Podbeskidzie - Dolcan Ząbki 2:0

Łukasz Klimaniec
Robert Demjan (nr 23) tym razem gola nie strzelił, ale kolejne punkty padły łupem Górali
Robert Demjan (nr 23) tym razem gola nie strzelił, ale kolejne punkty padły łupem Górali Fot. Łukasz Klimaniec
Udostępnij:
Na kłopoty... Cieśliński - nad stworzeniem takiego serialu mogą od soboty myśleć w Bielsku-Białej.

Mecz z ostatnim w tabeli Dolcanem Ząbki pokazał, jak ważnym dla bielskiego zespołu jest napastnik grający z czarnym stabilizatorem na lewej ręce.

Adam Cieśliński w sobotę miał odpoczywać, dlatego trener Robert Kasperczyk nie brał go pod uwagę przy ustalaniu wyjściowego składu. Wszystko z powodu kontuzji kostki, z którą piłkarz ma problem. Dlatego jeszcze na odprawie przed meczem szkoleniowiec prosił swoich zawodników, by zrobili wszystko, aby Cieśliński nie musiał wchodzić na zmianę.

Ale o tym, że mecze z drużynami zamykającymi tabelę są drogą przez mękę dla Podbeskidzia, w Bielsku specjalnie nikogo nie trzeba przekonywać. Góralom z teoretycznie słabszymi rywalami zwykle szło jak po grudzie. W ostatnich sezonach nie potrafili pokonać takich drużyn jak Motor Lubin, Stal Stalowa Wola, czy GKP Gorzów, które znajdowały się na końcu ligowej tabeli. W sobotę podobnie było z Dolcanem.

Podbeskidzie do przerwy biło głową w mur. Poza groźnym strzałem Damian Chmiela i niecelną główką Piotra Komana bielszczanie nie bardzo wiedzieli, jak przechytrzyć defensywę rywali. Trener Kasperczyk przy linii zżymał się na brak tzw. gry bez piłki i liczne straty.

Po przerwie było jeszcze gorzej, bo Dolcan wcale nie zamierzał się bronić, ale groźnymi strzałami z dystansu był nawet bliski pokonania Richarda Zajaca. Grę Górali próbował rozruszać Michał Osiński, włączający się często w akcje ofensywne.

- Jak jednemu nie idzie, to drugi bierze się do roboty - uśmiechał się później piłkarz.
Efekt jednak był taki, że Kasperczyk nie miał wyjścia i wprowadził Cieślińskiego do gry. I co? Cieśliński wywalczył rzut karny, który sam wykorzystał strzelając swojego siódmego gola w sezonie.
- Sfaulowałem Cieślińskiego, ale wpierw zostałem trącony przez niego na piątym metrze. Sędzia powinien odgwizdać rzut wolny - tłumaczył Rafał Misztal, golkiper Dolcanu. - Po tym, jak mnie trącił poszedłem "na hura" i na śliskiej murawie trafiłem go w nogi - wyjaśnił.

W końcówce meczu Cieśliński podał do Piotra Malinowskiego, a ten ustalił wynik spotkania. - Trener powiedział, że wejdę tylko wtedy, gdy będę potrzebny. Sądziłem, że wpuści mnie wcześniej, ale chyba dobrze że poczekał - wyznał bohater meczu.

Kasperczyk miał jednak pretensje do swoich zawodników za niedokładne podania i w ogóle słabszą grę.
- To nie było to, co sobie wymarzyłem. Ale tak się rodzą sukcesy, gdy w takich meczach, i z taką formą, odnosi się zwycięstwo - skomentował.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie