Podwodny biznes Orki Group, czyli firma bielszczanina Mirosława Kierepki od ćwierćwiecza wykonuje prace podwodne i hydrotechniczne

Jacek DrostZaktualizowano 
Orka Group jest jedną z trzech na południu Polski, które prowadzą prace pod wodą Orka Group/Facebook
Orka Group - firma bielszczanina Mirosława Kierepki, jest jedną z trzech na południu Polski, które prowadzą prace pod wodą. To wyjątkowo specyficzna branża, w której nie można sobie pozwolić na chodzenie na skróty, a wiedzy i doświadczenia nic nie zastąpi.

Co pan czuje, kiedy schodzi pan pod wodę? - pytam Mirosława Kierepkę, człowieka w środowisku nurków doskonale znanego, prezesa bielskiej spółki Orka Group, która od ponad 25 lat wykonuje prace podwodne i hydrotechniczne na terenie całego kraju, a w swoim portfolio ma kontrakty dla takich przedsiębiorstw, jak: KGHM, PGNiG Termika, Arce-lorMittal Poland, Elektrownia Opole, Elektrociepłownia Siekierki, Elektrociepłownia Żerań czy Aqua Bielsko-Biała. - Co można czuć po 45 latach nurkowania? - odpowiada, uśmiechając się, pytaniem na pytanie prezes Kierepka. I wyjaśnia: - Nie spotkałem w swojej długiej i bogatej karierze nurkowej takiego samego dnia nurkowego. Nawet w tym samym miejscu dwa nurkowania są nurkowaniami innymi. Za każdym razem człowiek dojrzy coś nowego czy usłyszy dźwięk, z którym wcześniej się nie spotykał. Samo nurkowanie daje niesamowitą przyjemność wyrwania się z otaczającej nas codzienności. Zanurzając się pod wodę, troski i problemy zostawiamy na górze, a skupiamy się na tym, co jest pod wodą. To jest inny świat. Inna bajka. Tam się człowiek całkowicie resetuje - zwierza się prezes Kierepka.

Konkurencja psuje podwodny biznes

Jednak „podwodny biznes” wcale nie jest taki łatwy, lekki i przyjemny, jak by się mogło z pozoru wydawać. Jak wszystko - ma swoje plusy, ale i minusy. Plusem jest to, że na południu Polski są tylko trzy liczące się firmy wykonujące prace podwodne. A minusem fakt, że mimo to konkurencja jest duża, głównie za sprawą firm działających na północy Polski. Na Wybrzeżu nie mogą sobie dać rady, ciężko zdobyć zlecenia, więc coraz częściej zapuszczają się na południe Polski, jednocześnie dumpingując ceny i psując rynek.

- Rozumiem to, ale nie można dać się zwariować, bo sprzęt jest masakrycznie drogi. Gdyby ktoś chciał otworzyć taką firmę, to - zgodnie z ustawą - na dzień dobry musiałby ponieść olbrzymie koszty - podkreśla Mirosław Kierepka.

Kosztowne są nie tylko odpowiednie szkolenia i uzyskanie stosownych certyfikatów, ale bardzo drogie jest profesjonalne wyposażenie nurków, m.in. w hełmy, skafandry, sprężarki, ale także zakup specjalistycznego sprzętu do prowadzenia prac pod wodą.

- Żeby móc w ogóle wykonywać prace podwodne, trzeba uzyskać normę PN-N-18001:2004. Mówi ona o tym, że przedsiębiorstwo ma certyfikat i spełnia procedury związane z bezpieczeństwem i higieną pracy nurków. Od tego trzeba zacząć. Nasza firma poszła dalej - zrobiliśmy ISO 9001 w pracach podwodnych i hydrotechnicznych. Jesteśmy jedną z nielicznych w Polsce firm posiadających obie licencje - podkreśla Mirosław Kierepka.

Jeśli chodzi o same roboty podwodne, to rynek także jest - delikatnie mówiąc - bardzo oszczędny, a o zlecenia trzeba się „bić”, głównie za sprawą przepisów mówiących, że przetarg wygrywa oferta z najniższą ceną. Kiedyś - jak tłumaczy prezes Kierepka - odrzucana była oferta najniższa i najwyższa. Wybierano ofertę średnią, a przy wyborze posiłkowano się rekomendacją - jeśli firma już wcześniej wykonywała jakieś prace i nie było do nich żadnych zastrzeżeń, to zazwyczaj wygrywała. Teraz nie liczy się marka, rękojmia, a o wygranej decyduje niska cena.

- Trzeba więc bić się z firemkami, które dopiero zaczynają działalność lub dumpingują ceny. Wygrywa najniższa cena, a najniższa nie oznacza, że coś zostanie zrobione dobrze. Wielokrotnie inwestorzy nie są doinformowani, że prace podwodne rządzą się innym prawem, że jest ustawa o wykonywaniu prac podwodnych, że do wykonywania zawodu nurka trzeba mieć zawodowe papiery, a nie cywilne. Tymczasem często inwestor zleca pracę znajomemu płetwonurkowi lub jakiemuś klubikowi nurkowemu i robią jakąś robotę sprzętem rekreacyjnym za śmiesznie małe pieniądze - mówi prezes Kierepka.

Zresztą wśród inwestorów też przez wiele lat pokutowało myślenie, że prace podwodne nie są aż takie ważne, w myśl zasady, że czego nie widać, to nie istnieje. Zazwyczaj to właśnie na prace podwodne brakowało firmom pieniędzy.

Mirosław Kierepka przyznaje, że już wiele razy myślał, by zrezygnować z prowadzenia działalności, ale miłość do nurkowania zwyciężała. Jest na tyle silna, że mimo iż od dwóch lat jest na emeryturze, to nadal prowadzi spółkę Orka Group.

- Przez wiele lat szkoliłem płetwonurków, w tej chwili bardziej skupiłem się na pracach podwodnych. Jako nurek przeszedłem na wcześniejszą emeryturę, ale nadal prowadzę firmę i nurkuję rekreacyjnie. Nie musiałbym, bo córki wyjechały za granicę, nie mam spadkobierców, ale siedząc w domu chyba bym zwariował - śmieje się Mirosław Kierepka.

Zaczęło się od chęci pomocy innym ludziom

Mirosław Kierepka przygodę z nurkowaniem, która stała się jego pasją, pracą i sposobem na życie, zaczął na początku lat 70. ubiegłego wieku.

- W 1972 roku podczas święta budowlanych zmarła moja mama. Stało się to na akademii zorganizowanej z tej okazji. Było na niej ponad sto osób i nikt nie potrafił udzielić jej pomocy. Zanim przyjechała karetka, mama już nie żyła. Powiedziałem sobie wówczas, że muszę pomagać ludziom, nauczyć się pierwszej pomocy. Zapisałem się więc do Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i zacząłem robić pierwszy stopień ratowniczy - młodszego ratownika. Ukończyłem ten kurs i pewnego dnia na basenie pojawił się mój przyjaciel, z którym przyjaźnię się do dzisiaj - Zbyszek Byrski. Stwierdził, że zorganizuje dla wszystkich ratowników kurs płetwonurka. To wtedy było hobby nie do pomyślenia, bo nie było dostępu do sprzętu, ze wszystkim były kłopoty. Natomiast Zbyszek miał jakiś dobry kontakt z czechowicką kopalnią Silesia. Przekonał władze kopalni, że ratownicy górniczy powinni także potrafić obsługiwać sprzęt nurkowy i tak to się zaczęło - wspomina prezes Kierepka.

Pierwszy klub nurkowy powstał właśnie przy kopalni Silesia. Zbigniew Byrski, jako młody, zapalony instruktor, chciał jak najwięcej wiedzy przekazać ludziom, więc zorganizował kurs płetwonurkowania. Zapisało się na niego ponad 30 osób, w tym Mirosław Kierepka. Na ówczesne czasy to był hard core - kursanci posługiwali się dość prymitywnymi płetwami typu komandoski, specjalnie wiązanymi, sprzęt nie był tak dopracowany jak obecnie, więc pod wodą o pewnych rzeczach trzeba było pamiętać, bo inaczej mogło się źle skończyć. Generalnie nurkowanie w tamtych czasach nie było takie proste. W efekcie kurs ukończył Mirosław Kierepka i jeszcze jeden jego kolega.

Nie przegapcie

- Ten kolega był lepszy ode mnie, ale później powiesił się i w sumie z tego kursu zostałem sam. Wraz ze Zbyszkiem zacząłem udzielać się w klubie, robić kolejne stopnie, w międzyczasie wrócili w okolice Bielska-Białej Krysia Strzelichowska i Marek Strzelichowski z Gdańska i założyliśmy przy Lidze Obrony Kraju Beskidzki Klub Działalności Podwodnej Topik - opowiada prezes Orki Group.

W listopadzie 1978 roku w Żywcu-Oczkowie doszło do największej w tamtych czasach katastrofy drogowej - w Wilczym Jarze do Jeziora Żywieckiego wpadły dwa autobusy wiozące górników do kopalni. Zginęło 30 osób.

- Braliśmy udział w akcji ratowniczo-wydobywczej. To było akurat dwa dni po powstaniu klubu i od razu na dzień dobry taki dramatyczny i ciężki chrzest bojowy - opowiada Mirosław Kierepka. I dodaje, że na przełomie 1978/79 roku dostał bilet do wojska. Trafił do Marynarki Wojennej, do ośrodka szkolenia nurków i płetwonurków Wojska Polskiego, więc dalsze jego życie znowu wiązało się z nurkowaniem. Jeszcze przed przysięgą wrócił do Bielska-Białej, by odebrać w Urzędzie Wojewódzkim Medal Za Ofiarność i Odwagę przyznany za udział w akcji ratowniczej w Wilczym Jarze.

- Jednak kłopoty zdrowotne nie pozwoliły mi kontynuować służby, więc wysłali mnie do cywila. Po wyleczeniu zacząłem dalsze szkolenie dla potrzeb armii w ośrodkach takich jak Charzykowy czy Jastarnia - szkoliłem płetwonurków przedpoborowych - wspomina Mirosław Kierepka.

- W 1981 roku zdecydowaliśmy w klubie, że dość tej rekreacji, że powinniśmy połączyć przyjemne z pożytecznym, że musimy zdobyć uprawnienia nurków zawodowych i rozpocząć pracę jako nurkowie. Pojechaliśmy na kurs szkolenia nurków i płetwonurków Wojska Polskiego, ale już jako cywile. Tam zdobyliśmy uprawnienia nurków zawodowych, uprawniające do wykonywania zawodu nurka - opowiada prezes Orki Group.

Na Podbeskidziu firma Mirosława Kierepki jest najdłużej działającą. Co ciekawe, wszyscy nurkowie, którzy w regionie pootwierali centra nurkowe, nurkowania uczyli się pod okiem założyciela Orki Group.

- Otwarłem pierwsze certyfikowane centrum nurkowe, czyli bazę w Jaworznie, słynne Koparki. Prowadziłem je przez 15 lat. Szkoliłem nurków, organizowałem turystykę nurkową, w tym kilka dalekich wypraw nurkowych. Po 15 latach miasto doszło do wniosku, że skoro centrum jest tak dobrze rozreklamowane, bo w międzyczasie pobiliśmy w nim między innymi dwa rekordy Guinnessa, to należy to sprzedać. Teren, który był wyceniony na ponad 300 tysięcy, miasto sprzedało za 1,9 mln zł - opowiada Mirosław Kierepka. Dodaje, że bazę, której poświęcił kawał życia i spędził w niej mnóstwo czasu, kupiła w 2014 roku inna firma. - Mocno mnie to podłamało. Odchorowałem to. Rok zajęło mi pozbieranie się. Od tego momentu skupiłem się całkowicie na pracach podwodnych. Ale to było dobre rozwiązanie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Baza mocno absorbowała całą naszą rodzinę, spędzaliśmy tam każdą wolną chwilę. Teraz przynajmniej wiem, co to jest wolna niedziela, co to jest urlop - podkreśla Mirosław Kierepka.

Z pięciu nóg firma stanęła na jedną nogę

Jeszcze kilka lat temu - kiedy z pracami podwodnymi było nie najlepiej i ciężko było z nich wyżyć przez cały rok - firma Mirosława Kierepki skupiała się na pięciu segmentach działalności - handlu sprzętem nurkowym, organizowaniu turystyki nurkowej, pracach podwodnych, prowadzeniu bazy nurkowej i szkoleniach.

- W tej chwili skupiliśmy się tylko na pracach podwodnych. Wszystkie pozostałe odpuściliśmy - podkreśla prezes Kierepka.

Nurkowie Orki Group wykonują prace na takich obiektach, jak: elektrownie wodne i ciepłownicze; zapory wodne, zbiorniki, baseny; mosty, nabrzeża, kanały, tory wodne; rurociągi; śluzy, jazy, upusty, przepławki; instalacje, budowle i konstrukcje hydrotechniczne; platformy i wszelkie obiekty pływające, kadłuby jednostek pływających. W zakres prac wchodzą m.in. przeglądy podwodnych jednostek pływających, kontrola i inwentaryzacja dna przy ustalaniu nowych kąpielisk i miejsc dla rekreacji i turystyki wodnej na wodach otwartych; obserwacje, inspekcje i ekspertyzy obiektów hydrotechnicznych i pływających w częściach nad- i podwodnych, obserwacja i monitorowanie podmywania elementów dennych konstrukcji i obiektów hydrotechnicznych (mostów i innych konstrukcji), a także naprawy i remonty budowli hydrotechnicznych oraz nabrzeży portowych, umacnianie dna i brzegów zbiorników wodnych, naprowadzanie i osiowanie pod wodą montowanych elementów konstrukcji i instalacji, montaż i demontaż konstrukcji i instalacji pod wodą.

- Wybudowaliśmy pierwszy w Polsce refuler, czyli urządzenie do odmulania dna. Zaprojektowaliśmy go i wykonaliśmy wspólnie z Zakładem Samochodów Specjalnych Szczęśniak - opowiada Mirosław Kierepka. Dodaje, że dzięki takiej mobilnej pogłębiarce, wyposażonej w pompę o wydajności 200 m sześc. na minutę, mogą dotrzeć w każde miejsce i prowadzić szybkie i skuteczne odmulanie.

- Przez ostatnie trzy lata pracowaliśmy dla Elektrowni Siekierki w Warszawie. Tam jest kanał zasilający elektrownię w wodę. Przez lata był on czyszczony inną metodą - czerpalną. Po prostu stojące na brzegu koparki wybierały muł. Ale w ten sposób dochodziło do niszczenia betonowych nabrzeży. Nasza metoda odmulania nie jest inwazyjna - wyjaśnia Mirosław Kierepka.

Kiedy na koniec pytam szefa Orki Group, czy w wodzie czuje się jak ryba, odpowiada bez wahania: - Tak, ale mimo to respekt przed wodą i tak mam.

Zobaczcie koniecznie

Zaskakująca wystawa STOP SMOG w Katowicach

Europejski Kongres Gospodarczy EEC Katowice

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3