Podbeskidzie w ekstraklasie. Pięć powodów, którym Górale zawdzięczają powrót do elity

Przemysław Drewniak
15.07.2020 bielsko-biala, podbeskidzie - odra opole, podbeskidzie odra opole, stadion miejski bielsko, podbeskidzie odra, fot. lukasz klimaniec, dziennik zachodni, polskapress slask brak
Po czterech latach od spadku z ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała wywalczyło ponowny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak Górale utorowali sobie drogę do elity? Przedstawiamy pięć powodów, którym bielszczanie zawdzięczają ten sukces.

1. FUNDAMENTY ŁUKOSZA

Jeszcze całkiem niedawno, bo jesienią 2018 roku, Podbeskidzie tonęło w długach. Po spadku klub wciąż ponosił ekstraklasowe koszty, które nie przystawały do pierwszoligowych realiów. Spore zarobki pobierali piłkarze, lista płac w administracji była zbyt długa, a umowy sponsorskie zawarte przez ówczesnego prezesa Tomasza Mikołajkę nie gwarantowały wystarczających przychodów. Klub staczał się organizacyjnie i sportowo, bo zamiast walczyć o powrót do elity, stał się pierwszoligowym średniakiem bez koncepcji na przyszłość.

W krytycznym momencie za stery klubu chwycił jego sponsor i akcjonariusz, Edward Łukosz. Podczas listopadowej sesji Rady Miejskiej w 2018 roku bielski biznesmen nie ukrywał, że sytuacja Podbeskidzia jest fatalna. - Na dziś spółka jest niewypłacalna. Każdy z wierzycieli może w każdej chwili zgłosić niewypłacalność. Jeśli nie znajdziemy szybko jakiegoś rozwiązania, mogę być zobligowany do ogłoszenia upadłości spółki - podkreślał Łukosz.

Tym rozwiązaniem okazały się zmiany administracyjne i zastrzyk gotówki, który pozwolił spłacić ponad 4,5 miliona złotych długu. Bielscy radni przekazali spółce 3,25 mln, a bielski biznesmen z własnej kieszeni wyłożył 1,75 mln. W taki sposób zostały położone fundamenty pod dzisiejszy sukces Podbeskidzia. Gdyby nie interwencja Łukosza i wsparcie ze strony miasta, bielski klub mógłby dziś być w zupełnie innym miejscu.

2. SKUTECZNOŚĆ PREZESA-DEBIUTANTA

Można powiedzieć, że Łukosz nakrył do stołu Bogdanowi Kłysowi, który w grudniu 2018 roku na stałe objął stanowisko prezesa klubu. Bielski biznesmen, bez doświadczenia w prowadzeniu sportowej spółki, zaliczył znakomite wejście do piłkarskiego środowiska. Popisał się się skutecznością zarówno w działaniach biznesowych (pozyskanie nowego głównego sponsora, firmy Panattoni, do której wkrótce ma dołączyć inna duża firma), jak i sportowych. Nie bał się podejmować niepopularnych decyzji - zwolnił dyrektora sportowego, Andrzeja Rybarskiego, wybierając tym samym model angielski, w którym większą odpowiedzialność za transfery ma trener. A na tym polu Krzysztof Brede, jego sztab szkoleniowy i dział sportowy (Grzegorz Więzik i Sławomir Cienciała) popisali się znakomitą intuicją.

3. TRANSFEROWE STRZAŁY W "10"

W drodze do ekstraklasy kluczowe dla Podbeskidzia okazało się letnie okienko transferowe sprzed roku. To wtedy do zespołu Górali dołączyli zawodnicy, którzy dziś są boiskowymi architektami sukcesu - Tomasz Nowak, Rafał Figiel, Karol Danielak, Kornel Osyra, Dmytro Bashlai czy Martin Polaček. Przed sezonem wielu kibiców narzekało, że drużyna przeszła kolejną rewolucję, a niemal całkowita wymiana wyjściowej

jedenastki skończy się źle. Wątpliwości zostały rozwiane już po trzeciej kolejce, gdy Podbeskidzie rozbiło u siebie Stal Mielec 4-1. Okazało się, że nowo skonstruowana maszyna zazębiła się doskonale. Trener Brede mógł więc spokojnie skupić się na naoliwianiu poszczególnych jej elementów w trakcie sezonu.

4. TRENER BREDE, CZYLI GÓRAL Z TRÓJMIASTA

Krzysztof Brede to dziś jedno z najgorętszych nazwisk na polskim rynku trenerów piłkarskich, a na jego debiut w ekstraklasie ostrzy sobie zęby wielu piłkarskich ekspertów, na czele z jego dobrym kolegą z Trójmiasta, Sebastianem Milą. 39-letni szkoleniowiec na początku swojej pracy w Bielsku-Białej miał swoich przeciwników, którzy wątpili, czy misję powrotu do ekstraklasy można powierzyć tak młodemu trenerowi. Od początku pobytu przy Rychlińskiego Brede imponował jednak swoją etyką pracy - wielogodzinnymi, szczegółowymi analizami gry rywali i swoich piłkarzy. W rozmowach z dziennikarzami utożsamiał się z Podbeskidziem. Choć jednym z jego marzeń jest praca w Lechii, nigdy nie traktował Bielska-Białej jako jednego z przystanków na swojej drodze. Między innymi dzięki temu szybko zaskarbił sobie sympatię kibiców.

Być może trener Brede sprawi, że kibice w Polsce zobaczą inne Podbeskidzie - już niekoniecznie kojarzące się z walką, grą prostymi środkami i dalekimi wyrzutami z autów Marka Sokołowskiego. Bielszczanie potrafią grać efektownie, w każdym meczu przeważają w posiadaniu piłki i starają się kreatywnie dotrzeć do bramki rywala. Jednocześnie, Górale dużą uwagę przykładają do defensywy i reakcji po stracie piłki, dlatego Podbeskidzie ma zdecydowanie najlepszy bilans bramek w lidze (+31, druga pod tym względem Stal +20).

Brede pokazał też, że potrafi rozwijać zawodników indywidualnie. W Bielsku-Białej odbudował Danielaka (12 bramek), który wcześniej nie mógł sobie znaleźć miejsca w spadającej do pierwszej ligi Arce Gdynia. Pod jego wodzą świetnie rozwija się Marko Roginić (11 bramek), który pod Klimczok trafiał bez formy, a dziś jest jednym z najlepszych napastników ligi. Brede skorzystał też z doświadczenia w Lechii, gdzie na początku pracował z młodzieżą. Znakomicie wprowadził do gry wychowanków Podbeskidzia, Konrada Sierackiego, Kacpra Gacha i Jakuba Bierońskiego, którzy odegrali ważne role w sukcesie Górali.

5. NIEPOKONANA DRUŻYNA

Podbeskidzie 2019/2020 to mieszanka młodości z doświadczeniem. I każdy piłkarz miał w niej coś do udowodnienia. Tomasz Nowak, którego w reprezentacji sprawdzali Leo Beenhakker i Franciszek Smuda, chciał pokazać, że w wieku 34 lat potrafi być liderem zespołu i poprowadzić go do sukcesu. Rafał Figiel przyszedł do Bielska-Białej jako były kapitan Rakowa Częstochowa, dla którego miejsca w ekstraklasowym zespole nie widział Marek Papszun. W ekstraklasie chcą się też przypomnieć Polaček, Kornel Osyra, Filip Modelski i kapitan Łukasz Sierpina, którzy wciąż mają niezaspokojone ambicje.

Tak zestawione Podbeskidzie wiosną było nie do pokonania przez pierwszoligowych rywali. Górale wciąż pozostają jedyną drużyną pierwszych trzech lig w Polsce, która w 2020 roku nie przegrała ani jednego spotkania o punkty. W Bielsku-Białej powstała prawdziwa twierdza - w całym sezonie punkty spod Klimczoka wywiozły tylko trzy drużyny, a wygrać udało się jedynie GKS-owi Jastrzębie.

W klubie nie mają wątpliwości, że drużyna potrzebuje wzmocnień, by móc liczyć na spokojne utrzymanie

w PKO Ekstraklasie. Dziś w Bielsku-Białej nikt jednak o tym nie myśli, a wszyscy zajęci są świętowaniem. Kibice pod Klimczokiem znów mogą być dumni ze swoich Górali.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Zobacz koniecznie

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie