Opalanie się topless dawno już wyszło z mody, ale w latach 70. i 80.XX wieku było symbolem wyzwolenia kobiet, oznaką emancypacji i źródłem inspiracji dla wielu pań. Rewolucja plażowa dotarła także do Łodzi, kiedy na ekrany kinowe wszedł film „I Bóg stworzył kobietę” z Brigitte Bardot w roli głównej, francuską seksbombą, która stała się obiektem pożądania milionów mężczyzn i niechęci kobiet na całym świecie.

Kiedy na łódzkich kąpieliskach pojawiały się odważne, zgrabne dziewczęta bez staników, korzystające ze słonecznej i wodnej kąpieli, widok ich nagich piersi wywoływał protesty tekstylnych plażowiczek. Dla pań w kostiumach kąpielowych był to moralny upadek, rewolucja obyczajowa bez ograniczeń. Na „Fali” odpoczywali naturyści prezentujący nagość w naturalnej postaci jako antidotum na kompleksy wyrosłe, jak twierdzili, z pruderii, kołtuństwa i cywilizacyjnych lęków. Odgrodzeni wysokim płotem, demonstrowali swoisty manifest nagości pod szyldem wzniosłych haseł, nie przejmując się krytyką i niecenzuralnymi epitetami. Podjąłem próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy topless ma szansę zaistnieć na długo na miejskich kąpieliskach i nadmorskich plażach. W towarzystwie zaprzyjaźnionych fotomodelek pojawiłem się na łódzkiej „Fali” i na „Anilanie”, fotografując reakcję pań i panów, kiedy dziewczęta zrzucały staniki. Ten kto miał aparat fotograficzny, też pstrykał pamiątkowe fotki, bo wiedział, że taka sesja zdjęciowa zdarza się raz w życiu. Panowie nie przejmowali się kwaśnymi minami swoich narzeczonych i żon, zarzucających mi moralny upadek i prowokację.

W kolejnych dekadach topless znikał powoli z plaż, choć chirurdzy dokonujący operacji powiększania, podnoszenia i wypełniania piersi nie narzekali na brak pracy. Dziś modę kreują styliści, celebryci, blogerki i projektanci. Nie ma już wojen o skrawek materiału zakrywający piersi, nawet te… sztuczne.

Zobacz też: