Dziennik Zachodni

    Piekarnia - Cukiernia KAIZIK Strzecha - Bytom

    Jan Strzecha
    Cukiernia-Piekarnia KAIZIK Strzecha

    Pan Jan Strzecha od 1987 r. należy do bytomskiego Cechu.
    W 1972 r. uzyskał tytuł mistrza w rzemiośle - Piekarz. Skutecznie podejmuje się, szkoląc uczniów w zawodzie, przekazać doświadczenie i wiedzę młodym adeptom piekarstwa. W 2004 roku został uhonorowany złotą odznaką „Za szkolenie uczniów w rzemiośle”.
    Prowadzi Zakład z dużą dbałością o rozwijanie wachlarza usług wprowadzając nowości, poprawiając jakość usług. Jest aktywnym członkiem naszego Cechu, uczestnicząc w uroczystościach i świętach naszej organizacji.
    Należy do osób szanujących opinię solidnego specjalisty, pozytywnie reprezentującego rzemiosło.


    Dziadek – założyciel – Ludwig Kaizik

    Piekarnia powstała w 1937 roku i założona przez mojego dziadka, Ludwiga Kaizika. Był
    on wyuczonym cukiernikiem i piekarzem. Pochodził z górnośląskiej rodziny o wielopokoleniowych tradycjach młynarskich i jako pierwszy wyłamał się z tej długiej tradycji, zakładając piekarnie
    w Mikulczycach – jeszcze przed I wojną światową. Po wojnie przeniósł się do Knurowa, gdzie otwarł kolejną piekarnię. A stamtąd los przywiódł go do Bytomia. Wybudował dom, gdzie zamieszkał i gdzie do dziś mieści się piekarnia. Kleinfeld był wtedy podobno bardzo ładną i elitarna dzielnicą miasta Bytomia, więc być może dlatego dziadek zdecydował się tu „wyemigrować”. Nie bez znaczenia
    dla mojego dziadka, który był Niemcem, było także to, że Kleinfeld leżał po niemieckiej stronie.

    Była to początkowo jedyna piekarnia w okolicy. Dziadek prowadził ją do śmierci, czyli do 1957 roku. Chociaż nie bez problemów. Pod koniec wojny było bardzo ciężko. Sklep był zamknięty, sprzedawało się tylko przez boczne drzwi – od strony piekarni. Bo rożni, podejrzani ludzie się tutaj kręcili. Dlatego drzwi główne były zamknięte i zabezpieczone. Kiedy do Bytomia przyjechali Rosjanie, to my także to odczuliśmy. W naszym domu zamieszkała rodzina radziecka. Zajęli mieszkanie mojej babci – wyrzucając stamtąd wszystkich lokatorów, którzy musieli gnieździć się w jednym pokoju. Na szczęście to była rodzina jakiegoś wyższego rangą oficera i podobno zachowywali się dość kulturalnie. Krótko po wojnie zabrano dziadkowi sklep i zrobiono tu skup butelek. Po mniej więcej roku piekarnia znów zaczęła działać.

    Smak chleba

    Receptura chleba, który robimy dziś, pochodzi jeszcze z czasów mojego dziadka, jednak trzeba ją wciąż zmieniać, bo zmieniają się mąki. Na chleb są też mody, dlatego musimy na nie reagować i wprowadzać kolejne rodzaje. Receptury na nowe gatunki dostajemy w hurtowni, gdzie kupujemy mąkę. Najpierw robi się oczywiście próbny wypiek. Obok nowości, pieczemy wciąż swoje chleby: chleb zwykły pszenno-żytni, razowy foremkowy, razowy okrągły. Chleb z innych piekarni kupuję tylko na urlopie. Na ale przyznam, że najlepiej smakuje mi własny.

    Mam też po dziadku bazę przepisów na ciasta i kremy. Kiedyś robiliśmy tu też torty i trochę ciast. Piekła je moja mama, potem i ja. Rodzinnych przepisów używamy teraz w swojej domowej kuchni. One całkowicie bazowały na naturalnych składnikach. Przez długi czas nie robiliśmy wyrobów cukierniczych, jednak obecnie w ofercie znowu posiadamy ciasta i torty, które piecze i dekoruje mój syn Tomasz – następne pokolenie naszej firmy.

    Piekarska tradycja

    Pamiętam jeszcze jak wszyscy piekarze spotykali się na ul. Pułaskiego w bytomskim Cechu Rzemiosł Różnych z okazji święta Klemensa – patrona piekarzy, które przypada w dniu 15 marca. Przy jednym stole zasiadali wszyscy piekarze i cukiernicy zrzeszeni w Cechu – prawdziwi z długimi tradycjami piekarskimi. Dziś jest nas już znacznie mniej. Dlatego święto fachowcy Klemensa obchodzimy razem z innymi – przy jednym stole spotykają się rzemieślnicy wszystkich branż zrzeszonych w Cechu.

    W naszej rodzinie zawód piekarza przechodził naturalnie z pokolenia na pokolenie. Moja mama, Katarzyna, przejęła fach po swoim ojcu. A mój ojciec też był z branży. Pochodził z Rudy śląskiej. Został zatrudniony w piekarni u mojego dziadka. I tak się poznał z moja mamą. Brat mojego dziadka też był bardzo dobrym piekarzem – cukiernikiem. Miał swoją piekarnię w Rydułtowach.

    Ja od lat wczesnych pomagałam ojcu przy prowadzeniu interesu – byłam m.in. zaopatrzeniowcem. Do moich obowiązków należały także sprawy podatkowe i związane z administracją. Od najmłodszych lat uczyłam się więc fachu, ale mam też ukończone technikum gastronomiczne. Mój mąż tez jest piekarzem. Miał najpierw swoja piekarnię na ul. Jaworowej, boczna ul. Woźniaka, a wcześniej na ul. Siemianowickiej. I jego ojciec tez miał piekarnię. Jak na piekarskie małżeństwo przystało, poznaliśmy się z mężem przy zakupie mąki.

    Prawdziwa sztuka

    Pracuje z nami mistrz piekarski, który wyuczył się fachu jeszcze u mojego ojca. Ojciec przywiózł go z okolic Szczawnicy, kiedy ten miał piętnaście lat. I od tej pory nieprzerwanie pracuje u nas. Poza nim zatrudniamy piekarzy – pomocników, mamy także dwóch uczniów oraz dwóch pomocników. Chleb piecze mój mąż razem z mistrzem piekarskim. Ich praca zaczyna się popołudniu, a kończy nad ranem.

    Myślę, że nie każdy może się nauczyć sztuki piekarskiej. Bo ważna jest praktyka i wyczucie. Mąki mogą być bardzo różne. Na przykład z jednej partii mogą się zdarzyć różne rodzaje maki. Do każdego z nich dodaje się inną ilość wody, inny jest tez czas pieczenia chleba i ma on różną wilgotność. Dla nas najważniejsze jest, aby używać naturalnych składników. Pieczemy tylko na zakwasie. Gdzie indziej na przykład zdarza się, że niektóre chleby razowe są sztucznie barwione na ciemnobrązowy kolor. Przez te wszystkie lata pracy nasza piekarnia dostawała wiele nagród i wyróżnień. I chociaż powstają kolejne markety, my na szczęście mamy swoich stałych klientów.

    Piekarnia - Cukiernia KAIZIK Strzecha - Bytom

    15 Miejsce

    Głosowanie zakończone!

    268 głosów

    Ostatnie plebiscyty

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo