Pierwsza rocznica śmierci biskupa Tadeusza Pieronka. Rozmowa z Szymonem J. Wróblem, autorem książki o rodzinie Pieronków

Jacek Drost
Jacek Drost
Biskup Tadeusz Pieronek przed kościołem w rodzinnych Radziechowach. FOT. Jacek Drost
Biskup Tadeusz Pieronek był dla mnie przykładem na to, że można zostać biskupem, ale pozostać człowiekiem. Z jednej strony skromnym, otwartym na dialog, na młodych ludzi, świeże pomysły, samokrytycznym, kiedy była potrzeba, lubiącym żarty, bardzo pracowitym, a z drugiej strony świetnie wykształconym, twardo stąpającym po ziemi i mocno osadzonym w ewangelicznym pojmowaniu wiary - mówi w rozmowie z DZ Szymon J. Wróbel, autor filmu i książki o biskupie Pieronku i jego rodzinie.

SPACER Z BISKUPEM PIERONKIEM PO JEGO RODZINNEJ WSI

Dzisiaj, w piątek 27 grudnia, mija pierwsza rocznica śmierci biskupa Tadeusza Pieronka. Jak się dowiedziałeś o Jego odejściu i jaka była pierwsza Twoja myśl, reakcja?
Adam Michnik powiedział kiedyś o ks. Tischnerze, że był „Empirycznym dowodem na istnienie Boga”, ale mam wrażenie, że czasami zdarzają się w naszym życiu sytuacje, które pokazują, że ktoś nad nami jest. Jakkolwiek byśmy go dziś nazwali. Jako osoba wierząca mogę o nim mówić Jezus, dla kogoś może to być ktoś inny. Piszę o tym dlatego, bo okoliczności, w których dowiedziałem się o śmierci biskupa były dla mnie niezwykłe. 5 grudnia odbyło się nasze ostatnie wspólne spotkanie w Książnicy Beskidzkiej, kolejne tygodnie biskup miał spędzić spokojniej. Byliśmy w stałym kontakcie i w planach mieliśmy kolejne spotkania po nowym roku. 27 grudnia, po rodzinnym kolędowaniu, pełnych lodówkach powiedziałem do mojej ówczesnej narzeczonej, dziś żony, że mam straszną ochotę na pizzę! Pełno jedzenia świątecznego, a mi się pizzy zachciewa! Ale uparłem się i po południu pojechaliśmy do świetnej włoskiej pizzerii w Bielsku-Białej. Jak tylko pojawiła się na naszym stole, to moja pierwsza myśl była „Co biskup powiedziałby na jej temat?”. Był znawcą włoskiej kuchni, podczas naszych podróży z filmem i książką sporo o niej rozmailiśmy przy okazji przerw na posiłki. Kilka minut później na telefonie wyświetlił mi się Michał Olszewski, znajomy z Krakowa, a zarazem szef Gazety Wyborczej w Grodzie Kraka. Zdziwiło mnie to, bo Michał nie dzwoni z byle powodu. Od raz przeszedł do pytania, czy mogę potwierdzić, że biskup Pieronek nie żyje, bo ktoś podał taką informację. Zelektryzowało mnie. Zostawiliśmy całe jedzenie, wyszliśmy z lokalu i pojechaliśmy do domu, po drodze rozdzwoniły się dziesiątki telefonów i wiadomości na moim Facebooku. To był szok i niedowierzanie. Jak grom z jasnego nieba. Biskup był w dobrej formie, po udanym zabiegu w szpitalu. Do końca pisał teksty, był aktywny, a jego głos bardzo potrzebny.

Pamiętasz może pierwsze spotkanie z biskupem Pieronkiem? Co z niego utkwiło Ci w pamięci?

Pierwszy raz spotkaliśmy się podczas pracy nad filmem „Jego oczami”. Pan Kazimierz Tischner odesłał mnie do biskupa Pieronka, żeby opowiedział o ks. Tischnerze. Chodziło zwłaszcza o okres, kiedy wspólnie spotkali się w seminarium w Krakowie. Pan Kazimierz nie czuł się kompetentny do opowiadania o tym, bo po prostu go tam nie było. W pamięci utkwiła mi życzliwości biskupa, jego poczucie humoru i zamiłowanie do robienia zdjęć. Biskup swoim tabletem dokumentował nasze prace na planie, którym przez chwile było jego mieszkanie, a później cierpliwie odpowiadał na nasze pytania. Jakiś czas później zorganizowałem z nim spotkanie w Miejskim Centrum Kultury w Żywcu i tam wydarzyło się coś niezwykłego dla mnie. W połowie spotkania wstał zdenerwowany pan, zaczął machać przygotowanymi kartkami z pytaniami do biskupa, nagle podszedł do scen, na której siedzieliśmy i przekazał biskupowi. Byłem zawstydzony, że coś takiego się dzieje, bo pan miał pytania np. „Czy to prawda, że rodzinny dom biskupa ma numer 666?”. Biskup zabrał kartkę z bodaj 35 pytaniami i… krótko, jednym, dwoma zdaniami odpowiedział panu na każde z nich. A później z uśmiechem mówił, że ciekawa dyskusja był na spotkaniu. To go charakteryzowało! Nie bał się trudnych pytań, rozmów z osobami lub mediami, które nie były po drodze z jego poglądami, wiarą. Podobnych sytuacji było jeszcze kilka podczas naszych późniejszych spotkań.

Jak wspominasz pracę nad filmem i książką z biskupem Pieronkiem?

Wspomnień jest bardzo dużo, bo mimo naszej stosunkowo krótkiej znajomości, to była ona bardzo intensywna. On nigdy nie zabiegał, żeby powstał jeden i drugi projekt. To ja (o czym piszę we wstępie do książki) w wyniki wielu zbiegów okoliczności chciałem pokazać jego historię, ale również historię jego taty, brata. To piękne, godne naśladowania życiorysy przepełnione patriotyzmem, umiłowaniem kultury, również tej lokalnej, wytrwałością i szacunkiem do drugiej osoby, nawet tej, z którą się nie zgadzamy! Co do samej pracy, to biskup miał wielki szacunek dla pracy twórczej, również w tym przypadku. Nie wtrącał się w żadną moją koncepcję, podobnie jak i jego brat pan Mieczysław Pieronek. Biskup uważał, że każdy artysta posiada coś co nazywa się „Licentia poetica” i należy o tym pamiętać. Przy filmie starałem się biskupa nadmiernie nie absorbować, ale on nawet przeziębiony i chory był na planie "Bo umówiliśmy się miesiąc temu, więc jestem.". Pamiętam również taką zabawną historię podczas długiej rozmowy, którą nagrywaliśmy w Teatrze Starym w Krakowie. Biskup dochodzi do momentu, w którym ma powiedzieć ostatnie słowa, jakie usłyszał od ojca na łożu śmierci. Byłem pewien, że to będzie jakaś złota myśl, która zamknie mi film. Okazało się, że tata martwił się o swoje dzieci i powiedział... gdzie schował kilkanaście dolarów. Wzruszający był dla mnie natomiast moment, w którym biskup opowiadał, jak wyobraża sobie życie po śmierci: "Księże biskupie, patrząc z okien Wawelu na groby słynnych ludzi metaforycznie rzecz jasna, nasuwa się pytanie jakie jest życie po śmierci?
Myślę, że lepsze od tego które przeżywamy na co dzień i trzeba się z tą myślą oswoić, zwłaszcza w moim wieku. Dogadać się z tą śmiercią. Nie bać się jej, bo cóż ona mi może zrobić? Chrystus śmierć zwyciężył. Może kiedyś jak człowiek był młodszy to się bałem, przeżywałem. Wiadomo, że w pewnym momencie człowiek znika, ale nie całkowicie i ja w to wierzę. Ta moja nadzieja przydaje się do tego, by nie traktować śmierci jako topora, który wisi nad moją głową. Zresztą, ja się często spotykam ze śmiercią, chowam ludzi, bywam u chorych. Jak wygląda życie po śmierci tego nikt nie wie. ,>>Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało co Bóg zgotował tym którzy Go miłują<<, (Św. Paweł).

A czy jest coś co chciałby ksiądz biskup robić w innym życiu, po śmierci?

Zobaczę wtedy resztę świata i kosmos. Nie muszą mnie wyrzucać jak Gagarina w przestrzeń pozaziemską. Myślę, że na to pytanie nie można dać odpowiedzi. To jest zupełnie inny świat, zupełnie inna rzeczywistość. >>Ani się żenić nie będą ani wydawać za mąż<<. Będzie dobrze. Tak ufam."

To było bardzo wzruszające. Nie sądziłem, że tak szybko te słowa staną się ważne i będę do nich wracał. Przy książce bardzo dużo czasu spędziliśmy, m.in. nad właściwym opisaniem archiwalnych zdjęć. Książka jest bardzo skrupulatna jeśli chodzi o wszelkie historyczne fakty, daty, nazwiska, tytuły (np. kto w jakim okresie pełnił jaką funkcję). Zwłaszcza, gdy pisaliśmy o relacjach księdza, a później biskupa Pieronka z Karolem Wojtyłą, który przeszedł przez wszystkie stopnie w hierarchii kościelnej. Miałem świadomość, że kiedyś ktoś może odwoływać się do faktów zawartych w książce, więc musi to być bardzo skrupulatnie opisane. Biskup miał życiorys, którym można by obradować kilka osób, a do tego świetną pamięć, więc zadanie udało się wykonać.

Kim był dla Ciebie Biskup Pieronek?

Biskup Pieronek był dla mnie po pierwsze wielką postacią Polskiego Kościoła. Zwłaszcza początku lat '90. Pięknie na jego pogrzebie mówił o tym abp Grzegorz Ryś >>Nie wiem, czy jest jakikolwiek biskup w Polsce, który tyle uczynił dla dialogu między dzisiejszą Europą a chrześcijaństwem. Nie wiem, czy jest jakikolwiek biskup, który by potrafił zgromadzić tylu ludzi - i takich ludzi - do poważnej rozmowy nad Europą, do tego, że Europa, owszem, ma być z ducha chrześcijańska, ale tego się nie osiągnie przez zaklinanie rzeczywistości, a tym bardziej się nie osiągnie przez obrażanie się na tę rzeczywistość. Ona może się stać chrześcijańska w rozmowie, a ktoś ją musi prowadzić, ktoś musi do niej zaprosić ludzi. To jest to, co on robił<<

Całe kazanie abp Rysia z pogrzebu biskupa Pieronka serdecznie polecam. Jest do odsłuchania m.in. na Youtubie. Biskup był również świadkiem Soboru Watykańskiego II, doskonale rozumiał jego niezwykle ważne idee. Przekazywał je kolejnym pokoleniom kapłanów. Po drugie był dla mnie przykładem na to, że można zostać biskupem, ale pozostać człowiekiem. Z jednej strony skromnym, otwartym na dialog, na młodych ludzi, świeże pomysły, samokrytycznym, kiedy była potrzeba, lubiącym żarty, bardzo pracowitym, a z drugiej strony świetnie wykształconym, twardo stąpającym po ziemi i mocno osadzonym w ewangelicznym pojmowaniu wiary. Po trzeci stał się dla mnie bliskim bohaterem moich projektów, z którym podczas licznych podróżny można było porozmawiać na wszelakie tematy, poradzić się, pożartować. Do dziś piję kawę jak "u Pieronka", czyli z miodem, a nie z cukrem, czy innym słodzikiem. Biskup tylko taką parzył. Więc był i jest ważną dla mnie postacią na kilku płaszczyznach. Ja lubię ludzi i mocno zżywam się z bohaterami moich projektów. Niestety, w takich sytuacjach powoduje to, że smutek po odejściu jest zdecydowanie mocniej odczuwalny... Kiedyś w jednym z wywiadów bp Pieronek powiedział: >>Dwa tygodnie temu chowałem młodego człowieka, z pochodzenia Włocha. Kończył dopiero piątą dekadę życia, miał jeszcze sporo do przeżycia. Był dobrym człowiekiem, miał rodzinę, dzieci, i umarł. To mną wstrząsnęło - taka śmierć nie w porę wciąż budzi mój sprzeciw. I przywodzi na myśl zagadkę: dlaczego on umarł, a tylu gorszych od niego cieszy się życiem? Od tego pogrzebu zapisuję sobie codziennie w kalendarzu: >>dzień bliżej śmierci<<. To jest moje memento mori.<< Myślę, że śmierć nigdy nie przychodzi w porę, bez względu na wiek. Tutaj również pojawiła się za wcześnie. Brakuje dziś głosu biskupa Pieronka.

Jaki to był rok dla Ciebie bez obecności biskupa, z którym - jako autor książki o nim i jego rodzinie - byłeś zapewne związany?

Woody Allen powiedział kiedyś >>Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.<< Tak było w tym przypadku, opowiedzieliśmy o planach, a Najwyższy miał swój plan. W pierwszych dniach było mi trudno cokolwiek sensowego mówić w różnych komentarzach. Bodaj miesiąc po śmierci biskupa Klub Inteligencji Katolickiej w Krakowie zorganizował pierwsze duże wspominkowe spotkanie o biskupie, na które zaproszony był m.in. pan Mieczysław Pieronek, ks. Kazimierz Sowa, sporo jego bliskich znajomych. Każdy stwierdził, że teraz trzeba podtrzymywać pamięć o tej postaci. Płacz i smutek niczego tu już nie zmienią. W tym roku byłem na kilkunastu spotkaniach, mniejszych i większych i mimo wszystko nie da się ukryć, że były specyficzne. Zawsze z tyłu głowy miałem myśl, że "Pewnie bylibyśmy tu razem i ten dzień wyglądałby inaczej", albo jak padło jakieś pytanie to pierwsza myśl "Co by tutaj biskup powiedział?".

Czy jest jakaś sytuacja, scena związana z biskupem Pieronkiem, która wraca we wspomnieniach do Ciebie?

Na pewno nasz pokaz filmu w Sejmie! Ciekawe były też obiady w przydrożnych barach, podczas podróży, gdzie panie kelnerki zawsze były zdziwione, że podjeżdża jakiś mały fiat punto, wysiada z niego facet w zwykłej sutannie, a drugi, który z niego wysiada mówi do niego "Biskupie"! Poza tym mam w pamięci scenę podczas naszego ostatniego spotkania w Książnicy Beskidzkiej, sala była już prawie wypełniona, zbliżała się godzina rozpoczęcia spotkania autorskiego. Biskup rozejrzał się po sali, nagle nachylił się do mnie i powiedział "Szymon, same staruszki przyszły". Roześmialiśmy się. Po spotkaniu podeszło kilku młodych ludzi. Ale na pogrzebie w kościele św. Piotra i Pawła stałem z żoną z samego tyłu i widziałem rzekę młodych ludzi, którzy przyszli go pożegnać. Pomyślałem, że biskup byłby szczęśliwy! W końcu z myślą o nich od początku współtworzył Fundację Dzieło Nowego Tysiąclecia, czyli moimi zdaniem największego, żywego pomnika naszego papieża. Realizował projekt "Masterclass Leadership with the Pope".

Czy w ciągu roku udało się i jak pielęgnować pamięć o Biskupie Pieronku? 8/ Czy są jakieś pomysły , by pamięć o Biskupie nie zaginęła?

Na szczęście powstała Fundacja im. Biskupa Pieronka, która kontynuuje organizację konferencji zapoczątkowanych przez niego. Dzięki temu w październiku odbyła się kolejna XIX Międzynarodowa Konferencja z cyklu: „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”, na którą zjechali się wybitni politycy i duchowni z całej Europy. Fundacja będzie również przyznawać co roku nagrodę im. Biskupa Pieronka “In veritate” za wybitne postawy i osiągnięcia w łączeniu wartości chrześcijańskich i europejskich. Pierwszą laureatką tej nagrody została Hanna Suchocka. Z książką cały czas jeżdżę i spotykam się z czytelnikami, ale są to już inne spotkania. Wiem również, że w przyszłym roku ma powstać kolejna książka o nim, więc mam nadzieję że ta pamięć będzie podtrzymywana. Zarówno po biskupie, jak i jego wybitnym ojcu zostało dużo pamiątek, mam nadzieję, że to nie przepadnie i powstaną izby pamięci, które będą świadkami ich historii. W rocznicę śmierci biskupa Pieronka w piątek 27 grudnia o godz. 17.00, spotkamy się w Gminnej Bibliotece Publicznej w Lipowej, będzie to wyjątkowe spotkanie połączone ze slajdowiskiem.


Czy rok bez obecności biskupa sprawił, że np. jakieś jego słowa straciły na znaczeniu, a jakieś brzmią szczególnie istotnie?

Nie zawsze zgadzałem się z biskupem i nie uważam, że we wszystkim miał rację. On sam nigdy nie chciał być za takiego uważany. Ale myślę, że większość jego słów nabrało na znaczeniu! Poniżej wymieniłem cztery cytaty, ale można je mnożyć. Był profesorem nauk prawnych, więc dziś jego głos choćby w kwestii sądownictwa, czy konstytucji, byłby niezwykle cenny.

„Biskupi czują się tak utwierdzeni na swoich tronach, że wizja Kościoła soborowego nie jest im potrzebna. Bo mają władzę. I uważają, że lepiej myślą niż wszyscy ci, którymi rządzą, bo… sam nie wiem – myślą, że mają natchnienie? Trzeba bić na alarm: biskupstwa to w Polsce dwory. A dwór i służba to fałszywa wizja Kościoła”.

„Mam własne doświadczenia kontaktów z ludźmi, którzy określali się narodowcami. Narodowcy są niebezpieczni. To, co wyznają dzisiejsi narodowcy, nie jest patriotyzmem. To nienawiść dla ludzi inaczej myślących i inaczej wyglądających”.

„W ludziach niewierzących jest czasem więcej szczerości, dobroci, a ich poziom etyczny jest nieraz większy niż tych, którzy się manifestacyjnie deklarują jako wierzący.”

„Jest to jasne dążenie do trzymania mocną ręką wszystkich ludzi za łby. Zawładnąć duszami ludzi nie jest wcale takie proste, ale trzymać pod okiem policji, pod jakimiś hasłami straszącymi, że co to będzie, jak się nie będziecie słuchać, to jest możliwe. Ja to przeżyłem podczas okupacji, przeżyłem to za komuny. Niestety, widzę dzisiaj to samo, chociaż tego się nie spodziewałem.”

Rozmawiał: Jacek Drost

BISKUP TADEUSZ PIERONEK ZMARŁ 27 GRUDNIA 2018 ROKU. WIĘCEJ TUTAJ

Bądź na bieżąco i obserwuj

Rząd pozywa lekarzy do sądu

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Ty poszoł w pierony a tyn jędraszewski to gorol i nacjonalista punkt!

G
Gość

starego komucha promujecie, lepiej promujcie tych co nie boją się prawdy, jak biskup Jędraszewski...

Dodaj ogłoszenie