z myśleniem o tym, co będę robił. Do tej pory cały czas pracowałem dla Państwa, byłem funkcjonariuszem państwowym. Odejście ze służby jest dla mnie trudne. Nie byłem i nie jestem alkoholikiem, nie byłem na odwyku, ale przypuszczam, że tak właśnie to wygląda. Nie jest łatwo pożegnać się z tym, co przez wiele lat robiło się na co dzień. Ta praca była dla mnie jak nałóg. Mam doświadczenie, wiedzę i chciałbym dalej służyć naszemu krajowi, aczkolwiek jestem realistą, wiem, że przypuszczalnie nie będzie to możliwe z powodów ode mnie niezależnych.

Będzie Pan pewnie jednym z najmłodszych emerytów w Polsce, zaledwie 44-letnim.
Nie przygotowywałem się do przejścia na emeryturę. I rozumiem osoby, które chcą pracować do końca życia. Zresztą, myślałem, że kiedyś umrę albo zginę na służbie. Więc to dla mnie nowe wyzwanie. Ubolewam nie tyle nad sobą, co nad wieloma osobami w moim wieku, które z różnych, często absurdalnych powodów, musiały odejść i mają pewnie podobne dylematy, jak ja. Służyliśmy jednemu państwu, a teraz jesteśmy w swoistej pustce.

Wideo

Materiał oryginalny: Paweł Wojtunik: Przeżyłem wiele w policji, ciężko mnie zaszczuć - Polska Times

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
słuchał wilk słuchają i wilka hehehe
F
Fg
A placze jak dziecko
G
Gość
Czy nie jest swoistą "korupcją", źe człowiek kształcony przez państwo polskie (za bardzo duże pieniądze), posiadający wieloletnie doświadczenie w pracy operacyjnej jako policjant pionu dw. z przestępczością zorganizowaną, a następnie CBŚ, uznany za fachowca w realizacji "przykrywek" i to przez liczne policje Europy - idzie na bruk, a w Jego miejsce przychodzą "laicy". W wieku 44 lat jest emerytem a jego bogata wiedza i doświadczenie oraz wydatkowanie wielkie pieniądze publiczne zostają zmarnowane - kto za to odpowie ? Trzymaj się Paweł, jeszcze będzie dobry czas dla Ciebie i Tobie podobnych, jakźe licznych przypadków.
G
Gość
POlicMEIS STER.
b
bez cenzury
Wojtunik kompromitował CBA , instytucję mającą zwalczać korupcję. Może by lepiej zorganizował "końferencję" i powiedział o sukcesach i porażkach. Lepiej by to wypadło aniżeli płakanie i puste żale. Zlikwidował "korupcję" tym że się przestał nią zajmować.
m
mo
mo
R
Richard.
Wszyscy slyszeli panie Pawle jak to ciezko sie zylo w Sowie.Ciezko bylo sluchac Elki co to niby wysoki komisarz a w gebie jak w wychodku.Daj chlopie luzu wez sie za robote i przestan plakac za tym co bylo bo to se juz ne wrati.Dla was to ende.
g
gmbh
Za to łatwo przychodzi zaszczuć innych.
w
w prokuraturze
tam sprawdzą i ustala winien czy nie.
m
małpa w czerwonym
Alles.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Paweł Wojtunik: Przeżyłem wiele w policji, ciężko mnie zaszczuć
G
Gość
tych co mieli najwięcej "kwitów" na kler i aktualną władzę.
Teraz to jest zaledwie kosmetyczna zmiana na synekurach.
Dodaj ogłoszenie