Podbeskidzie - Znicz Pruszków 0:0

Łukasz Klimaniec
Łukasz Merda (na pierwszym planie) i jego koledzy po meczu ze Zniczem Pruszków byli zgodni - wczoraj przeszła im koło nosa niepowtarzalna szansa
Łukasz Merda (na pierwszym planie) i jego koledzy po meczu ze Zniczem Pruszków byli zgodni - wczoraj przeszła im koło nosa niepowtarzalna szansa fot. Łukasz Klimaniec
Nie Podbeskidzie, nie Znicz Pruszków, ale Korona Kielce rozegra barażowe mecze o ekstraklasę. Góralom z Bielska-Białej do historycznego wyczynu zabrakło niewiele - tylko jednego gola.

- Kto meczu nie wygrywa, ten musi pozostać na swoim miejscu - smutno skomentował Łukasz Merda, bramkarz Podbeskidzia.

Po ostatnim gwizdku arbitra na trybunach i murawie Stadionu Miejskiego żal mieszał się ze złością i potwornym niedosytem. Podbeskidzie bardzo chciało zagrać w ekstraklasie. Wprawdzie nie udało się zająć jednego z dwóch pierwszych miejsc, ale trzecie dające przepustkę do baraży było w zasięgu. Podobnie jak strzelenie wczoraj choćby jednego gola - czy to przez Krzysztofa Chrapka (trzy wyśmienite okazje), Krzysztofa Zarembę czy Clemence'a Matawu.

- Każdy z nas mógł dołożyć się do tej bramki - przyznał gorzko Sławomir Cienciała, obrońca Podbeskidzia.

Znicz do Bielska-Białej przyjechał wygrać, bo przy potknięciu Korony to zespół z Pruszkowa awansowałby na trzecią pozycję. Ale przez 90 minut goście sprawiali wrażenie, jakby bardziej niż na zwycięstwie, zależało im na pokrzyżowaniu bielszczanom szyków.

W końcu rok temu to piłkarze Podbeskidzia zgarnęli im awans sprzed nosa wygrywając w ostatniej kolejce w Bielsku-Białej 1:0. W efekcie starali się grać z kontry posyłając długie piłki w kierunku Tomasza Chałasa, ale głównie koncentrowali się na przerywaniu akcji Podbeskidzia i kradnięciu czasu przy wprowadzaniu piłki do gry od własnej bramki.
- To jakby mała zemsta na Podbeskidziu. Skoro my nie możemy grać w barażach, to zagra Korona, a nie Podbeskidzie - wyznał bez ogródek Daniel Kokosiński, obrońca Znicza. Niby przekonywał, że on i jego koledzy wierzyli w potknięcie Korony w Ząbkach, ale na boisku tej wiary nie widział nawet ich trener Krzysztof Chorbak.

- Gorzej chyba nie da się zagrać - skwitował szkoleniowiec Znicza.

W swój zespół do ostatniej minuty wierzyli za to bielscy kibice, którzy po raz kolejny dowiedli, że pod względem dopingu i oprawy meczowej poziom ekstraklasy dawno już został w Bielsku osiągnięty.

- Super publiczność i niepowtarzalna szansa. To było tak blisko, a jak się okazało, tak daleko - kręcił głową Maciej Szmatiuk. Środkowy obrońca Górali, od którego trener Marcin Brosz rozpoczyna układanie jedenastki, w końcowych minutach pełnił rolę napastnika i próbował zgrywać piłki głową do Chrapka bądź Piotra Malinowskiego. Wcześniej próbował robić to Zaremba, ale z różnym skutkiem. Wczoraj w tej roli najlepiej sprawdziłby się Martin Matus, który jednak nie wystąpił z powodu kontuzji. Słabiej niż zwykle spisywali się skrzydłowi.

O ile Piotr Malinowski od niedawna dostawał szansę gry w wyjściowej jedenastce, o tyle Paweł Żmudziński przyzwyczaił kibiców do znacznie lepszej gry, niż ta jaką pokazał wczoraj. Brakowało dynamicznych akcji Damiana Świerblewskiego (zabrakło go nawet na ławce), czy zdecydowanych strzałów Łukasza Matusiaka (większość blokowali obrońcy Pruszkowa).
- Taka okazja, jak w tym roku, w przyszłym sezonie może się nam już nie powtórzyć - nie ukrywał Jerzy Wolas, prezes klubu. Wszystko wskazuje, że w Bielsku-Białej trzeba zbudować nowy zespół. Ten, który wczoraj zakończył sezon na czwarty miejscu, drugi rok z rzędu otarł się o ekstraklasę. A przecież przed dwoma laty celem pogrążonego w długach klubu było po prostu utrzymanie w lidze.

- Pamiętajmy, z czego startowaliśmy - przypominał wczoraj Wolas. - Mieliśmy minus sześć punktów, długi i trenera, który był w wieku zawodników, Gorszkowa i Patera. Poradził sobie i ze starszymi, i młodszymi. Odnieśliśmy duży sukces sportowy i organizacyjny. Wyszliśmy na prostą - podkreślił szef Podbeskidzia.

Dlatego nie wiadomo, co teraz czeka Górali. Wielu zawodnikom kończą się kontrakty, a na trenera Marcina Brosza, którego wczoraj skandowaniem Zostań z nami usiłowali zatrzymać w klubie kibice ostrzy sobie zęby m.in. Górnik Zabrze.

- Pewne jest jedno: nie możemy zmarnować tych dwóch lat - zaznaczył Jerzy Wolas.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie